I znów zabieram się za podsumowanie w ostatniej chwili. To już się chyba nie zmieni. W ciągu miesiąca tylko notuję pojedyncze hasła, słowa-klucze. Na więcej nie zawsze starcza czasu.

Czerwiec zaczął się tak jak maj się skończył, czyli biegunką nie wiadomego pochodzenia. Rozalka pierwszy tydzień miesiąca spędziła w domu, głównie w toalecie, z zapasem książek. Żeby nie było, że o kupie piszę, z tej sytuacji jest jeden duży plus. Pozbycie się pieluchy. Kiedy problem toaletowy minął skończył się czas kupowania pieluch. Równocześnie skończył się czas picia MM. Mam podejrzenia, że to MM z cyfrą 4 mogło wywołać taką reakcję, ale pewności brak. W każdym razie mam dwa wydatki mniej. Okazało się, że zjedzenie (bądź nie) normalnej kolacji zamiast kubka mleka nie wpływa na jakość nocnego snu naszej gwiazdki. Zjedzenie śniadania (lub też nie) nie wpływa na napad głodu w okolicach godziny 10. Za to bez zupy dzień traci ważność. Zupa musi być i kropka.

W związku z brakiem MM nasz rozkład posiłków wygląda tak: śniadanie (lub nie) o 8, owoc i zupa w przedszkolu, obiad w domu około 14-15, no i kolacja po 18 (chyba, że zaśnie tuż przed lub w trakcie). Całkiem sympatycznie. Zasadniczo bez wybrzydzania i marudzenia, nie chce jeść to nie je. Chce jeść to dostaje, a to jabłko, a to banan, a to kanapki. Od kilku dni wiśnie prosto z drzewa zrywa i pożera. Straszy tym Małżona, bo cały dziób czerwony ma z soku. Nie jest głodomorem, ale do niejadków też nie można jej zaliczyć. Myślę, że to zasługa zakazu jedzenia słodyczy. Rozalka nie je  kinderków, danonków i innych ustrojstw. Sporadycznie dostanie jedną kostkę gorzkiej 90% czekolady. Więc skoro chemicznym cukrem się nie zapycha, to problemów z jedzeniem nie ma. Ostatnio jej numerem jeden jest botwinka i koktajl truskawkowy.

Bilans dwulatka pokazał nam, że Ru rozwija się idealnie. Jest kumata, rezolutna i zadziorna. Waży 12,5 kilograma i mierzy 87 cm wzrostu. Rozmiar buta skoczył jej do 23. Zatkało mnie trochę pytanie o to jak radzi sobie z łyżką, podobno dzieci w jej wieku mają z tym słabo i nadal są karmione (serio?). Powiedziałam, że pluje pestkami z wiśni i czereśni, pielęgniarka środowiskowa w szoku. No cóż, czego dziecko nauczysz to będzie to umiało.

Stale poszerza się zasób słownictwa. Najczęściej nadaje swoje nazwy różnym przedmiotom. I tak mamy:
– piła, że piłka
– kryly, że kręci
– lyly, że lody
– daj
– nósz, że nóż
– turlaly – truskawki
– blrly – bransoletka
I kilka innych, które ciężko mi na zawołanie przywołać. W każdym razie teraz już nawet obcy ją rozumie bez większych problemów. Jednak moją największą dumą obecnie jest znajomość liter. Uczymy ją na razie tych literek, które łatwo jej skojarzyć i które może powtórzyć. M jak mama, t jak tata, c jak ciocia, a jak brum brum (auto), p jak pies, w jak wujek, d jak dziadek, s jak sok i sisi, b jak babcia, to tylko niektóre jakie już zna. Na pytanie “a na jaką literkę jest słowo takie-a-takie” przynosi odpowiednią literkę. Zanim dobrze zacznie gadać już alfabet będzie miała wykuty na blachę. Wszystko za sprawą drewnianych edukacyjnych puzzli z alfabetem. Świetna zabawa i nauka w jednym.

Wyjazdów w czerwcu nie było, czas spędzaliśmy głównie w naszych okolicach. I tak zaliczone mamy spotkanie Mityng Blog (TU). Pierwszy raz nad jeziorem, z kąpielami (TU). Dni miasta i wesołe miasteczko (na zdjęciach poniżej). Czerwiec to również miesiąc urodzinowy. Rozalia skończyła 2 lata, nadal trudno mi w to uwierzyć. O urodzinach i moich odczuciach w związku z tym możecie poczytać TU i TU. Koniec miesiąca okazał się kolejnym weekendem, gdzie miasto nie pozwalało się nudzić. Trafiłyśmy na akcję fotelikową, o której pisałam tutaj. Natomiast niedziela upłynęła pod znakiem Jarmarku Rzemiosła i Rękodzieła. I mimo deszczowej aury popołudnie uważamy za bardzo udane. Do naszej kolekcji misiów dołączył kolejny. Rozalka chyba już uzależniła się od Roszpunkowych, mamy ich już 4 i na pewno będzie więcej. Relacji z Jarmarku jako takiej nie pisałam, ale poniżej też kilka zdjęć się znajdzie.

 

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.