Jeśli powiem, że lipiec był kontynuacją czerwca to wcale nie skłamię. Ratowanie Rozalkowego paznokcia, dwudniowa gorączka i trzy różne diagnozy oraz goście ze Światowych Dni Młodzieży. Może nie było lekko, ale na pewno nie było nudno!

Lipiec 2016

Lipiec był miesiącem, w którym  z utęsknieniem czekałam, aż paznokieć małej zacznie odrastać. Byłam ciągle spięta czy w ogóle odrastać zacznie, bo w szpitalu nastraszyli mnie, że może być różnie. Ale jest, mamy go. Połowa paznokcia już odrosła. Teraz pozostaje czekać na resztę, kiedy odrośnie cały będę wiedziała czy uszkodzona jest jego macierz czy będzie ładny i bez defektów. Codziennie sprawdzam, tak jakby przez noc coś się widocznie zmieniło, czy rośnie ładnie. Pod koniec miesiąca Ru znów mnie postraszyła, dostała gorączki, zwymiotowała, później dreszcze i znów wysoka gorączka – a kolejnego dnia jakby nigdy nic, zdrowa, wesoła, bez temperatury. Co nie znaczy, że olałam sprawę. Poszłam do lekarza i tak w środę młoda miała anginę, a w piątek na kontroli jednak afty. Poszłam więc do innego pediatry i okazało się, że to zwykłe lekkie zapalenie gardła, z którym organizm sam sobie radzi, bo to już końcówka. Odstawiłam więc lody na kilka dni i zmieniłam pediatrę, chyba na zawsze.

 



Jeśli chodzi o mnie i moje zdrowie, to botox przestaje działać i wracają migreny. Oznacza to, że niebawem czas pomyśleć o kolejnym zabiegu. Przez 5,5 miesiąca zapomniałam o tym, co znaczy ból migrenowy. Cudowne uczucie. Ale cieszę się tym bardziej, że efekt miał utrzymywać się od 3 do 6 miesięcy. U mnie zdecydowanie utrzymał się dłużej. To jest powód, dla którego bez wahania jesienią powtórzę tą zabawę. Dlaczego jesienią a nie od razu? Dlatego, że chcę, aby minęło pełne 6 miesięcy. A dodatkowy miesiąc dlatego, że to jesienią (i wiosną) migreny dopadają najczęściej – przynajmniej mnie.

 

Światowe Dni Młodzieży

To temat, który mógłby się wydawać daleki dla mnie. Mimo, iż jestem osobą wierzącą, nie chodzę do kościoła regularnie i kwestię wiary zostawiam dla siebie. Ale przy okazji Światowych Dni Młodzieży otworzyłam się i ja. Szczęśliwie trafiło, że u sąsiadów nocowały dwie przesympatyczne dziewczyny. Przebyły do nas daleką drogę, bo aż z Argentyny. Kilka wieczorów jakie razem spędziłyśmy pozwoliło mi poznać ich kraj, z opowieści, ale jednak. Zobaczyć na zdjęciach jak wygląda życie w Argentynie. A także naładować się bardzo pozytywnie. Niestety te kilka dni minęło bardzo szybko, za to na szczęście mamy kontakt ze sobą i mam nadzieję, że tak zostanie na dłużej.

Jednocześnie oglądając z telewizji relacje z wydarzeń towarzyszących ŚDM jest mi trochę przykro, że chociaż raz nie pojechałam do Krakowa. Miasto było naładowane pozytywną energią jak nigdy wcześniej. Jednak dostanie się do Krakowa w tych dniach, zwłaszcza z Ru, nie byłoby łatwą sprawą. Mieszkając w mniejszym mieście średnio odnajdujemy się w takim tłumie. Ale nie przegapiłam żadnej telewizyjnej relacji. Już nie pamiętam kiedy ostatnio w naszym domu telewizor był tak długo włączony. Ostatni weekend lipca upłynął więc pod znakiem relacji telewizyjnej. A ja zmieniłam zdanie o takich imprezach, zwyczajnie nie wiedząc co i jak, wyobrażałam je sobie zupełnie inaczej.

 


Zmiany

Lipiec to również miesiąc zmian. Podjęłam decyzję o zmianach na blogu, wkrótce sami zobaczycie. Jeszcze trochę cierpliwości. Zmieniło się też to, że Rozalia ma swój upragniony pokój i nie śpi z nami. Bywa, że woła mnie w nocy i muszę położyć się z nią, ale zasadniczo tą zmianę przyjęła spokojnie. W najbliższym czasie przybliżę Wam ten temat. W ostatnim miesiącu zmieniło się też jej zachowanie. Ilość czasu jaką mogłam jej poświęcić zaprocentowała, co bardzo mnie cieszy, ale o tym też jeszcze będzie w najbliższych dniach.

Ponadto zmiany zaszły w samej Rozalii – każdego dnia zaskakuje mnie coraz bardziej. Nauczyła się samodzielnie huśtać na huśtawce, wie już jak balansować ciałem, by był efekt. Możecie zobaczyć to na Instagramie. Każdego dnia zaskakuje nas swoimi przemyśleniami, np. informując o tym, że nie lubi mięsa tylko kotlety. Albo kiedy na moje pytanie czy chce herbatę odpowiada “w porzo”. Ma też swoje zachcianki, niedawno pisałam Wam o zwierzątku, ale na tym nie koniec, kilka dni później chciała grać na gitarze, a później zapragnęła niebieskiej latarki. Na szczęście zaczyna współpracować plastycznie i próbuję rysować szlaczki, z różnym efektem, ale próbuje.

 

.

.

.

.

************************************************************************************************************
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad
i udostępnisz go dalej.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.