Luty to taki śmieszny miesiąc, ledwo się zacznie, a już się kończy. Ale bywa, że czas jego trwania jest ogromnym plusem. W tym roku zwłaszcza luty nie był nam przychylny. A zaczęło się pewnego deszczowego wieczoru.

 

Luty, a kysz!

Nic nie zapowiadało takiego pechowego miesiąca. Wręcz przeciwnie, zaczął się całkiem znośnie, ale to było tylko kilka pierwszych dni. Później luty poleciał po całości. Najpierw jakiś młody chłopak w starym samochodzie zarysował nam cały bok auta. Nie wiem jak wjeżdżał w to miejsce na parkingu, ale kłopotu nam narobił. Dobrze, że istnieją gwarancje! W każdym razie ta sytuacja była początkiem wszystkiego co w lutym złe. Później poszło już z górki. W Walentynki obie Ru leżałyśmy z wysoką gorączką. Nawet kwiaty jakie dostałyśmy od Małżona nie cieszyły naszych oczu, bo nie byłyśmy w stanie ich podziwiać. Dobrze, że mamy zdjęcia, wiemy jak wyglądały kwiaty. Średnio wiem co to za paskudztwo nas dopadło, ale brałyśmy antybiotyki przez bite dwa tygodnie. Przez ponad tydzień trzymała mnie gorączka, Ru puściła wcześniej. Zdychałyśmy konkretnie. W międzyczasie zdążyła zepsuć się roleta, ktoś potłukł nam lusterko w drugim samochodzie, a ja powoli wpadałam w mega doła z powodu nieustającego deszczu i fatalnej pogody. Ale mimo to nie dostałam migreny, więc botox działa.

 

 

 

Luty na blogu

Luty na blogu też nie należał do miesięcy, w których wiele się dzieje. Wszystko spowodowane przez cholerną chorobę. Możecie wierzyć lub nie, ale od Walentynek przez cały tydzień nie żyłam, nie mam za bardzo pojęcia co się działo. Później, gdy zaczęłam kontaktować zmobilizowałam się do napisania posta podsumowującego moją walkę z migreną. Podejrzewam, że gdyby nie wyzwanie blogowe z początku miesiąca byłoby tu w lutym pusto. Poruszyłam też temat kolczyków, bo młodej się włączyła chęć posiadania takowych. No cóż, jeszcze sobie poczeka. Przynajmniej rok.

 

Na szczęście luty już za nami. Zakończył się dobrymi wiadomościami. A najlepsza z nich jest taka, że Rozalia przeszła dziś pierwszą w życiu kontrolę ząbków i wszystkie 20 ma zdrowe i  śliczne.

.

.

.

.

.

 ************************************************************************************************************
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad i udostępnisz go dalej.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

 

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.