Wiecie co dzieje się kiedy zejdą się razem dziecko i telewizja, ewentualnie youtube? Czy wiecie czy nie wiecie ja i tak wam odpowiem jak to było z nami i jak wygląda finalnie.

Pamiętam, nawet mam takie zdjęcie, jak Małżon ogląda Scooby-doo, a obok niego, w bujaczku Rurka. Też ogląda. Zrobiłam to zdjęcie i zabrałam dziecko. Dlaczego? Dlatego, że Scooby to na pewno nie jest bajka dla 3-miesięcznego brzdąca, a samo patrzenie w telewizor już na pewno nie jest dla niej dobre.

Nie będę ukrywać, że w mojej rodzinie telewizor był pełnoprawnym członkiem rodziny. Od rana do wieczora włączony, czy oglądany, czy nie, przypominał gadaniem o swoim istnieniu. Kiedy z własnym jeszcze-nie-Małżonem zamieszkaliśmy razem te wzorce z nami zostały. Telewizja non stop, skakanie po kanałach i wieczór spędzony na oglądaniu głupich lub głupszych programów. Apogeum tego stanu nastąpiło w końcówce ciąży. Ostatnie dwa miesiące musiałam ograniczyć ruch, więc leżałam i oglądałam. Ale czytałam też książki i przeglądałam internet.

Dziecko i telewizja

W pierwszych miesiącach życia Rozalki było podobnie, co prawda czasu na gapienie się miałam mniej, ale i tak telewizor od rana był włączony. Młoda się nie interesowała nim, więc nie widziałam problemu. Dopiero w okolicach pół roku, kiedy zaczęły się pierwsze koszmary i złe sny, skojarzyłam je z telewizją. Wiecie, niby dziecko nie ogląda, ale jednak słucha, kątem oka zauważy jakiś błysk, szybką zmianę na ekranie, to później gdzieś głęboko zostaje. Postanowiłam wyłączyć tv, żeby sprawdzić swoją teorię. Musiało coś w tym być, bo już po trzech dniach mała spała spokojniej. W okolicy pierwszych urodzin włączyłam tv ponownie, ale tym razem było to przemyślane. Wiedząc jak długo moja córka potrafi skoncentrować się na jednej czynności pozwalałam jej na obejrzenie bajki “UL”. Trwająca około 10 minut bajka nie usadziła jej jednak na pupie. Wytrzymywała gdzieś połowę tego czasu. Ale to i tak było wystarczające jak dla roczniaka. Chyba i tak nie była do końca świadoma co się w bajce dzieje i o co chodzi.

Okres zapoznania

Można powiedzieć, że “Ul” zapoznał Rozalkę z bajkami. Później był miesiąc czy dwa, gdzie bardzo podobał się jej Stich. Tylko gdy ten dziwny pies pojawiał się na ekranie ona interesowała się tym co się dzieje. Reszta została totalnie olana na rzecz innych, ciekawszych rzeczy. Do czasu, aż poznała Domisie. Z Domisiami się polubiłyśmy obie. Po pierwsze dlatego, że po naszemu, po drugie dlatego, że aktorzy, że ruch ust podczas mówienia.

Jak zaczarowana

Doimisie to również pierwsza bajka, w którą Ru potrafiła wpatrzeć się i siedzieć jak zaczarowana. A po drugie, jeszcze nikomu nie zaszkodziło obejrzenie jednej bajki w ciągu dnia – umówmy się. Więc oglądała te Domisie po obiedzie, jako polepszacz trawienia. Pewnego dnia, gdy leżała z wysoką gorączką, pozwoliłam jej obejrzeć dwa odcinki. Leżała w sypialni, w łóżku, więc dostała Domisie na youtube. Tym sposobem trafiła na Peppę, ale o tym już było TU. Domisie spadły na miejsce drugie, a Peppa, no cóż, z Peppą trzeba pilnować.

Łatwo przesadzić

Aż za łatwo. Zwłaszcza jeśli trafi się nam bajka, która dziecko dosłownie wyłączyć potrafi. Rozala tak właśnie robi oglądając Peppę. Można do niej mówić a reakcja będzie żadna. Wiecie co się stanie, gdy pozwolimy dziecku oglądać więcej niż było umówione? Będzie wrzask, histeria, nie pozwoli sobie wyłączyć, zbuntuje się i strzeli fochem. Do tego oczywiście będzie specjalnie dokuczać przez najbliższe godziny, myśląc, że jak będzie upierdliwe to dostanie znów bajkę i zaszyje się w jej świecie. W tym czasie, ja nazwałam to “odstawieniem” mogą dziać się dziwne rzeczy. Grzeczne dotąd dziecko zaczyna rzucać przedmiotami, staje się bardziej nerwowe, nie potrafi zająć się żadną zabawą, chociaż wcześniej umiało. Zachowuje się jak narkoman na odwyku. Skąd wiem? No sprawdziłam, ostatnie trzy dni migreny były tak ciężkie, że niewiele myśląc pofolgowałam młodej.

Złoty środek

Bez wątpienia trzeba taki znaleźć. Ja wam go na tacy nie podam, bo każde dziecko jest inne, każda rodzina ma swoje zasady. My postanowiliśmy, że wymiar w jakim Ru ogląda bajki to 15 minut dziennie, chyba, że zamiast Peppy wybierze Zosię, wtedy ogląda cały odcinek 25 minut. Jest to taka wieczorynka, w tym czasie ja szykuję kolację i przygotowuję sypialnie, łazienkę. Kończy się odcinek (lub mija umówiony czas) Ru dostaje znak-sygnał, że już pora na kolację, że bajka się skończyła i bez problemu na to przystaje. Choć zdarzają się dni, kiedy po tajniacku próbuje dostać się do leżącego na komodzie telefonu i równie niezauważenie chce włączyć sobie bajkę. Trzeba być czujnym, jak żołnierz na polu walki (LOL).

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.