26 miesięcy za nami. Zaczyna być coraz ciekawiej, coraz zabawniej. Macierzyństwo wymaga coraz więcej cierpliwości i kreatywności, jednak dalej jesteśmy w fazie rozgrzewki. A jak minął nam sierpień?

Bez wątpienia minął szybko. Ledwo zaczął się, wraz z nim fala upałów. W związku z tym mnie dopadł leń i ostatnie o czym myślałam to komputer, wieczorem leżałam plackiem na tarasie i raczyłam się cudownym nic nie robieniem. Co zresztą widać na blogu. Całe 4, słownie cztery wpisy. Sezon wakacyjny w pełni i mogę tylko przypuszczać, że Wam również nie chciało się gnić przy komputerach. Założę się, że kto mógł to spędzał czas nad wodą, na wczasach, za granicą, ogólnie na urlopie. Sama tak robiłam. I chyba dlatego w sierpniu miałam wenę tylko na te cztery teksty:
1. O szacunku do tego co posiadamy – TU
2. O tym, że może nie każdy wie jakie upały panują – TU
3. O tym, że chcemy za bardzo chronić przed światem – TU
4. O tym, że wakacje nie były do końca takie jak być miały – TU
Teksty może tylko cztery, ale wrzesień na pewno będzie już lepszy. Dlaczego? Dlatego, że wzięłam udział w spotkaniu blogowym w Sosnowcu, trochę inspiracji znalazłam, a pojawi się niebawem również relacja z tej imprezy. Ale to będzie już w kolejnym miesiącu.

Udało nam się też zaliczyć zębową gorączkę. Trwała cztery dni i zaowocowała pojawieniem się dolnych piątek oraz anginą u matki – taka złośliwość. Jednak oznacza to, że zostały jeszcze tylko górne piątki i chwila spokoju z zębami, do czasu aż zaczną wypadać. Zastanawiam się również nad tym, czy przestać używać na noc pieluch. Od kiedy upały odpuściły mała nie pije przed snem dwóch kubków wody i budzi się z suchutką pieluchą. Damy sobie jeszcze miesiąc i zobaczymy, zdecydujemy czy pozbywamy się tego ostatniego atrybutu małego dziecka.

Za to powoli rozkręca się gadanie, marsjański staje się trochę bardziej ludzki, czasem nawet polski. Rozalia próbuje, kombinuje, a odpowiednio zmotywowana (czyt. szantażowana) powie coś po naszemu (np. pies, pić). Do grona słów, które już rozumiemy dołączyły kolejne:
– lew
– pose – proszę
– daj
– dom
– pies
– pić
– nunu – nie wolno
– tfusz – otwórz/zamknij
– nono – odkurzacz
– dżip
– kedki – kredki
– dki – gwiazdki
– ksyc – księżyc

Udało jej się nawet powiedzieć “Jagoda”, ale jednorazowo. Będziemy dalej trenować.

Wakacje zakończyliśmy aktywnie, ostatni weekend sierpnia to czas spędzony głównie gdzieś. Gdzieś poza domem. Dzięki znajomym trafiliśmy do Bytomia, gdzie w parku koło UM odbywał się koncert muzyki klasycznej. Muszę przyznać, że rewelacyjny. To był wspaniały relaks w cieniu drzew, wśród znajomych z muzyką w tle. Wracając postanowiliśmy, że wpadniemy jeszcze do naszego miasta. Tu przez cały weekend odbywała się impreza pod nazwą “Pożegnanie lata”. I po raz kolejny okazało się, że można naprawdę miło spędzić wieczór. Najpierw koncert i kolacja (kiełbasa z grilla), później pokaz “Tańczące fontanny”. I do kompletu Rozalia, która jeszcze chwilę wcześniej była w półśnie, nie miała siły iść, ale usłyszała muzykę i się zaczęło.

Wiecie jak trudno wyciągnąć dwulatkę do domu jeśli tylko gra muzyka? Ja wiem….

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.