Kolczyki – słowo nabierające dziwnej mocy w połączeniu z hasłem “dziecko”, jeszcze większej gdy dodamy “małe”. Wystarczy choćby słowo na ten temat, a rozpoczyna się lincz. Społeczeństwo matek dzieli się na dwa obozy: za i przeciw. Jak odnaleźć się w tym wszystkim?

Kolczyki u małej dziewczynki

Kiedy Ru miała rok po raz pierwszy zaczęły nachodzić mnie myśli o kolczykach. Dostała śliczne dwie pary z okazji urodzin. Chodziłam dookoła nich jak pies obok jeża i nie wiedziałam co zrobić. “Takie śliczne, szkoda żeby się zmarnowały nieużywane”. Kilka dni później zmiana “Poczekam jeszcze, za mała jest, zahaczy, naderwie, szkoda ucha”. I tak mijał czas. W okolicach drugich urodzin zaczęła zauważać kolczyki u innych, głównie u mnie. Pokazywała swoje uszy i wyraźnie dawała do zrozumienia, że też chce. Nie wzięłam tego na poważnie. Co ledwo dwuletnie dziecko może wiedzieć o tym, jak wygląda przekłuwanie uszu, o tym, że nie jest to bezbolesne, że później trzeba o uszy odpowiednio dbać, żeby się goiły. No niewiele.

Ale dookoła mnie mogłam zaobserwować zupełnie inny trend. 3-, 6-miesięczne bobasy z błyskotkami w uszach, ledwo siedzące, jeszcze nie zdające sobie sprawy, że w ogóle posiadają uszy. Z jednej strony rozumiem rodziców, który decydują się na przekłucie uszów tak wcześnie, bo wtedy dla dziecka kolczyk to coś naturalnego. Z drugiej jestem w szoku, ponieważ te biedne małe uszka zamiast być przekłuwane – są rozrywane pistoletem kosmetycznym.

Jeśli musisz zrób to dobrze!

Co to oznacza? Oznacza to tyle, że musisz być pewna swojej decyzji i liczyć na to, że za 15 lat nie zmieni się kanon piękna. Bo przypadkiem możesz usłyszeć “Po co robiłaś mi te kolczyki, mam teraz brzydkie uszy, dziurawe”. Chyba nie tego chcesz, prawda? Jeśli więc skręca cię wewnętrznie, jeśli te kolczyki śnią ci się po nocach to chociaż zrób to z głową. Nie wybieraj się do pierwszej lepszej kosmetyczki, z kolczykami, które można załadować do pistoletu. Widziałaś kiedyś te kolczyki? One nawet ostre nie są. Nie wchodzą gładko w płatek ucha, a rozrywają tkankę. A wiem co mówię, bo taki kolczyk miałam zakładany, i to wcale nie jako takie małe dziecko. Miałam już 13-14 lat, wiedziałam jak dbać o ranę, a jednak babrało się ustrojstwo okropnie. Młodsza miała podobnie. Za to pierwsze kolczyki (jako 5-latka) robione miałam igłą i wygoiły się w ekspresowym tempie. Nie mogę tu oczywiście generalizować, bo na pewno znajdą się osoby, które dobrze zniosły rozrywanie ucha. Ja jednak kiedy mam doświadczenie w obydwóch sposobach, zdecydowanie odrzucam kosmetyczkę, a wybieram doświadczonego piercera.

Faza na “ja chcę” wróciła!

Od jakiegoś czasu młoda znów zaczyna przypominać sobie o istnieniu kolczyków. Wiesza na uszy co się da i powtarza “mami Ru chce”. Zbliża się do trzecich urodzin, wie co znaczy ból. Kiedy tylko zaczyna płakać, że ona też chce kolczyki, ja włączam tryb tłumaczenia z czym to się je. Mam taką cichą nadzieję, że temat po raz kolejny przycichnie i wróci za rok. Do tej pory niech wystarczą jej stare klipsy.

************************************************************************************************************
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad i udostępnisz go dalej.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

 

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.