Aby opisać jesień moimi oczami najlepiej byłoby zrobić masę zdjęć. Ale są pewne utrudnienia. Po pierwsze do specjalistów w dziedzinie fotografii nie należę, a po drugie zdjęcia będą jutro. Więc dzisiaj jesień opiszę wam moimi słowami.

Kiedy przychodzi wrzesień powoli zaczynam zmieniać garderobę. To co leżało głęboko wychyla się, jeszcze nieśmiało, na zewnątrz. Jednak we mnie wciąż tli się nadzieja, że wrzesień będzie ciepły na tyle, że wystarczy sweter, że na kurtkę jeszcze poczekamy. We wrześniu jestem jeszcze optymistką, jeszcze umiem wykrzesać z siebie radość i energię. We wrześniu słońce budzi się wcześniej niż ja, dodaje mi to energii. Zwłaszcza, gdy trafi się dzień bezchmurny. Otwieram rolety i widzę radość. Wrześniowe dni są jeszcze przyjemne i ciepłe, zdarzają się i takie, że można w spodenkach wyjść na dwór. Że można wieczór spędzić na tarasie z Małżonem, z przyjaciółmi. Nawet dzieci mogą jeszcze posiedzieć dłużej niż zwykle na zewnątrz. Wrzesień jeszcze lubię.

#littlemiss #hoolahoop #ourtime #familytime #dougther #mylove #melife #bliggerlife #lifestyle

A photo posted by Marta S-Z (@dzieciorka) on

Przychodzi październik i zaczyna się naprawdę miło, bo zaraz na początku mam urodziny. Ciągle 18-te, od kilku lat. To miesiąc, gdzie pierwsze przymrozki każą przypomnieć o wyciągnięciu skrobaczki z bagażnika. To miesiąc, gdzie sweter zamieniam na lżejszą kurtkę w południe i cieplejszą rankiem. Wiedząc, że spędzę pół dnia poza domem w samochodzie zawsze mam kurtkę na zmianę. Nigdy nie wiadomo jak będzie w południe. W październiku schowek mojego samochodu to hybryda kilku pór roku. Wiosny i lata – okulary przeciwsłoneczne zawsze tam są, nawet jesienią i zimą. Są podstawą samochodowego ekwipunku. Tuż obok nich leży para rękawiczek, znak nadchodzącej jesieni i porannych chłodów. Jest też skrobaczka, a już w kolejnym miesiącu dołączy do niej miotełka. Październik to też miesiąc urodzin Małżona, więc mamy kolejną okazję do świętowania. W drugiej połowie miesiąca załatwiamy też na zapas dzień Wszystkich Świętych w rodzinnych stronach męża mego.  Październik jest znośny. Na spacery chodzimy krótsze niż zwykle, ale za to owocne. Zbieramy kasztany, szyszki, skaczemy po kałużach. Głównie mała, ja muszę nabyć kalosze żeby do niej dołączyć.

I listopad, najbardziej jesienny z miesięcy. Po zmianie czasu jeszcze człowiek do siebie nie dojdzie, a tu już dnia prawie nie ma. W zeszłym roku listopad się udał,  Dzień Niepodległości spędziliśmy w ogrodzie w samych swetrach. Listopad kojarzy mi się głównie z szarością. Liście pozbawione są już wszystkich drzew. Miesiąc widmo. O lecie się już zapomniało, powoli zaczyna się myśleć o zimie, o świętach. Chyba tylko ta myśl, że już za miesiąc Boże Narodzenie pozwala nam przetrwać bez większych spadków formy. W listopadzie lubimy więcej czasu spędzić nad kubkiem gorącej czekolady, pod kocem. Wieczory zaczynają być książkowe, bo Rozalia w ramach solidarności z ciemnością chodzi spać ciut wcześniej. Mam więcej czasu.

Kiedy tak czytam po raz kolejny co napisałam, zaczynam zdawać sobie sprawę, że jesień nie jest jednak taka zła. Jest po prostu inna. Trzeba się na nią przestawić, a wtedy wszystko wydaje się prostsze i przyjemniejsze. Macie podobnie?

https://instagram.com/p/9GtG2jj3kc/?taken-by=dzieciorka

Written by Marta S.

  • Zwykła Matka

    Wiesz co? Ja zawsze nie lubiłam jesieni, ale odkąd pisze bloga, odkąd czytam inne…..zaczynam patrzeć na nią inaczej , lepiej i mniej krytycznie :) Teraz na każdym kroku widzę cudowna mozliwośc zrobienia mega kolorowych fotek, widzę i czytam co inni myslą o jesieni i pierwszy raz jakoś tak łatwiej znoszę te porę roku :) Tylko te ciemności za szybko nas dopadają,,,,,

  • Lubię jesień, ale jeśli jest mało deszczowa i w miarę ciepła. 😉 :)

    • Ja w zasadzie też wolę ciepłą, ale jak się nie ma co się lubi to i w takiej jaką mamy można znaleźć coś pozytywnego 😉

  • I czasami październik potrafi zaskoczyć śniegiem. I to też są jesienne niesamowitości. Naprawde cudowne momenty. Gdy spadł ten pierwszy śnieg, poczułam iskierkę magii świat.

    • Mnie się bardziej nawet podobało, niż jak deszcz padał :) tylko musiałam szybko jechać po ciepłe ubrania, które lato spędzały u babci 😉