Bunt 2-latka, później bunt 3-latka, 4-ro, 5-cio i tak dalej. Dlaczego tak właściwie te, tak zwane, bunty urosły do rangi złych mitów, których obawia się każda matka? Co takiego dzieje się z dzieckiem w kolejnych latach, że nazywane jest to buntem i dlaczego zawsze rodzi dyskusję?

Czy “bunt” to dobre określenie?

Właśnie, zadaliście sobie kiedyś takie pytanie? Być może łatwiej określić zachowania dziecka mianem buntu i wziąć na przeczekanie, ale na pewno korzystniej przyjrzeć się tym zachowaniom bliżej i nie zostawiać dziecka samego. Niektórzy mówią, że bunt minie, sam przejdzie, że im więcej będziemy reagować tym gorzej, bo dziecko nauczy się, że jego akcja wywoła zawsze naszą reakcję. Czy aby na pewno?

Twoje dziecko się buntuje, zachowuje inaczej niż zwykle, specjalnie robi na złość i do tego ma około 3 lata? Mam dobrą wiadomość – Twoje dziecko się rozwija i robi to prawidłowo.

Kiedy ponad rok temu próbowałam uporać się ze złymi zachowaniami Rozalii, myślałam, że to się nigdy nie skończy. Najbardziej osławiony, jeżący włos na głowie i powodujący bezsenność bunt dwulatka był dla mnie koszmarem. Chociaż patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, był to po prostu dłuższy skok rozwojowy. Całkiem niedawno wydawało mi się, że kolejne etapy rozwoju (czyli bunty), będą gorsze, ale jednak się myliłam.

Co mnie zaskoczyło w buncie trzylatka?

Przede wszystkim zaskoczył mnie fakt, że wszystko przebiega łagodniej. Ogólnie łagodniej, są dni spokojne, ale kiedy nadejdzie jęczy-dzień to mam ochotę wyjść z siebie, naprawdę. Ale nie robię tego, nie dlatego, że nie potrafię, ale dlatego, że już ZROZUMIAŁAM. Zrozumiałam, że trzyletnie dziecko też może mieć gorszy dzień, może się nie wyspać, może mieć na nie wpływ pogoda. Ale nie tylko, bo trzyletnie dziecko ma dużo większą świadomość swoich zachowań niż miało rok wcześniej. Płacz, tupanie, jęczenie bywa czasem najzwyklejszą próbą zwrócenia na siebie uwagi. 3-latek mimo iż chce być samodzielny, nadal bardzo nas potrzebuje. Moja trzylatka jest bardzo samodzielna, ubranie się, rozczesanie włosów,umycie zębów, wytarcie ręcznikiem po kąpieli czy odniesienie pustych naczyń do zlewu nie sprawia jej kłopotów. Ale bywają sytuacje, kiedy ewidentnie potrzebuje poczuć, że ktoś jej pomaga.
– Ja nie umiem chodzić!
– Ja nie umiem ubrać bucików!
– Ja nie umiem iść siku!
– Ja nie umiem sama jeść!
Znacie to? Ja tak. Mimo iż z wszystkimi wymienionymi czynnościami radzi sobie doskonale, to jednak bywają momenty, kiedy siada z płaczem na podłodze i zaczyna litanię “ja nie umiem”. Żeby nie było zbyt łatwo próba pomocy kończy się jeszcze większym płaczem, bo “ja chcę sama”. I bądź tu matko mądra! Trzeba wziąć głęboki oddech i rozwiązać sytuację, bo dla naszego trzylatka jest to problem ogromnej skali.

Jak sobie poradzić?

Dobre pytanie. Nie sprzedam Wam cudownej recepty na przetrwanie tych okresów, bo taka po prostu nie istnieje. Jednak dam kilka podpowiedzi, które z całą pewnością będą pomocne w trudnych momentach. Sama staram się do nich stosować, i wydaje mi się, że dają radę. Może nie od razu, ale kiedy za miesiąc odszukacie w pamięci niektóre sytuacje, zauważycie różnicę.

