W końcu mam jakiś postęp w przygotowaniu podsumowania miesiąca, zaczęłam robić je już 28 lipca. Hell yeah! Ale nie, żebym nagle zebrała się w sobie tak wcześnie. Po prostu kilka innych spraw do załatwienia było i wiedziałam, że w innym przypadku nijak się nie wyrobię.

Lipiec upłynął nam pod znakiem cudownej pogody, idealnej temperatury i dużej ilości słońca. Czułyśmy się z Rozalią jak rybki w wodzie. Ciepło, dużo słońca, spanie przy otwartych drzwiach balkonowych. Właśnie dlatego uwielbiam lato. Do tego udało nam się dużo czasu spędzić rodzinnie, a z tym różnie bywa z racji pracy Małżona mojego. Mieliśmy bardzo przyjemny weekend w Bieszczadach, słoneczny, radosny i spędzony z fajnymi osobami. Oczywiście pojechaliśmy tam celem zabawy weselnej. Szkoda, że taki krótki, ale chcemy to nadrobić. Zdecydowaliśmy się na odstąpienie sypialni Rozalce. Nadal ciężko mi na myśl o pożegnaniu wielkiego łóżka, ale wiem, że ona powinna już mieć własny pokój. Szafa przyjedzie do nas w drugiej połowie września, co oznacza, że jeszcze w sierpniu czeka mnie malowanie pokoju na jaśniejszy kolor. Ale, o tym za jakiś czas. W lipcu udało nam się również spędzić cały weekend u dziadków. Tu też pogoda dopisała i całe dwa dni świeciło słońce, a dziewczyny korzystały z nielimitowanego czasu na świeżym powietrzu. Ponadto poruszyłam dwa dość ważne tematy, czyli przedszkole i nuda. Są to tematy dotyczące szerszego grona osób niż moja rodzina, chciałabym aby z czasem takich tematów na blogu pojawiało się więcej. Czy tak będzie czas pokaże. W lipcu przekroczyłam też taką moją prywatną granicę, którą wyznaczyłam sobie na początku roku. Ta granica to osiągnięcie 500 fanów na facebook’u. Udało mi się szybciej niż zakładałam i z tej okazji zorganizowałam konkurs, do którego serdecznie zapraszam.

W kwestiach rozwojowych Rozalki powiększa się jedynie zasób słów. Inne rzeczy robi doskonale, a rozwój mowy zostawiła sobie na sam koniec. Do osiągnięć tego miesiąca należą:
– lolot – samolot,
– ciako – ciastko,
– plebla – pielucha,
– jest,
– bjebla – Biedronka,
– bzzuu – mucha,
– kuka – kurka,
– pupa,
– lapa – lampa.
Mam nadzieję, że w końcu rozkręci się bardziej i zasypie mnie gradem pytań.

Zdecydowaliśmy również, że w okresie wakacyjnym będzie chodziła normalnie do przedszkola. Sprawia jej to ogromną radość i wspomaga rozwój, więc nie mam serca odbierać jej tej przyjemności. Na szczęście jest odporna na choroby. A ostatnia czterodniowa gorączka była wynikiem wyrzynających się piątek. Niebawem powinny pokazać się światu, ponieważ są bardzo dobrze wyczuwalne pod dziąsłem. Tym razem wychodzeniu zębów towarzyszy coś z czym problemu nie było nigdy, a mianowicie odmowa jedzenia. Rozalia od kilku dni toleruje tylko to co jest cieczą lub jest bardzo miękkie – nie dziwi mnie to wcale.

A czy Wam również lipiec minął tak miło?

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.