Zastanawiałam się przez moment, czy pisać podsumowanie miesiąca, czy może jednak roku. Ale zdecydowałam pozostać wierna swojej tradycji, jest więc grudzień. Rok podsumuje osobno, rozliczę się z moich postanowień. Czekajcie więc cierpliwie.

Grudzień i Ru

Ru w grudniu zaczęła spędzać w przedszkolu prawie 8 godzin. Wszystko za sprawą mojej pracy. Nie wiedzieliśmy jak sprawę uknuć, by było dobrze, ale mała sama nam pokazała. Nie dla niej pobudki o 6.30 by przed 8 być już w przedszkolu. No a ja o 8.00 muszę być w pracy. Do zawożenia jej na 9.00 oddelegowany został Małżon. Tak jakby nie miał wyjścia. Ja odbieram gwiazdę chwilę po 16.00. Daje radę, nie płacze, nie marudzi, nadal chodzi z radością. Czasem w ciągu dnia przypomni sobie o mamie, ale ciocie wiedzą jak sobie poradzić, gdy pada pytanie o mnie. Do tego robimy się coraz bardziej rozgadane. Najnowsze słowa w jej słowniku to pieprz, kosz, świeci, sól i wiele innych. Pojawiły się też zdania “Tupu cho tu!” (Tupac chodź tu – do kota powiedziane), albo “pies cho tu”. W zależności od tego kogo wołamy mamy wersję z: mama, tata, dziadzi, ciociu. W grudniu również przestaliśmy pomagać Rozalce w ubieraniu się. Przyszedł taki dzień kiedy doszła do wniosku, że ubierze się sama, więc pozwoliliśmy jej na to. Teraz pomagamy tylko na jej wyraźną prośbę. Czy mi się to podoba czy nie, ona staje się coraz bardziej samodzielna…

Grudzień i ja

No tu się wiadomo, ciężko ostatnio. Mało czasu spędzam w ciągu tygodnia z Rozalią, dlatego staramy się spędzać go w efektywny sposób. Nie chcę wtedy z nikim się umawiać, nie chcę robić rzeczy około-domowych, takich jak prasowanie czy sprzątanie. Co mogę to robię w nocy, gdy ona śpi, a resztę w weekendy. I chociaż czasem aż mi oczy krwawią kiedy widzę okruchy na dywanie, to wiem, że ona potrzebuje mnie bardziej, niż odkurzonego dywanu. Dlatego cieszę się, że święta wypadły tak, że miałyśmy dla siebie dodatkowy dzień wolny. Sylwester i Nowy Rok też tworzą długi weekend. Tego mi trzeba, żeby nacieszyć się małą, wyjść z nią na spacer czy po prostu poczytać w łóżku książki. Do tego ostatnio zakochałyśmy się w wielkich, podłogowych kolorowankach, więc leżymy obok siebie i wspólnie kolorujemy jeden obrazek. Od miesiąca każda nasza wspólna godzina jest na miarę złota. Muszę być jeszcze bardziej czujna, by wyłapać wszystko czego się nauczy, by za każdą małą rzecz ją pochwalić i pokazać jaka jestem z niej dumna. Ale nie ja jedna, więc nie ma co się rozczulać.

W każdym razie, 2015 rok się skończył. Rozpoczął się kolejny, 2016, więc przy okazji tego wpisu chcę złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia: zdrowia, szczęścia, pomyślności i spełnienia marzeń!

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.