Marzec, miesiąc w którym wiosna walczy z zimą. Dzień staje się coraz dłuży, pogoda coraz lepsza. Marzec to taki miesiąc, gdy po zimie zaczynam nabierać sił i wraca nadzieja. Nadzieja na wszystko. Ponadto tegoroczny marzec to również święta, to Wielkanoc. To zmiana czasu na letni, to pierwsze dni bez kurtek. Lubię marzec!

Marzec w naszym domu

W naszym domu marzec okazał się miesiącem działania. Działamy z pokojem Rozalki. Fakt, że mówimy i myślimy o tym już od wakacji, ale kilka rzeczy wyskoczyło, a na zimę nie chcieliśmy robić remontu. Przeczekaliśmy, a we mnie powoli tworzyła się nowa wizja pokoju. Na dzień dzisiejszy wiem co i jak, wiem też, że moja ostateczna wersja z zeszłego roku uległa totalnej zmianie. Cieszę się, że nie robiłam tego remontu na szybko przed zimą. Prace mamy rozplanowane tak, że do końca maja wszystko powinno być gotowe.

Marzec to też miesiąc przełomowy, Rozalia nagle zaczęła używać dużej ilości słów i coraz lepiej mówi. Bardzo mnie to cieszy, bo zaczynałam się martwić. Właśnie w tym miesiącu okazało się, że młoda ma językowego lenia. Okazuje się, że jak panience się chce to słowa takie jak “kasza”, “pieprz”, “kosz” nie są problemem. W zasadzie “sz” i”rz” wymawia bardzo wyraźnie. Zdania, które wypowiada brzmią dużo bardziej logicznie niż jeszcze miesiąc wcześniej. Wie już jak ma kto na imię, i korzysta z tego często. Oczywiście na tapecie jest też “ja siama”, ale to również mnie cieszy. Natomiast ostatnie dwa dni nawija bez przerwy, wchodzi na nowy poziom. A ja muszę nauczyć się, że teraz to tak już będzie. Potrafi się ubrać bez żadnej pomocy, jedynie z rozebraniem bluzki czasem prosi o pomoc. Sama korzysta z toalety, nie potrzebuje pomocy i nie pozwala nikomu wejść do łazienki kiedy z niej korzysta.

Małżon po swoim złamaniu kostki też wraca do formy. Wrócił na pole paintballowe i czerpie z tego dziką radość. Po udanej grze opowiada o niej sto razy, ja sto razy słucham i mimo, iż czasem już mi się nie chce, to cieszę się, że ma swoją małą radość. A Ru czeka niecierpliwie aż tata wróci z “pifpaf” i pozwoli jej strzelić dwa razy w drzewo.

Marzec to również Wielkanoc, wyjątkowo wcześnie w tym roku, więc i pogoda była w kratkę. Ale cieszę się, bo Rozalka w końcu dotarła na święcenie koszyczków. W zeszłym roku była chora, dwa lata temu – mała i nie pamięta. Szła dumnie z naszym koszyczkiem wołając “mam jajo, mam jajo”. Nawet wytrzymała w kościele prawie 40 minut (tak, dokładnie tyle trwało w tym roku święcenie). Święta spędziliśmy rodzinnie i spokojnie, szkoda, że były takie krótkie, przydałyby się jeszcze ze dwa dni.

 

 

 

 

Marzec na blogu

Marzec na blogu to była dla mnie jakaś kosmiczna sprawa. Brakowało mi mobilizacji, dlaczego? Instynkt, który karze mi sprzątać każdy kąt się uruchomił wraz z cieplejszymi dniami. Więc chałupa doprowadzona została do stanu sterylności. Nie na długo, bo wiadomo Ru i Małżon, ale zrobiłam konkretne porządki. Ponadto Małżon ściągnął “Teorię wielkiego podrywu” od pierwszego odcinka, więc sami rozumiecie, prawda? Przepadliśmy wieczorami. Nic dziwnego, że na blogu działo się tak mało. W zasadzie cztery konkretne wpisy, które wam polecam.
* Joie Stages, czyli RWF w dobrej cenie – krótka recenzja nowego fotelika samochodowego, który montowany może być w dwóch kierunkach (RWF, później, po przekroczeniu 18 kg – FWF)
* Wczesna nauka języków obcych – rozmowa z Natalią, która opowie dlaczego warto przez zabawę uczyć języków obcych już roczne dzieciaki
* Ząbkowanie – czyli jak przetrwać te dwa lata, spojrzenie matki z perspektywy czasu. W tekście sposoby, które dla nas okazały się zbawienne, może przydadzą się i Wam.
* Duży pies i małe dziecko – kto ma w domu zwierzę, jakiekolwiek, wie co oznacza pojawienie się w domu dziecka.

 

 

 

 

Plany, plany

Marzec się kończy, ale plany jakie mam na kolejny miesiąc właśnie wystartują. Wierzę, że postawienie sobie jasnych celów zaowocuje. Najważniejsze z nich dotyczą bloga. Mam już listę rzeczy, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Kilka tematów, na które chciałabym się wypowiedzieć. I tylko odpowiednia organizacja czasu może mi w tym pomóc. Do tej pory byłam zorganizowana, ale nie ukrywam, że zima i brak słońca dołuje. Chodziłam stale zmęczona i każdą chwilę przeznaczałam na odpoczynek. Teraz wracam do siebie, bo brak organizacji mnie męczy. Mam nadzieję, że dacie mi pozytywnego kopa do działania, takiego jakiego daje słońce.

.

.

.

************************************************************************************************************
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad i udostępnisz go dalej.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.