Bo ludzie już tak mają, że bardzo chętnie szufladkują innych. Przypisują im pewne cechy, które później mogą rzutować na to jak ktoś postrzegany jest w towarzystwie. Ofiarą takiej łatki padłyśmy i my.

Kto bloga śledzi ten wie, że na przełomie 2014 i 2015 roku Rozalia miała fazę, zwaną potocznie buntem. Nie potrafiła poradzić sobie z dochodzącymi do głosu emocjami, nie potrafiła ich przekazać, a na dodatek nie potrafiła powiedzieć o co jej chodzi. W tamtym czasie było nam naprawdę ciężko. Ja wyrabiałam cierpliwość, Rozalia uczyła się emocji. Efekty były jakie były, nie raz, nie dwa ktoś oberwał. Od Róźki. Raz użarła syna Cwanej, bo pora jej spania nadchodziła a gość nie chciał iść do domu. Nie raz spacyfikowała Jagodziankę, bo ta się nie chciała akurat bawić w to samo co Ru. Ot, niezgodność interesów. I raz uszczypała córkę znajomych, gdy ta nie chciała wziąć od Rozalki klocków. I wiecie co? I tu właśnie mamy łatkę.

Podczas niedawnej rozmowy ze znajomą (przy okazji urodzin moich) wyszło szydło z worka. Nerw mnie chwycił niesamowity, ale każdego by chwycił, gdyby przeczytał coś takiego:
” Cześć, wszystkiego najlepszego. Co u was? Rozalia w przedszkolu, dalej leje dzieci?”
Oczywiście, że leje, z maczetą do przedszkola chodzi i każdemu strzela po równo… Wiecie co, ręce mi opadły, poważnie. I zobaczcie, że od tych moich urodzin minęło już dni kilka, a ja nadal się dziwię ludzkiej głupocie.

Dzieci mają przecież w życiu różne okresy, w tym takie buntownicze. Psychologia dziecka to sprawa skomplikowana i ja w nią nie wnikam, to nie leży w moich kompetencjach. Jednak kiedy dochodzi do sytuacji, że moje dziecko robi pewne rzeczy, które dobre nie są, to po pierwsze tłumaczę jej czemu tak a tak robić nie można. Nazywam jej emocje, rozmawiam z nią. Efekt wydarzeń sprzed roku jest taki, że Rozala, mimo iż jest jednym z najgrzeczniejszych dzieci w przedszkolu w oczach jednych znajomych jest “agresywnym łobuzem”. Gdybym mieszkała w Warszawie miałabym to w nosie, ale mieszkam w małym mieście i nie zdziwię się jak rozniosą się po nim takie głupoty. A kto wtedy będzie cierpieć najbardziej? No właśnie.

Za jakiś czas dzieci spotkają się na placu zabaw, w jednej szkole (bo w przedszkolu na pewno nie) i moja córka wróci do domu zapłakana, bo inne dzieci słuchając plotek i wyssanych z palca informacji zaczną je powtarzać. Oczywiście w mojej kwestii jest to, jak ją wychowam, jak nakieruję, jakie poczucie wartości będzie miała. Ale nie zmieni to faktu, że nadal będzie bezbronnym dzieckiem. Dzieckiem, dla którego świat mimo iż już znany, nadal nie będzie jasny.

I z tego miejsca chciałabym zaapelować do wszystkich rodziców, żeby jednak czasami starali się stanąć w sytuacji dziecka. Dziecka, które nie wie, nie rozumie. Dziecka, które uczy się świata. Bo to od nas, poniekąd, zależy jakie cechy w naszym dziecku się wzmocnią. Jeśli będzie słyszało “bo A to robi źle, bo B w ogóle nieżyciowy, bo C jest dziwna, D ma głupich rodziców” to bardzo szybko zacznie być takie samo. To my uczymy dzieci życia. Dajmy im więc dobry przykład.

Kiedy teraz patrzę na moją śpiącą córkę, gdzieś z tyłu głowy ciągle kołacze mi to zdanie – “leje dzieci”. To zdanie jest bardzo krzywdzące. Ale moja wewnętrzna zołza na pewno szybko sobie z tym poradzi. Łatkę i może przypiąć chcą, ale karma wraca.

Written by Marta S.

  • Niestety ciężko jest łatkę odczepić…

  • Aleksandra

    Oj, masz rację… Niestety łatki najczęściej przypinają dorośli a dzieci słuchając tego, co mówią rodzice, raz dwa podłapują i powtarzają…

  • Mówi się, że dzieci są okrutne, a zapomina, że dorośli też bywają :(

    • Dzieci są z natury dobre, ale przebywają z dorosłymi, którzy nie potrafią postawić się na miejscu dzieci.

  • Dlatego twierdzę, że to dorośli są dziwni. Mój syn miał fazę bycia niemiłym, tłumaczyłam, rozmawiałam przyniosło to ogromne efekty. Tego co się nasłuchałam od rodziny głowa mała, miałam chęć sama wystawić im język.

  • Makieloki

    Ja to jestem z tych, co z takich powodów wypłaczą się w poduszkę w jeden wieczór, a następnego spinam pośladki i olewam system. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Dlatego głowa do góry i- jak mówi mój syn- “jechano” 😉 Pozdrawiam

  • Jakie to prawdziwe. Czasem w niemocy człowiek chce się tak po ludzku pożalić, a potem wychodzi na to, że żałuje tych kilku wypowiedzianych zdań bo zostają wykorzystane przeciwko nie mu, ale też przeciwko jemu najbliższej i bezbronnej osobie. Myślę, że do czasu szkoły, temat zostanie zapomniany, ale niesmak na pewno pozostanie.