Znacie to? Z grubsza zaplanowany dzień i wszystko się sypie. Dlaczego? Bo w wasze, na co dzień grzeczne, w miarę spokojne dziecko wstępuje ZŁO!

ZŁO może być spowodowane różnymi czynnikami. Objawia się wszystkim tym, z czym zazwyczaj nie macie problemów. I mimo, iż wasza latorośl nie ma bladego pojęcia o waszych “tajnych” planach, wy macie wrażenie, że nocą zhackowało waszą pamięć podręczną. Gdy rano budzi cię słodkie “mama”, gdy czujesz w swoim oku malutki paluszek, gdy otwierasz to oko, patrzysz na zegarek i widzisz godzinę okołośrodkowonocną, tj. 6:15 (budzik ma dzwonić za półtorej godziny dopiero, bo wy śpiochy jesteście) – wiedz, że twój dzień będzie ciężki.

Twoje, wasze plany nie muszą być wcale jakieś szczególne. Wystarczy, że w planie masz małe prasowanie, zapakowanie brudnych ubrań do pralki czy zrobienie racuchów na podwieczorek. W taki dzień okazuje się, że przy nodze stoi, wczepiony pazurami, mały wyjec. Dzieć zmęczony, ale walczący cały dzień z sennością. Mimo usilnych prób nie dający położyć się spać. Próbujesz, kombinujesz, zaczynasz się cieszyć, gdy na krótką chwilę możesz zamknąć się w toalecie. Przez godzinę czujesz dziką radość, że byłaś tam SAMA! Jednak twoja euforia równie szybko znika, gdy odkrywasz, że w tym czasie jeden z twoich kwiatów zrzucił prawie wszystkie liście tworząc na podłodze zielony dywan…

To właśnie ten dzień, gdy masz ochotę wyjść z siebie i stanąć obok. Ten moment, gdy najchętniej zaczęłabyś krzyczeć, tupać nogami i płakać. Ale nie pozwalasz sobie na taką złość, nie dajesz szans na słabość. Zagryzasz zęby i po raz tysięczny tłumaczysz, dlaczego nie można obywać kwiatków/wysypywać mąki na dywan/sikać na fotel.*

Mimo, iż masz wrażenie, że wybuchniesz – nie robisz tego. Pięści mocniej zaciskasz i próbujesz czymś zająć zmęczoną marudę. Normalnie położyłabyś dziecko spać, ale jest godzina 16 z hakiem, drzemka nie wchodzi już w grę. Cudujesz, kombinujesz, nawet na dwór bierzesz, choć deszcz pada. W końcu widzisz, że dłużej nie wytrzyma, że z marudy zmienia się w uroczą przytulankę. Urządzasz królewnie (bądź królewiczowi) wspaniałą kąpiel z pianą, pół godziny w wannie z gumowymi kaczkami, robisz mleko. Już się wydaje, że senność powoli odpuszcza i dziecko wytrzyma jeszcze chwilę. Że ta senność to może fałszywy alarm. A wtedy to małe cudo zasypia na twoich kolanach i śpi, a ty patrzysz jak oddycha spokojnie. To jest ten moment kiedy ciśnienie całego dnia uchodzi, kiedy rzeczy niezrobione stają się nieważne. I nawet ten ogołocony kwiat wydaje się być zabawną historyjką (będzie co opowiadać za 15 lat). Gdy patrzysz na to śpiące dziecko zapominasz o całym dniu. Bo nie ma nic piękniejszego niż widok śpiącego dziecka. Wtedy budzi się ta myśl:
“Jak można się na nią złościć? Przecież kocham ją najbardziej na świecie, Jest cudowna, a jedyne co robi to uczy się świata.”

Więc pamiętaj mamo, pamiętaj tato, że te wszystkie “psikusy” nie są po to, by złościć Ciebie. To wszystko po to, by poznawać świat i jego zależności.

 

 

*niepotrzebne skreślić

Written by Marta S.

  • znam to. bywa źle. trzeba taki dzień przeżyć i wierzyć że następny bedzie lepszy. Maja tez mie trenuje z cierpliwosci. a teraz gdy jestem w ciazy mniej mi się niestety chce za ią biegać i znosić histerie

    • Silje

      Kiedy Rozala była w wieku Twojej Majki, to była jeszcze spokojna 😉 jazda zaczęła się w okolicach 18 miesiąca dopiero 😉

  • Aga

    ale ten kwiatek wyglada calkiem… ciekawie :)