Kwiecień, kolejny miesiąc, za nami. I po raz kolejny obiecywałam sobie, ze nie zostawię pisania podsumowania na ostatnią chwilę, a jednak zostawiłam. Cóż poradzić skoro czasu mało ostatnio.

W kwietniu, po okresie względnego spokoju, Rozalka znów zaczęła się buntować. I to ze zdwojoną siłą. Czerpie mnóstwo radości z popychania innych dzieci. Udaje, że nie słyszy kiedy próbujemy z nią rozmawiać i wyjaśniać, ze tak się zachowywać nie wolno. Testuje nas i naszą cierpliwość bardzo dokładnie. Co więcej, bywa, że kłamie. “Rozalka wypiłaś mleko?” pytam, a ona na to “taaaak”, chociaż faktycznie kubek z mlekiem stoi nie naruszony, a ona bawi się w najlepsze.

Również w kwietniu zakończyły się zajęcia w Akademii Maluszka. Bardzo szkoda, bo przez pół roku, w każdy piątek Rozala wstawała rano wołając “mama dzieci brrrum”. Uwielbiała te zajęcia chociaż bywało, że i tam chciała wprowadzić swoje porządki. To tam nauczyła się zabawy w grupie. Nie było łatwo, najpierw musieli się dotrzeć. Głównie Rozala i chłopaki, bili się, zaczepiali, szczypali, ale i tak bawili się i biegali razem. Teraz będziemy do Kangurka jeździć tak po prostu, a na jesień kto wie, może Akademia Maluszka znów zostanie uruchomiona.

Kolejną mała zmianą było zapisanie Rozalki do mini-przedszkola. Kiedy codziennie, od rana słyszałam “mamaaa, maamaaa dzieciii”, to stwierdziłam, że czemu nie. Ona się wybawi, wybiega, a ja przynajmniej coś w domu ogarnę. Po pierwszej wizycie była zachwycona, całe popołudnie pokazywała co robili. Po drugim razie jej zapał opadł, miała chyba zły dzień, bo płakała i przez kilka dni mówiła, że nie chce jechać do przedszkola. Chciałam odpuścić jej wtorek, ale dzisiaj miała iść. W czwartki jest dogoterapia i myślę, że to przekonałoby małą do przedszkola. Ale choroba zweryfikowała nam plany.

Nowe umiejętności? W tym miesiącu bez szaleństwa. Nauczyła się otwierać drzwi i wychodzić na dwór kiedy jej się podoba. Potem siedzi w piaskownicy i woła “mama baba baaaach”. Co w wolnym tłumaczeniu znaczy “zrobiłam babkę, ale już ją rozwaliłam”. Nauczyła się podlewać kwiatki, wiec co chwila prosi o wodę, żeby podlać tulipany. Kwestia toaletowa bez zmian – loteria. Za to czerpie radość z plucia pastą do zębów.

Za to robi się nam mała gaduła. Zasób słownictwa powiększa się, czasem powtarza słowa normalnie, w pełnym brzmieniu, czasem przerabia po swojemu. Ale my rozumiemy. Do słownika w tym miesiącu dołączyły:
– grill
– kijki – kije do Nordic Walking
– kloki – klocki
– jeźdź – jeździć
– popota – hipopotam
– dziś
– ciuciu – pociąg
– ćwćwi – ptak
– zioook – sok
– leko – mleko
– kukli – kulki
Ilość nowych słów może nie jest pozwalająca, ale ważne, ze cokolwiek dzieje się w tym obszarze rozwoju.

A koniec miesiąca nie należał do wesołych. Rozalkę po raz pierwszy dopadła prawdziwa choroba. Taka co ani jeść, ani pić, tylko najlepiej cały czas spać małej kazała. Mamy za sobą ciężkie cztery dni i noce, ale mam nadzieje, że wypoczniemy w weekend majowy. Czego i wam życzymy.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.