Wspomniałam wczoraj, że ciężka jest moja kooperacja z jesienią. No nie nadajemy na tych samych falach niestety. Ona swoje, ja swoje, wszyscy dookoła cierpią. Jednak jesień jest i to się raczej nie zmieni. Trzeba więc znaleźć sposób na jesień.

Muszę przyznać, że od kiedy jestem mamą to trochę łatwiej jesień znieść. Dwa lata temu Rozalia w głębokim wózku jeździła, na spacerach głównie spała, ale i tak mobilizowałam się, żeby chociaż godzinę pospacerować. Tym bardziej, że chciałam wrócić do swojej wagi przed-macierzyńskiej. Oj, to bardzo mobilizowało do aktywności. W zeszłym roku jesień była piękna, ciepła, słoneczna i sucha. Rozala na własnych nogach pokonywała wiele tras. Przedpołudnia spędzałyśmy na placu zabaw, gdzie ona poznawała pierwsze koleżanki, a ja nowe koleżanki – mamy. Wtedy też było jakoś łatwiej, taki spacer był naszym stałym punktem dnia.

Aż wreszcie kolejna, nasza trzecia jesień. Rozalia do południa spędza czas w przedszkolu, ja w tym czasie ogarniam mnóstwo spraw, domowych, firmowych, blogowych. Czy chcę czy nie, aktywność jest nadal spora. I chyba tylko ona pozwala mi uporać się z chandrą. Gdyby nie aktywność leżałabym cały dzień pod kocem czytając książki.

Jesień jest też dla mnie o tyle trudna, że właśnie ta pora roku obfituje w ataki migren. Co oznacza, że połykam więcej tabletek niż czegokolwiek innego. Nie muszę głęboko w pamięci kopać, czwartek i piątek, i sobota też, to były dni dla mnie okropne. Kawa, tabletka, kawa, tabletka, deszcz, słońce, tabletka, deszcz, kawa, słońce. Można zwariować. Ale poradziłam sobie, z pomocą małej opiekunki. Rozalia, jak na 28-miesięczne dziecko, kuma totalnie o co chodzi z matki migreną, więc bawiła się grzecznie, przytulała mnie i dawała buziaki. Nic mi więcej nie trzeba było.

Małe rączki są chyba najlepszym sposobem na chandrę, zły humor, złe samopoczucie i całe zło świata.
DSC_1002

DSC_1037

Written by Marta S.

  • Dla mnie największym problemem jest pobudka, gdy na dworze ciemno. Dalej idzie z górki.

    • Gorzej jak dzień taki jak dziś, pochmurny i szary. Ale kto wie, może jeszcze ciut słońca wyjdzie :)

  • Masz dla kogo żyć i myślę, że to najlepszy sposób na jesienną chandrę, tym bardziej że mała jest na prawdę słodka :)
    PS. Też żyje z migreną w tle i moja rada to zamień kawę na sok lub wodę, migrena powinna choć trochę odpuścić :)

    • Kawa mnie właśnie stawia na nogi. Dla mnie migrenowym zabójstwem są trzy rzeczy, z których wpływ mam na jedną, czyli:
      – czerwone alkohole – więc nie piję,
      – zmiany ciśnienia,
      – zmiany hormonalne w cyklu – dzień przed @ zawsze mam migrenę.
      25 lat już jest ze mną :)

  • Zdrowa dieta, więcej ruchu i więcej snu, a przy tym robienie tego, co się lubi i spotykanie się z ludźmi, którzy emanują pozytywną energią. Działa :)

  • Dokładnie tak samo uważam, dzieci i mnóstwo pracy są najlepszym sposobem na chandrę. Nie wiem jak to możliwe, ale i u nas, kiedy bardzo źle się czuję dzieci potrafią się zmobilizować i same sobą zająć, bez krzyków i awantur. Fajnie być mamą 😉

  • Dokładnie jak piszesz. Odkąd mam dwójkę dzieci nie wiem co to chandra. Nie mam na nią czasu :)

  • Małe rączki zawieszone na nasze szyi to najlepsze lekarstwo na wszystko.
    Na pocieszenie powiem Ci, że też nie nadaję z jesienią na tych samych falach. Brak mi słońca a ja jestem na baterie słoneczne!

  • Coś w tym jest… Jesienią dobija mnie zimno, ciemno, mokro, ale wystarcz jeden uśmiech mojej córeczki i w sercu mam lato :)