Dopiero pisałam podsumowanie lutego, rozliczałam się sama ze sobą z mijającego miesiąca. Tymczasem już pora na marzec. Czas zdecydowanie zbyt szybko mija.

W marcu wiele się działo. Nadal uczęszczałyśmy na piątkową Akademię Maluszka w Sali Zabaw Kangurek. W marcu Rozalia ani razu nie uciekała podczas zajęć do zabawek, tylko brała w nich udział od początku do końca. Nauczyła się już dobrze zasad panujących w grupie. Słuchała poleceń pani Joli i pani Kasi, a także wykonywała je. Zagrała się rewelacyjnie z kilkoma dzieciakami w grupie, więc mamusie uskuteczniały pociskanie pierdół i picie kawy raz po raz przerywane komunikatami kierowanymi do bandy biegającej dookoła.

Nadal trenujemy komunikację. W słowniku Rozalii pojawiają się nowe słowa. W końcu mówi: lala, ciciuś, til (w sensie tir), ne ma, da ma (daj mi) i choooo (chodź). Gorzej rzecz ma się z komunikacją potrzeb fizjologicznych. W tej sferze nadal loteria. Raz dzień gdzie pięknie woła co i jak, za chwile nawet siłą nie da się zabrać do toalety. Ale ja sobie spokojnie poczekam, mamy czas.

Odbyliśmy też pierwszą dłuższa podróż samochodem. Bałam się jak to będzie wyglądało, ale okazało się, że strach ma wielkie oczy. Daliśmy radę, bez sensacji. O wycieczce weekendowej możecie poczytać TU.

W marcu był też czas dla mamy. Chyba przez cały poprzedni rok nie miałam tylu godzin tylko dla siebie, bez Dzieciorki. Sam fakt dwóch popołudni bez niej to już szaleństwo. Udało mi się zdobyć bilety do teatru, o tym możecie przeczytać TU i TU. Wzięłam też udział w spotkaniu blogerek (TU).

Był też czas rodzinny. Bo w końcu we troje pobyć też należy, a beztroskie dni rodzinne ostatnio zdarzały się nigdy. Niby mieliśmy niedzielę w domu, niby dla siebie, ale trzeba było nadrobić też pewne prace w domu i dookoła niego. Dlatego bardzo cieszy mnie fakt wolnego w jedną niedzielę, gdzie nie musiałam gotować obiadu, ale mogłam, po prostu go zjeść. Zapraszam TUTAJ. Zaś ostatni weekend miesiąca to Jarmark Wielkanocny w moim mieście. Mimo pogody w kratkę (słońce-chmury) i w kropki (deszcz) udało nam się odwiedzić Jarmark. Będziecie o nim mogli przeczytać już jutro. I będą zdjęcia też.

Podsumowując mijający miesiąc jestem skłonna uznać, że to (na obecną chwilę) najlepszy miesiąc w 2015 roku. Ciekawe co kwiecień przyniesie. Mam nadzieję, że przede wszystkim wiosenną pogodę.

A jaki był wasz marzec kochani?

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.