Socjalizacja dziecka w grupie rówieśniczej to bardzo ważny aspekt wychowania. Każdy rodzic powinien o tym pamiętać. Ale zdarza się, że opiekunowie dziecka demonizują wpływ grupy na dziecko. Co może z tego wyniknąć i czy na pewno izolacja dziecka od rówieśników jest dobrym wyjściem?
Przebywanie wśród osób w podobnym wieku jest istotne z puntu widzenia rozwoju dziecka. Dlaczego? Ponieważ to w takiej grupie, dziecko zaczyna uczyć się interakcji społecznych. To właśnie w grupie rówieśniczej dziecko zaczyna tworzyć siebie, swoje własne “ja”. Literatura mówi o tym, że już po drugim roku życia dzieci łączą się w grupy, których celem jest wspólna zabawa. Właśnie zaczynam obserwować ten etap. Dzieciorka lgnie do dzieci, chce się z nimi bawić. Oczywiście po swojemu, więc sytuacje wynikają z tego różne. Radość, smutek, frustracja i euforia to tylko niektóre emocje jakie towarzyszą dziecku w czasie nauki współistnienia w grupie. Jednak w słoneczne wiosenne dni ciężko nam przejść obok placu zabaw, na którym w najlepsze bawią się dzieciaki. Rozalka głośno pokazuje “Dzieciiii, tuuuuuu”, chcąc dołączyć do zabawy. Jesienią jeszcze nie wołała, ale już bałam się jak będzie wyglądała zima, ponieważ zjeżdżalnia i dzieciaki to stały punkt dnia. A tu za moment grudzień, place zabaw puste, dzieciaków nie widać. Z pomocą przyszły mi zajęcia dedykowane specjalnie dla maluchów w wieku 1,5 – 3 lata.
Pamiętam jak właśnie w grudniu wybrałyśmy się na nasze pierwsze zajęcia Akademii Maluszka. Rozalia uciekała, nie wiedziała na czym polega zabawa w grupie, nie rozumiała, że spotyka dzieci po to, żeby nauczyć się o co w tym wszystkim chodzi, że chodzi o zabawę, wspólną. Z zajęć na zajęcia było coraz lepiej, ale pojawiło się też współzawodnictwo. Walka o to kto będzie jeździł danym autkiem, kto pierwszy wejdzie na zjeżdżalnie. Tutaj ja doskonaliłam “świecenie oczami”. Czemu? Bo mam dziecko asertywne, pewne siebie i (chyba po mnie) nie dające sobie w kaszę dmuchać. Minęły jedne zajęcia, drugie, trzecie, rozmowy z innymi mamami i co? I okazało się, że moje dziecko nie jest agresywną istotą, tylko próbuje pokazać, że jej zdanie też się liczy. Zostawiłyśmy dzieci same sobie, odsunęłyśmy się na bok. Kiedy my spędzałyśmy czas na rozmowach przy kawie, nasze dzieci się “docierały”. Z zajęć na zajęcia coraz mniej między nimi wojen, a coraz więcej spokojnej zabawy, wspólnej zabawy.
Bardzo cieszy mnie fakt, że uciekając przed nudą zimowych dni zdecydowałam się zapisać Rozalię na takie zajęcia. Oczywiście bywają momenty, kiedy ktoś oberwie, ale są one coraz rzadsze. Zauważyłam też, że częstotliwość gryzienia i bicia innych dzieci wzrasta w momencie, kiedy kompan do zabawy jest nowo poznaną osobą, mało chętną i nie kuma co Rozala pokazuje. Myślę, że jak nauczy się mówić to przestanie zaczepiać, bo po prostu inne dzieci ją zrozumieją. Tylko kiedy to będzie?

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.