Święta za pasem, zaczął się grudzień, wraz z nim odliczanie. Wielu z was przygotowało, równie wielu kupiło, kalendarze adwentowe. Powoli lepią się pierogi, pieką pierniczki i ciastka. Lada chwila wystartują świąteczne jarmarki. Nie mogę już doczekać się świąt!


święta

Święta w moim domu

Jakiś czas temu powiedziałabym ci, że święta w moim domu nie były jakoś szczególnie celebrowane. Ot wigilia, opłatek, prezenty i błogie lenistwo przez kolejne dwa dni. Przynajmniej dla mnie tak to wyglądało. Najbardziej w świętach cieszyła mnie przerwa od szkoły. Możliwość spania do 10.00 i oczywiście oglądanie “Kevina”. Bo kto jako dziecko nie czekał w święta na ten film, no kto?

Mieszkaliśmy w jednym domu z dziadkami, więc kolacja wigilijna zawsze odbywała się u nich. Babcia lepiła uszka i pierogi, jako dziecko czasem jej pomagałam. Potem straciłam zainteresowanie kuchnią, trochę żałuję. Bo uszka babci były najlepsze na świecie. Nie wiem, nie pamiętam jak doprawiała mięso, że całość była tak idealna w smaku. [Dobrze czytacie, mięso, nawet w Wigilię jadam uszka z mięsem.] W całym domu pachniało, po barszczu z uszkami mogłam już nie jeść nic, ale kompot z suszonych śliwek wypić musiałam. W dużych ilościach. W tym roku specjalnie suszyłam śliwki z własnego ogrodu, na świąteczny napój bogów.

Po kolacji, w zależności od tego jaka zmiana wypadała tacie, jeździliśmy do drugich dziadków i pradziadków. I u nich spędzaliśmy wieczór. Pamiętam jak zabierałyśmy z siostrą różowy i zielony opłatek, żeby dać psu i kurom. W dziecięcej naiwności liczyłyśmy na pogawędki z nimi.

Bywało też, że wszyscy dziadkowie spotykali u nas. Wtedy święta były najfajniejsze, było nas więcej, cała rodzina w jednym miejscu. Ale z roku na rok nas ubywało. Ostatnie święta to moi rodzice, siostra i my z Ru. Skromnie, ale w tym roku będzie inaczej.

święta

Święta u Małżona

Tegoroczne święta spędzimy w rodzinnym domu Małżona. Dacie wiarę, że przez trzy lata małżeństwa nie udało nam się pojechać tam na Wigilię? Tuż po ślubie byłam w ciąży i delikatnie mówiąc czułam się średnio, a samochód i jazda gdziekolwiek to była rzecz straszna. Zostaliśmy w domu. Rok później, z półroczną Ru nie w głowie nam były podróże, zwłaszcza, że miesiąc przed świętami odeszła moja ostatnia babcia i nie chciałam zostawić rodziców samych. Rok temu już, już mieliśmy jechać na wieś, ale Rozalia w Wigilię obudziła się z wysoką gorączką. Za to w tym roku się nie damy, chociaż jest mi trochę źle, bo rodzice z siostrą zostaną sami. Z drugiej strony zaś, musimy znaleźć złoty środek. Małżon też ma rodzinę, a Ru powinna mieć możliwość zobaczenia jak wyglądają święta u każdej z babć.

A ja skrycie marzę o tym, żeby udało się nam kiedyś zrobić jedną wielką, wspólną wigilię.

święta

Zdjęcia pochodzą z serwisu pixabay.com

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.