Każdej jesieni mamy to samo, pierwsze dni przedszkola obfitują w teksty o tym jak podnieść odporność dziecka. Co robić by nie chorowało, przecież dopiero 3 dni było w przedszkolu, a już z gilem wraca. Możecie znaleźć tysiące artykułów na temat tego jak budować odporność dziecka w sezonie jesiennym. Ale już ze świecą szukać tekstów, które nam mówią, że o odporność dziecka trzeba dbać bez przerwy, cały rok od momentu aż się urodzi.

*UWAGA! Wszystkie moje teorie zawarte w tym tekście są tylko moje i nie mają żadnych uzasadnień medycznych. Tekst napisałam w oparciu o swoje spostrzeżenia oraz doświadczenia i niekoniecznie sprawdzą się w przypadku waszych dzieci. Czysto teoretyzuje, więc potraktujcie ten tekst z przymrużeniem oka.

Prawda jest taka, że wiele z nas uważa, że ich dzieci są odporne. Wszystko dlatego, że jeszcze nie chodzą do przedszkola. Bo to właśnie przedszkole lub żłobek pokazują nam tak naprawdę jaka jest odporność naszego dziecka. Nie jest prawdą, że każde dziecko musi dużo chorować w pierwszym roku przedszkola. Nie jest też prawdą, że jeśli jesienią będziemy wyjątkowo dbać o podniesienie odporności to będziemy mieć zdrowsze dziecko. Za to prawdą jest, że to my kształtujemy tą odporność. I to my mamy dość spory wpływ na to, jak duża będzie absencja dziecka w przedszkolu. Oczywiście teraz bardzo uogólniam, bo są dzieciaki, które z powodów różnych (alergie, astma, itp.) mogą mieć słabszą odporność mimo tego, że dbamy o nią przez cały rok.

Nie kładź jej na podłodze, bo będzie chora

Bardzo często słyszałam to zdanie, kiedy moja córka była mała. Ru bardzo często leżała na podłodze na samej macie edukacyjnej, w krótkim rękawku lub samej pieluszce. Moja mama przeżywała wtedy katusze, a mnie kazała przykrywać i ubierać małą – bo miała zimne rączki. Średnio słuchałam, wiadomo, że każda matka najmądrzejsza. Ale wydaje mi się, że wyszło nam to na dobre.

Podobnie sprawa miała się z brakiem czapeczki czy rękawiczek. Później z siedzeniem i raczkowaniem po trawie, zabawą w piasku i tak dalej. Szczerze powiem, że małej zdarzyło się także upuścić jedzenie na trawę i zaraz po podniesieniu zjeść. Cóż, nie zawsze zdążyłam zareagować. Wiele rzeczy pchała do buzi, choć niekoniecznie nadawały się do tego. Często bawiła się z psem i na pewno nie była trzymana pod kloszem.

Z katarem na dwór??

Tak, dokładnie. Nie jeden raz słyszałam, że powinna siedzieć w domu, bo ma katar. Ale ja ubierałam ją odpowiednio i wychodziłam. Podczas samego kataru o wiele lepiej oddycha się na zewnątrz. Dodatkowo w tym czasie można świetnie wywietrzyć mieszkanie. Więc nawet teraz, gdy zdarza się katar to wychodzimy. Bierzemy ze sobą chusteczki i żaden spacer nam nie straszny. Jedyną rzeczą jaka powstrzymuje nas od wyjścia na spacer jest gorączka, i wtedy staram się usadzić młodą na tyłku, żeby organizm mógł spokojnie powalczyć. Przecież wiadomo, że dzieci z gorączką mało różnią się od tych bez i mają więcej energii niż zdrowe matki.

Szaleństwo na zewnątrz

Bo czasami normalnym wyjściem nie da się tego nazwać. Skoki po kałużach, gdzie na dziecku nie ma nic suchego. Bieganie po letnim deszczu, gdzie też na dziecku nie ma nic suchego. Bieganie na boso po trawie, czasem nawet po placu zabaw – jeśli są ku temu warunki. Totalne brudzenie się i brak zakazów do czasu aż zabawa jest dla dziecka bezpieczna. To również buduje odporność.

