Podsumowanie miesiąca to już stały punkt Dzieciorki. Zazwyczaj piszę je na ostatni dzień miesiąca. Tym razem przypomniało mi się właśnie ostatniego dnia. Więc o tym jak minął październik napisałam dopiero na dzisiaj.

Październik

To miesiąc, w którym pogodziłam się z jesienią. Kiedy wychodzę na zewnątrz temperatura nie jest dla mnie zaskoczeniem, weszłam w fazę akceptacji. Plus niewątpliwy październik otrzymuje za pogodę. Mamy przewagę złotej jesieni i mimo epizodu ze śniegiem jestem zadowolona. Zasadniczo nie jestem pewna czy tej miesiąc dużo zmienił. Rozalia co prawda próbuje mówić więcej, ale nadal jest leniwa i woli mówić po swojemu. Dostała ocenę logopedyczną, w której było napisane, że wymaga wsparcia w związku z opóźnionym rozwojem mowy. Po rozmowie z panią, która badanie robiła, po pół godzinie śmiechu okazało się, że to jednak jest trochę inaczej niż w tym złowrogo brzmiącym zdaniu. Aczkolwiek mam w planie dowiedzieć się więcej i wybrać z nią na jakieś konsultacje. Dla własnego spokoju. Bo sęk w tym jest, że Ru najczęściej mówi pierwszą sylabę słowa. Na przykład “dzię” zamiast “dziękuję”, “ploos” zamiast “proszę”, “do” zamiast “dom” i “pie” zamiast “pies”. Nic w tym złego, bo z drugiej strony pięknie i wyraźnie mówi “cześć”, zrozumiałe są też słowa takie jak “kikel”(kisiel) czy “ziu”(zupa). A jak ma ochotę to i zdanie złoży “mama siok nie ma, brumbrum blebla, cho” czyli “mama soku nie ma, jedziemy do biedronki, chodź”.

#autumnwalking #autumn #beautyweather #beauty #mygirl #bloggerlife #dougther #freetime #ourtime

A photo posted by Marta S-Z (@dzieciorka) on

Za to odpuściłam jej pobudki nocne na siku, ona raczej robiła co trzeba na nieświadomce, a ja się w końcu zdenerwowałam. Przyjdzie jej czas to w nocy przestanie sikać. Tym bardziej, że nie zawsze wstanie z mokrą pieluchą. W tej kwestii mamy loterię. Za to w ciągu dnia liczba wpadek wynosi 0. W zasadzie już jej nie jestem potrzebna, idzie sama do łazienki, robi co trzeba, wraca i informuje, że sprawa załatwiona.

Z innych rzeczy przydatnych w życiu każdej dwulatce potrafi też sama nalać sobie soku, pod warunkiem, że mamy ten duży zaopatrzony w kranik. Jednym słowem opanowała kran. Więc o picie też nie woła, sama sobie bierze. Trochę gorzej sprawa ma się z lodówką, bo nie ma siły na tyle. Czasem otworzy zamrażalkę, co kończy się płaczem, bo dół drzwi od tejże spotyka się z jej stopami z dużą siłą. Ponadto ulubionym miejscem zabaw stała się szafa, potrafi siedzieć w niej pół dnia i odpowiednio bawić się w:
– windę,
– samochód do Biedronki,
– domek,
– budkę telefoniczną,
– schowek na zabawki.
Za to cieszy mnie, że potrafi sama rozpocząć zabawę i wymyślić sobie nową. Widok dwulatki, która udaje, że dwa misie ze sobą rozmawiają jest rozbrajający. Jest grzeczna, chociaż czasem się denerwuje gdy coś jej nie wychodzi, ale pracujemy nad tym.

Trochę trudniejszy był ostatni tydzień miesiąca. Małżon na L4, w gipsie, mała nie mogła zaakceptować tego, że tata nie wygłupia się z nią jak zwykle, że nie biega jak szalony. Ale po tygodniu w końcu znaleźli nowe wspólne formy zabawy. Choćby taką, że mała puka w gips, Małżon mówi “kto tam”, ona odpowiada “iś, Ru”, a on, że proszę wejść i tak kilkanaście razy. Gorzej ze mną, bo brakuje mi doby. Gdyby pracował na etacie to wszystko mielibyśmy gdzieś, ale na własnej działalności część obowiązków spada na mnie. Szczerze wam powiem, że w ostatnim tygodniu ani razu nie było obiadu, bo nie było kiedy go zrobić. Potem zająć się małą, domem, posprzątać, poprasować, jemu coś podać, bo sam nie przyniesie. No i Wy, i blog, nie mogę tego tak zostawić, nie chcę. Więc lekko nie ma, kryzys już mieliśmy. Słowa takie leciały, że lepiej nie przytaczać. Ale, jeszcze tylko 5 tygodni, damy radę.

Październik blogowo

Blogowo też się działo, nie odpuściłam. Byli, i są, Blogerzy dla Serc i Kocham Zapinam. Było też jesienne wyzwanie, w ramach którego powstało pięć wpisów: 1, 2, 3, 4, 5. Dwa razy stwierdziłam, że trochę się powymądrzam, niech świat wie (LOL), a co, mamy więc Peppę i telewizję.  Październik to też miesiąc urodzin moich, Małżona i bloga. Były też pierwsze razy: wizyta w teatrze oraz bal Halloween’owy.

Written by Marta S.

  • Widzę, że październik obfitował w wiele wydarzeń. A dla męża – szybkiego powrotu do formy życzę.

  • Bardzo fajne takie podsumowania :-) dużo się u was działo :-))