Mam dwoje dzieci, mogę więc śmiało powiedzieć, że w praniu ich ubrań mam całkiem niezłe doświadczenie. Prania dziecięcych ubranek uczyłam się na rzeczach Rozalki, bo inaczej być nie mogło. Wtedy to było pranie, to znaczy wiesz, nie że jakieś mega specjalne. Po prostu myślałam, że takie dziecięce to zawsze w 90 stopniach, że w specjalnym proszku. Otrząśnięcie się z tego myślenia zajęło mi jakiś miesiąc, no może dwa. W każdym razie skończyło się, gdy skończyły się darmowe próbki uzbierane przez okres ciąży.

Bo wiesz, zarówno u lekarza prowadzącego, jak i w szkole rodzenia dostawało się różne paczki, paczuszki. W tych paczkach prawie zawsze znajdowała się próbka jednego z płynów do prania niemowlęcych rzeczy. I ja taka szalona prałam te ciuszki ręcznie, w tym płynie. Płyn się skończył, trzeba było iść i kupić. To poszłam. I zobaczyłam cenę, zobaczyłam pojemność i… kupiłam zwykły proszek. Od tego czasu nie piorę dziecięcych ubranek osobno, ani w specjalnych proszkach.

Dlaczego nie piorę dziecięcych ubrań osobno i nie używam dziecięcych proszków?

Z kilku banalnych i zupełnie przyziemnych powodów. Wyobraź sobie takiego niemowlaka – to proste. A teraz wyobraź sobie wielkość jego ubrań i ich ilość. Ok, wiem, są osoby co mają tego tyle, że mogą prać raz w miesiącu. Ale ja tak nie mam, cały tekstylny dobytek Florki mieści się w trzech szufladach komody. Do tego mam małą pojemność pralki, tylko 6 kg wsadu. Wydawałoby się, że małą pralkę łatwiej wypełnić. No i znów zaskoczenie. Żeby wypełnić pralkę ubraniami dziewczyn musiałabym wrzucić tam wszystkie kolory – biały, czerwony, czarny, no i jeansy. Na szczęście jeszcze nie jestem tak szalona.

Zasadniczo są trzy powody, dla których piorę jak piorę i najprościej będzie jeśli powiem ci jakie one są.

Po pierwsze:
To się nie opłaca. Proszki dla dzieci są drogie, do tego puszczanie pralki wypełnionej w 1/4 czy 1/3 wsadu w mieście, gdzie za wodę i ścieki płaci się miliony to szczyt rozrzutności. Dlatego używam najzwyklejszego proszku i korzystam z opcji dodatkowego płukania. Dzielę pranie na główne grupy, czyli – białe, czerwone i pochodne, ciemne, jeans, ręczniki, pościel. I jeszcze robocze rzeczy Szymona, takie zabrudzone smarami czy silikonem piorę zupełnie oddzielnie.

Po drugie:
Dziecięce proszki nie dopiorą tak jak zwykłe. Dziewczyny (i ja też) mają dużo białych ubrań. Każda plama z zupki czy innego jedzenia to ciężka plama. Gdybym chciała doprać taką plamę w dziecięcym proszku to mogłabym od razu wyrzucić brudny ciuszek. A jednak nasze białe body nie mają śladu po zupkach! Jak to robię? Przed praniem namaczam najbardziej brudne rzeczy w wodzie z odplamiaczem. Do pralki także dodaję odplamiacz i ustawiam pranie wstępne. Potem się to wszystko ładnie pierze, podwójnie wypłucze i ubranka mam jak nowe.

Po trzecie:
Żeby używanie dziecięcych proszków miało sens to musiałabym się całkiem przerzucić na takie proszki i płyny. I wiesz, ja doskonale rozumiem, że skóra dziecka jest delikatna, wrażliwa i tak dalej. Ale jednak noszę to dziecko na rękach, przytulam do siebie i swoich ubrań, kładę na swoim łóżku – czyli maluch ma kontakt ze wszystkim tym, co nie było prane w delikatnym proszku dla dzieci. No i do tego jeszcze reszta rodziny, babcie, ciocie – i tu już w ogóle nie wiesz jak piorą swoje rzeczy i jakich produktów używają.

Czy taki sposób prania się sprawdza?

Oczywiście! Od 6 lat z powodzeniem. Wypracowałam sobie system dzielenia prania, przetestowałam wszystkie możliwe programy mojej pralki. Sprawdzałam pranie z namaczaniem i bez, bywało, że poza podwójnym płukaniem włączałam trzecie po zakończeniu całego cyklu prania. Czy mój sposób prania jest najlepszy z możliwych? Tego Ci nie powiem, w moim przypadku sprawdza się wyśmienicie.

Ale wiesz, moje sposoby są moje, dzielę się z Tobą, bo wiem, że być może szukasz sposobów na dopranie ciuszków. Za to jeśli masz jakieś swoje to ja też chętnie się o nich dowiem. Może razem stworzymy w komentarzach pod tym wpisem coś w stylu kompendium wiedzy na podstawie z doświadczeń.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta Sobczyk-Ziębińska

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz berneńskiego psa pasterskiego - Riko. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.