Odpowiednia dieta przez cały rok

Odpowiednia czyli jaka? Ano normalna. Jak najbardziej naturalna. Co oznacza, że skoro mamy sezon na truskawki to niech sobie to dziecko nawet i samymi truskawkami żyje. Latem korzystamy na maksa z tego, że są świeże owoce naturalnie występujące w naszym klimacie. Oczywiście nie ograniczamy się tylko do nich, ale jemy ile wlezie. W naszej lodówce ciężko latem znaleźć coś innego niż owoce. No i warzywa oczywiście. Są równie ważne. A jak już mamy dostęp do własnych to w ogóle rewelacja. Starajmy się też cały rok jeść rzeczy jak najmniej przetworzone. Nie mówię już o kombinowaniu z olejami kokosowymi i innymi nienaturalnymi dla nas dodatkami. To co dobre w innej szerokości geograficznej niekoniecznie będzie dobre i u nas. Trzeba też wziąć poprawkę na pewne mody. Była moda na margarynę, bo masło złe. Nadal jest moda na olej, chociaż smażone na smalcu jest lepsze i nie obciąża aż tak żołądka. Pieczenie z użyciem mąk kokosowych czy amarantusowych – tego nie było, gdy byliśmy dziećmi. Wiadomo, że wszystko jest dla ludzi, ale pamiętajcie o umiarze.

Farmakologia na odporność

No i tu dochodzimy do tego czego my nie używamy. Wiem, że istnieją doustne szczepionki, ale nie mam pojęcia jak działają. Wiem jednak, że mój chrześniak mimo tych szczepionek chorował tak samo. Myślę, że beznadziejnym pomysłem są też wszelkiego rodzaju żelki i cukierki (Marsjanki czy Magmisie), paradoksalnie Ru najpoważniejsze choroby przeszła właśnie wtedy, gdy dostawała Magmisie. I nie był to pierwszy rok przedszkola wcale. Dlatego w tym roku nie będę już nic kombinować i zostajemy przy witaminie D. Podaje ją małej od września do końca kwietnia, chociaż podobno najnowsze badania podają, że w naszej szerokości geograficznej można z powodzeniem podawać witaminę D przez cały rok.

Jak nam minie sezon jesienny? To się dopiero okaże, przypomnijcie mi jakoś w styczniu, żebym zdała relację z ilości przeziębień małej.

odporność u dzieci

.

.

************************************************************************************************************
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad
i udostępnisz go dalej.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta S.

  • Mnie się wydaje, że do wszystkiego powinno się podchodzić z rozsądkiem i nie przeginać w żadną stronę :)

  • Alicja Kowalska

    My też hołdujemy zasadzie: tak, z katarem na dwór! Właśnie wróciłyśmy z godzinnego spaceru po parku, paczka chustek pod ręką, apaszka na szyję i korzystamy z resztek pięknej pogody :)

  • Divanaurlopie

    Z katarem na dwór – zawsze i trzy dni i po katarze

  • Gosia

    Co do chorób i odporności to ja książkę bym mogła napisać. Jeżeli chodzi o katar jeżeli tylko nie ma gorączki to wychodzimy na dwór. To zalecenia naszej Pani dr

  • My właśnie w tym roku pierwszy raz zastosowaliśmy szczepionkę doustną. Póki co efektów nie widzę ale podobno widać dopiero po trzech dawkach.

  • U nas chorób raczej nie ma… krytyczny zazwyczaj jest przełom roku. Wtedy zdarza się, że Wszystkich nas rozlozy. Preferuje zikny wychow i zdrową urozmaicona dietę. Jesteśmy pescowegetarianami, więc jemy duuzo warzyw. A przede wszystkim roznorodnie. Spokojnej jesieni:)

  • Również uważam, że katar nie powinien stanowić przeszkody spacerowej. I też należę do tych, co lubią porządnie wywietrzyć mieszkanie o każdej porze roku 😉

  • U nas również wietrzenie jest na porządku dziennym, a i z katarem spacerujemy o ile pogoda na to pozwala. 😉

  • Marta Korotko

    U nas chorób na razie żadnych nie ma. Pojęcia nie mam, jak to będzie gdy córka rozpocznie przedszkole na stałe. Ale zawsze dbam o naturalność i podchodzenie do pewnych spraw z głową. Co się stanie jak cały rok będzie latać po domu na bosaka? – póki co nic. Mały katar – to nie tragedia. Biegając po domu w jednej cienkiej koszulce nie zamarznie na kość, zresztą sama przyjdzie i powie, że jej zimno. Panikują babcie i ciotki, a ja nie uważam żeby moje dziecko cierpiało. Do tej pory jeszcze ani jedna choroba się nie przyplątała, moje dziecko nie wie co to antybiotyk, a jakieś profilaktyczne leki podajemy tak rzadko, że moje dziecko skacze z radości, gdy słyszy o syropku :)

  • Alicja Kowalska

    U nas podobne działania, od września Najstarsza zaczęła przedszkole. Póki co cała trójka co chwila podziębiona, z lekkimi katarami czy kaszlami, ale bez większych chorób. Mam tylko nadzieję, że nie będzie gorzej 😉