Nie oszukujmy się, zima zbliża się wielkimi krokami. Krótkie spodenki i mini spódniczki schowane głęboko w szafie, gołych nóg już nie eksponujemy. Chyba, że własnemu mężowi wieczorową porą. Z tym, że zimą zdarza się nam (mnie też) trochę zaniedbać sprawę.

W tym roku postanowiłam, że będzie inaczej. Taki cel sobie postawiłam, żeby wiosną wskoczyć w krótkie gacie bez wstydu i myślenia “o mój boshe, zaraz mi tyłek spłonie w tych dżinach, mogłam nogi wydepilować, fuck”. Na potrzeby osiągnięcia tego celu stworzyłam nawet krótki poradnik. Mam nadzieję, że się sprawdzi. Chociaż nie jestem pewna czy nazwa “poradnik” jest dobra, ale przekonajcie się sami.

1. Depilacja
Depilacja czy golenie, co kto woli. Ostatnio wypróbowałam plastry do depilacji – nie były zbyt dokładne, a moje dziecko płakało, że matka krzywdę sobie robi. Dałam spokój. Kiedyś używałam też depilatora – odpada. Nogi wyglądały jak kurczak po oskubaniu. Pozostałam więc przy starej, dobrej maszynce. Starej w sensie takim praktycznym, nie takiej, że jej 10 lat używam. Mam to szczęście, że włosy mam jasne i delikatne. Skoro latem wystarcza golenie raz w tygodniu, to zimą mogę wrzucić na luz i robić to co 8-10 dni. Nie odczuję nawet tego czasu. A nogi będą gładkie.

2. Peeling
Raz na tydzień warto zrobić peeling, nie tylko nóg, ale całego ciała. Zimą ubieramy na siebie więcej warstw, pocimy się, dobrze, żeby pozbyć się naskórka i odblokować pory. Ja peeling całego ciała robię zawszę w sobotę, to taki mój wieczór i dłużej okupuję łazienkę, peeling twarzy dwa razy w tygodniu. O tym jakiego peelingu używam pisałam tu.

3. Nawilżanie
O tym pamiętam codziennie. Od czasu, kiedy zaszłam w ciążę (to już 3 lata) stałam się maniaczką balsamowania. Może się jakoś zachowam na starość. Wmasowanie balsamu do ciała stało się moim rytuałem, odpuszczam jedynie wtedy, gdy z łazienki wyrwie mnie płacz małej, przeraźliwy płacz. Na szczęście nie zdarza się to często.

4. Stopy
Na stopach koncentruje się szczególnie. Co trzy miesiące robię specjalną maskę złuszczającą, która pozwala zachować stopy gładkie, nawet jeśli pół wakacji biegacie po podwórku na boso. Pomiędzy złuszczaniem używam też kamienia do starcia rogowaciejącego naskórka. Raz w tygodniu robię taki zabieg. Po tym nakładam krem i wskakuję w bawełniane skarpety. I tu ważna uwaga, zanim nałożycie krem i wpakujecie się w skarpety, bardzo dokładnie osuszcie stopy. Grzybica paznokci lubi miejsca ciepłe i wilgotne, a taka pasażerka nam nie jest potrzebna.

5. Paznokcie
Skoro już do nich dotarłam, pedicure również robimy regularnie. Obcinanie, piłowanie, pozbycie się skórek i nakładamy lakier. Ja zimą używam bezbarwnego, lepiej się wtedy czuję. A gdy jakaś okazja się pojawia, na jakieś wesele idziemy zimą, czy na bal jakiś, to wtedy paznokcie szast-prast pod kolor sukienki lub dodatków. W końcu może się zdarzyć, że tańczyć bez butów będę. Trzeba mieć to na uwadze.

6. Ćwiczenia
To taka puenta, którą najtrudniej chyba wdrożyć. Wiadomo, czas z gumy nie jest, dziecka wyłączyć się nie da, a jak na etat się wróci to już w ogóle ciężko o 30 minut podskoków. Więc jeśli nie mamy czasu lub ochoty na ćwiczenia z prawdziwego zdarzenia, to pozostaje nam aktywne spędzanie czasu z własnym dzieckiem. A jak dziecka nie mamy to na przykład z psem. Spacery, bieganie, szeroko pojęty ruch dobrze zrobi naszym nogom.

No i takim sposobem, z taką ściągą zamierzam dotrwać do wiosny. A jak tylko zrobi się pogoda piękna, słoneczna i ciepła, to bez skrępowania i wstydu wskoczę w mini. Słońca złapać, rozgrzać kości zarznięte po zimie. Ahhh, już doczekać się nie mogę.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.