Wiecie, że Rozalia nie choruje, prawda? Do tej pory (22 miesiące) miała tylko katar i trzydniowkę. Ale dzisiaj coś dopadło moją kochaną córeczkę. I nie wiem co!

Wstała rano rozpalona, z czerwonymi policzkami i szklącym wzrokiem. Nie ma chęci na zabawę, leży z maskotkami na łóżku, zasypia. Tam bardzo mi jej żal, robię co mogę, żeby chociaż trochę ją zabawić. Oglądamy książeczki, pokazujemy gdzie misio ma brzuszek, ale Rozalka i tak dzisiaj nie ma siły. Przeraża mnie to, ponieważ w planach na najbliższe dni mamy majówkowy wyjazd. Postanowiłam więc pójść do lekarza.

Poszłam i wróciłam z taką samą wiedzą o stanie mojej córki. Rozmowa z lekarką była, jak zwykle, żadna. Zero konkretów, nic czego bym już nie wiedziała. “No wie Pani, to może być tylko przeziębienie, ale może tez angina, albo szkarlatyna, no w każdym razie jak Państwo wyjeżdżacie to ja od razu mogę dać antybiotyk.” Zatkało mnie, po co antybiotyk i na co skoro lekarka nie wie co dokładnie dziecku jest? Odmówiłam. Wróciłam do domu, zrobiłam syrop z cebuli, czosnku i miodu, mała poszła spać. Poczekam co będzie się działo i pójdę skonsultować ją z innym lekarzem, bo w przychodni zawsze jest to samo “nie wiem, może to, a może tamto, ale antybiotyczek się przyda.”

Czasem mam wrażenie, że niektórzy z lekarzy dyplomy kupili na jakimś targu. Chyba coś jest nie w porządku, kiedy do lekarza pierwszego kontaktu nie mamy zaufania. Naprawdę sporadycznie pojawiam się w przychodni poza standardowymi wizytami na szczepienia. Ale to już któryś raz z kolei, gdy wychodząc nie mam diagnozy. I wiem też, że nie jestem jedyną osobą, która ma takie zdanie. Pierwsza sytuacja, gdy córka miała 4 miesiące i moczyła po 30 pieluch na dzień. Drugi raz, tuż po pierwszych urodzinach, też usłyszałam, że może to, a może tamto. Skonsultowałam ją wtedy z inną lekarką, która diagnozę postawiła od razu i od razu dobrą. Wtedy okazało się, że to trzydniówka. I dzisiaj, trzeci raz, kiedy pediatra nie wie i każe przyjść za kilka dni.

Ja wykształcenia medycznego nie mam, nie znam się na chorobach, nie mam zamiaru podważać niczyich kompetencji. Chce tylko, aby lekarz, do którego idę wysłuchał mnie. Kiedy opisuje objawy to chce skończyć. Kiedy widzę, kiedy dziecko pokazuje mi, że bolą ją dziąsła lekarz nie może mi mówić, że to nie prawda. Jestem matką, znam swoje dziecko, rozumiem to co chce mi pokazać. Rok temu, kiedy córkę dopadła trzydniowka też słyszałam “to nie zęby”, a tydzień później wszystkie czwórki były już widoczne.

Mam ogromną nadzieję, że i tym razem pojawią się zęby. I że to wszystko to tylko dużo hałasu o nic. Tymczasem spędzę czas na bezkarnym przytulaniu mojego skarba. A lekarze i cała służba zdrowia niech pomyślą nad wprowadzeniem do słownika medycznego nowej jednostki chorobowej – “może”. Bo to słowo najczęściej można usłyszeć w gabinecie.

IMG_20150427_141947_wmIMG_20150427_141915_wm IMG_20150427_141932_wmIMG_20150427_093836_wm IMG_20150427_142003Czy w Waszych przychodniach też to wszystko wygląda podobnie?

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.