Cały czas kombinujemy pokój dla Rozalki, myślimy bardzo intensywnie co i w jakiej kolejności zrobić, aby miało to przysłowiowe ręce i nogi. Wymyślamy, zastanawiamy się i wychodzi nam cały czas to samo. Trzeba zacząć od szafy.

I to nie od kupienia czy od zaprojektowania nowej, co to to nie. Zacząć musimy od posprzątania obecnej. Generalny przegląd musimy zrobić. Wszystkiego po kolei: ubrania, buty, ręczniki, firanki, pościele, cała moja galanteria skórzana. Jest tego dość sporo. Trzeba w końcu pozbyć się rzeczy, które leżą nieużywane od dwóch czy trzech lat. Skoro przez tak długi okres czasu nie miałam ich na sobie, to oznacza, że mieć już nie będę. I jeśli przebrnę przez takie przygotowania to już będzie progres.

Sukienki mam jeszcze z metkami, pójdą od razu na sprzedaż. Mnóstwo spodni i bluzek w bardzo dobrym stanie, ale też kompletnie mi nieprzydatnych. Na obecną chwilę nie potrzebuję mieć w posiadaniu 6 bluzek koszulowych w kolorze białym, szkoda by zżółkły w szafie. Spodnie, które w czasie ciąży rosły razem ze mną też na nic mi już nie potrzebne. Leżą w szafie i zajmują miejsce. Buty, buty to ciężki temat. Śmiało mogę nazwać się butoholiczką. Prawie cała szafka w przedpokoju i ponad pół łóżka małżeńskiego wypełnione jest moimi butami. Większość z nich ostatni raz miałam na nogach jeszcze przed ciążą. Nie oszukujmy się, na niektóre czuję się już za stara (sic!), inne nie nadają się na plac zabaw, jeszcze inne po prostu już mi się nie podobają. Cały schowek narożnika dla odmiany wypełniony jest torebkami. Różne wielkości, kolory i fasony. I tak leżą, czekając na chwilę chwały, która najprawdopodobniej nigdy nie nadejdzie. Zostanę przy dwóch, których używam najczęściej, a później uzupełnię zbiór o porządną skórzaną torbę. Bardziej uniwersalną. Taką co pomieści nawet laptopa. Małżona rzeczy też nie zostaną oszczędzone. Ma przynajmniej kilka koszul, w których nie widziałam go nigdy w życiu, a jedyną ich funkcją jest łapanie kurzu i wiszenie.

Szczerze wam powiem, że zabieram się za takie sprzątanie już jakiś czas, i zawsze coś mnie powstrzymuje. Jakaś złudna nadzieja, że może jednak te wszystkie rzeczy jeszcze na siebie włożę, że może jeszcze się przydadzą. Obiecuje sobie od ponad miesiąca, że jedną z bluzek mam na sobie już ostatni raz, że już się przetarła w kilku miejscach i nawet po domu się nie nadaje. A potem nadchodzi taki dzień jak dziś, gdzie piszę do was w tej właśnie szmacie na sobie. Dlatego tym razem już nie dam się zwieść. Wyrzucę to co zbędne, żeby później nie mieć wymówek, a mieć mniej do zrobienia.

Być może kiedy już ogarnę cały tekstylno-obuwniczo-galanteryjny dobytek, nadam pędu machinie. Może wtedy szybciej ruszymy z akcją „własny pokój”, lub jak kto woli „ostatnie pożegnanie sypialni”.

Written by Marta S.

  • UUUUUU Lubię takie prace :) Może i masz sporo butów, ale za to ten porządek w nich….., kochana podziwiam cię!

    • Silje

      Tak się wydaje tylko w połowie tych pudeł jest po kilka par japonek, balerin czy sandałów :) ale jutro przyjedzie pan od szafy, więc od rana muszę ogarnąć :)

  • Justi

    Mimo iż ciężko mi się zabrać za takie pożądki to raz w roku je robię. Czasem zostawiam jakieś ciuchy z myślą że za rok może założę i czasem fakycznie tak się dzieje a jak nie lądują w śmieciach lub u kogoś komu się przydadzą. A po tak ciężkiej pracy należy się nagroda w postaci zakupów :))) wkońcu trzeba uzupełnić braki :))

    • Silje

      Otóż to 😉