Nasz około walentynkowy wyjazd na Ukrainę to już wspomnienie. Ale chcę się nim z Tobą podzielić. W czasie naszego pobytu tam powstało mnóstwo InstaStories, a wraz z nimi pojawiły się pytania. Dziś pokażę Ci gdzie byliśmy, w jakim obiekcie i opowiem jak nam się podobało.

Jak, być może, wiesz był to nasz pierwszy wyjazd bez dzieci. Byłam bardzo zestresowana, choć wiedziałam, że zostaną pod dobrą opieką. Jednak jak na matkę-kwokę przystało martwiłam się o swoje pisklęta i tuż po przekroczeniu granicy miałam ochotę wracać. Na szczęście wzięłam się w garść i skorzystałam z wyjazdu na maksa.

Truskawiec, obwód Lwowski, Ukraina

Powinnam zacząć od tego, że do wyjazdu namówili nas znajomi. To oni znaleźli hotel, dowiedzieli się co nieco o mieście, do którego jedziemy, a przede wszystkim byli na Ukrainie już kolejny raz. Ja jechałam totalnie zielona, wiedziałam jedynie gdzie mniej więcej leży Truskawiec. No i znałam na pamięć stronę internetową hotelu. Miałam zamiar wykorzystać te 4 dni na intensywną pracę nad blogiem, ale wiadomo jak wyszło.

Truskawiec to miejscowość uzdrowiskowa. Miasto liczy około 29 tysięcy mieszkańców. Położone jest u podnóża Karpat, około 100 km od Lwowa. W Truskawcu pozyskiwana jest woda mineralna Naftusia.

Przed II wojną światową było to bardzo modne, najlepsze (zaraz po Krynicy), a zarazem najmłodsze uzdrowisko w Polsce. W okresie dwudziestolecia międzywojennego zbudowano to prawie 300(!) hoteli, pensjonatów i willi. Miasto otrzymało tytuł najlepszego uzdrowiska w Polsce aż 3 razy. Wypoczywały tu takie osobistości jak Piłsudski, Witos, Daszyński, Dymsza, Tuwim, Nałkowska czy Konopacka.

Atrakcje Truskawca

Truskawiec jak na dość małe miasto ma całkiem sporo do zaoferowania. Poza sanatoriami i hotelami SPA znajdziecie tu:

– rozległy park zajmujący znaczną część centrum miasta

– pijalnię wód mineralnych usytuowaną w parku

– truskawieckie krupówki, gdzie można nabyć lokalne (i nie tylko) produkty

– delfinarium (kto nie marzył o pływaniu czy nurkowaniu z delfinami)

– muzeum wody

– pomnik Adama Mickiewicza

– kluby nocne, restauracje, bary – nie sposób odwiedzić wszystkich

Higina SPA

Kiedy podjechaliśmy pod hotel lekko się przestraszyłam. Z zewnątrz miejsce totalnie niepozorne. Za to po przekroczeniu drewnianych dwuskrzydłowych drzwi okazało się, że jesteśmy w małym raju! Wnętrze hotelu utrzymane jest jest w nieco dzikim stylu, mamy wrażenie jakbyśmy znaleźli się w środku lasu deszczowego lub dżungli, z tą różnicą, że w Higina SPA jest jasno. Jasno i zielono. Klimat jaki stworzono w hotelu przepełnia spokojem.


Dasz wiarę? Na parterze, w samym środku hotelu znajduje się restauracja. Na zdjęciu powyżej ukryta pod pajęczyną listew po której pną się rośliny. To takie centrum hotelu, dookoła są zewnętrzne korytarze. A układ pokoi zapewnia spokój każdemu z gości. Na każdym półpiętrze są dwa pokoje, to sprawia wrażenie, że hotel jest prawie pusty.

Pokoje w Higina SPA

Ja nie wiem czy wszystkie pokoje są tak duże. Ale zarówno my, jak i nasi znajomi, mieliśmy apartamenty składające się z dwóch pokoi i łazienki. W naszych pokojach znajdowały się dwa podwójne łóżka w rozmiarze king size. Ciekawie zaprojektowane “szafy” i “półki” dodawały uroku pokojom. W łazience znaleźliśmy żele pod prysznic, mydełka, suszarkę i ręczniki. A na jednej z półek czekały na nas szlafroki i kapcie.

Zabiegi w Higina SPA

Higina SPA oferuje mnóstwo zabiegów. Wybór jest ogromny. Kiedy ustalałam swoje zabiegi ciężko było mi się zdecydować. Finalnie postawiłam na manicure, pedicure kwasowy oraz masaż całego ciała świecą. Ale tu każdy znajdzie coś dla siebie. Można poddać się różnym rodzajom masażu. Można wybrać zabieg kosmetyczny, można zapisać się na detox organizmu czy wykupić pakiet odchudzający. Przyjeżdżając do Higina SPA można w zasadzie nie opuszczać hotelu. Od godziny 9.00 otwarta jest hotelowa restauracja, gdzie można zjeść śniadanie. Trochę szkoda, że dopiero od 9.00, bywało, że Szymon już o 7.00 nie wiedział co ze sobą zrobić. Po śniadaniu otwiera się strefa SPA. Tu do dyspozycji gości jest basen, jacuzzi, grota solna, sala do aromaterapii, sauna fińska i sauna parowa. Jednak stąd nie mam zdjęć, bo nie brałam tam telefonu.

I jeszcze trochę zdjęć

Prawda jest taka, że poza moczeniem pupek w SPA dużo jedliśmy. Więc i zdjęcia jedzenia się znalazły. Ale nie tylko, wrzucam tu jeszcze kilka zdjęć, tak po prostu, do pooglądania.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.