Od kilku dni huczy w mediach o powracających chorobach, głównie o odrze, która pojawia się coraz częściej. Mowa o epodemii, o tym jak niebezpieczna jest to choroba, o tym jakie są jej skutki uboczne. Zdecydowana większość rodziców szczepi dzieci. Ale stale powiększa się grono tych, którzy szczepienie uznają za okaleczanie dziecka, którzy uważają, że szczepienie to wstrzykiwanie trucizny. Wreszcie, że szczepienie powoduje autyzm (jakim cudem szczepienie zmienia coś co jest zapisane w genach?).

O samych szczepieniach mogę powiedzieć tyle, że MOIM zdaniem są potrzebne. I kompletnie nie rozumiem tych anty-szczepionkowych świrów, którzy na własną odpowiedzialność narażają życie własnego dziecka. Życie, o które przez 9 miesięcy ciąży tak dbali (rzucenie palenia, zdrowe odżywianie, regularne badania płodu). A po urodzeniu co? Po urodzeniu dziecko radź sobie samo, karmię piersią to dziecko chronię! Mleko matki najlepsza ochrona! No dobra, zagalopowałam się może, bo mleko matki to najlepsze co może być, ale fakt jest taki, że za chwile ci rodzice, którzy nie szczepią będą płakać. Ruchy anty-szczepionkowe trafiły na bardzo podatne grono średnio inteligentnych ludzi, którym można wmówić wszystko. Ludzi, którzy uważają się za najmądrzejszych, dla których lekarz to wysłannik piekieł (w sensie firm farmaceutycznych). Osobiście znam kilka osób, które na medycynie znają się lepiej niż fachowcy i potrafią lekarza z góry na dół opierdzielić, bo “co taki lekarzyna może wiedzieć”. Nosz kurde, serio? Była już taka jedna mądra, znachorowi zaufała i co? I zagłodziła dziecko.

Co do samej odry, to choroba poważna. Przez lata zbierała śmiertelne żniwo wśród dzieci właśnie. Dzięki szczepieniom wirus odry (i wirusy wielu innych chorób) został osłabiony, ale nie zniszczony do końca. Pewnie odezwą się głosy, że ktoś zna kogoś kto znał kogoś kto był szczepiony i na ospę zachorował. Jasne, nie mówię, że nie. Nawet się zgadzam, może tak być, z tym, że przebieg choroby jest łagodniejszy jeśli osoba była szczepiona. I zgadzam się z tym, że może trochę przesady jest w nazywaniu tych kilku zachorowań epidemią, ale chyba lepiej dmuchać na zimne niż pluć sobie w twarz. W końcu do wyleczenia łatwiejsza kurzajka niż odra.

Ja jestem zwolenniczką szczepień. Ale szczepień z głową. Odrzuciłam na wstępie wszystkie wynalazki pod tytułem 5w1, 6w1, 15001900w1 na rzecz standardowych, refundowanych (no dobra, z naszych podatków opłaconych) szczepionek. Jedyną dodatkową szczepionką, w którą zainwestowałam jest szczepionka na ospę. Bo ospa może brzydkie blizny na całym ciele zostawić, na twarzy, na nogach, na brzuchu.

Z zaciekawieniem przeglądam też serwisy informacyjne, które podają wiadomości o “epidemii”. Nie dla samych wiadomości (bo nie wiadomo czasem komu wierzyć), a raczej dla jadu jakim aż kipią komentarze. Ludzie, czy wy się nie możecie ogarnąć? To z jaką pasją przekonują jeden drugiego o swoich racjach jest godne podziwu. To jakie padają epitety pod adresem osób o odmiennym zdaniu – koszmar. A czy nie można po prostu wyrazić swojego zdania bez narzucania go innym? Tak jak ja. Trochę wyżej jest napisane co myślę o sytuacji, ale nie mam zamiaru narzucać tego zdania innym. Nie mam zamiaru ani ochoty udowadniać swoich racji osobie, która uważa inaczej. Uważam, że skoro szczepienie jest obowiązkowe, to jest ono takie nie bez powodu. Ja wiem, że mamy teraz lepszy dostęp do informacji, więcej wiemy, ale czasami dajemy się zwariować. Są osoby, które ślepo wierzą we wszystko co w sieci przeczytają, nie filtrują sobie wiadomości, nie szukają informacji sprawdzonych. To tyczy się wszystkiego. Od sposobów na katar, przyśpieszenia porodu, interpretacji wyników badań na google (a potem wychodzi, że nasz katar to rak raka, na dodatek z przerzutami i nie ma dla nas ratunku), po złote rady “mądrych” internetowych szaleńców. Coraz częściej zauważam, że matki korzystają z usług doktora Google, bojkotując lekarzy. Nie zliczę ile razy usłyszałam wśród znajomych osób zdanie “Ten lekarz to chyba dyplom sobie kupił! Przychodzę z chorym dzieckiem, a ten antybiotyku nie chce dać!!”. Po czym następuje mniej lub bardziej barwny opis niedouczenia wyżej wymienionego lekarza, z podkreśleniem (nawet podwójnym), że “w internecie to pisało, że” (celowo użyłam formy błędnej “pisało”, gdyż 90% ludzi tak właśnie powie).

Więc drogie mamy (ojcowie również), zamiast przekrzykiwać się w swoich racjach, zamiast udowadniać na siłę, znajdzcie kogoś kto w temacie jest wykształcony. Swoim zdaniem się podzielcie, bo nikt wam nie zabrania, ale do cholery nie używajcie soczystych epitetów i nie obrażajcie osób o zdaniu odmiennym niż wasze. A z soczystych rzeczy polecam jabłka, trochę witamin przyda się każdemu.

Written by Marta S.