Czas
Poświęcaj go dziecku jak najwięcej i jak najlepiej. Nie sztuką jest spędzić bite 12 godzin z trzyletnim maluchem, sztuka jest spędzić czas efektywnie. Na wspólnej zabawie, nauce, rozmowie, czytaniu. Oglądanie bajek przez kilka godzin dziennie na pewno nie jest tym, czego potrzebuje trzylatek. Za to spacer i cierpliwe odpowiadanie na miliony pytań to coś co zaprocentuje w przyszłości. A dla Was to świetna gimnastyka umysłu, w końcu trzeba przekazać informacje w sposób zrozumiały dla trzylatka.

Samodzielność
Pozwól dziecku na samodzielność, ale nie zostawiaj go samego. Pokaż, krok po kroku, jak ubierać buty, zapinać guziki, dopinguj dziecko, ale nie pośpieszaj. Gwarantuję Ci, że nie jeden raz maluch zdenerwuje się, bo mu nie wyjdzie, rzuci butami/kurtką/sweterkiem i obrazi się na cały świat. Twoją rolą jest uspokoić malucha i jeszcze raz (i tysiąc innych razy też) wyjaśnić, pokazać i namówić do kolejnej próby i nie poddawania się. Absolutnie nie mów maluchowi zdań w typie “tyle razi ci pokazałam, a ty dalej nie umiesz“.

Wsparcie i współpraca
Nie pozwól dziecku na poddawanie się, dopinguj go, ale z umiarem. Kiedy widzisz, że malec denerwuje się, bo coś mu nie wychodzi, a jednocześnie widzisz jego zmęczenie, pozwól odpocząć, zmień zajęcie, podpowiedz inną zabawę. Taką, którą dobrze zna i która go uspokoi, wyciszy. Po chwili oddechu pozwól dziecku wrócić do nauki nowych czynności.

Rozmowa i wyjaśnianie
Jest to jeden z najważniejszych elementów, bo dzięki rozmowie możemy maluchowi wiele wyjaśnić. Nie dajcie się zwieść pozorom, bo dwu- i trzylatek już dużo rozumie. Wasze gadanie nie pójdzie na marne, pod warunkiem, że będziecie konsekwentne i będziecie trzymać swoje nerwy na wodzy. Bywa ciężko, ale da się. Czasem trzeba wyjaśniać, tłumaczyć to samo setki razy, ale kiedy kolejnym razem usłyszysz “plasiam mamusia, źje źjobiłam” to znaczy, że Twoje rozmowy przynoszą efekty.

Wyznaczanie granic i konsekwencja
To punkt, w którym najłatwiej o błąd. Jeśli wyznaczamy dziecku, nie istotne w jakim wieku, granice to bezwzględnie musimy się ich trzymać. Dobrze ustalić z mężem/partnerem te granice, tak aby dziecko nie wykorzystywało różnic w tym na co pozwalacie. Jeśli ustalicie zasady i będziecie konsekwentni będzie wam łatwiej.

Szacunek
Każdego należy traktować z szacunkiem, nawet dziecko. Szacunku uczymy, więc logiczne jest, że sami musimy szanować. Nie możemy wymagać od dziecka czegoś co nie leży u podstaw naszego zachowania. Więc jeśli my nie szanujemy dziecka, nie oczekujmy, że ono będzie szanować nas.

Ja działam według tego co napisałam powyżej i muszę powiedzieć, że naprawdę nie jest ciężko. Wystarczy chcieć i nie poddawać się, choćbyście chciały rzucić wszystko i zamknąć się w łazience na trzy godziny. Zamknijcie się tam na trzy minuty by ochłonąć, kiedy maluch jest wyjątkowo nieznośny. Zbierzcie myśli, odświeżcie twarz zimną wodą i do dzieła. Gadać, rozmawiać, tłumaczyć i pokazywać.

A może macie jakieś swoje spostrzeżenia , o których nie wspomniałam? Podzielcie się nimi w komentarzu.


.

.

.

.

************************************************************************************************************
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad
i udostępnisz go dalej.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.