Wiecie jak to jest dostać klapsa? Idę o zakład, że 90% z was WIE. Lat temu 20-30 było to przecież „normalne” i „wychowawcze”. Co rusz można usłyszeć, przeczytać „no jasne, dostałem lanie i co? I wyszedłem na ludzi.” Ale czy na pewno?

Mogłabym tu i teraz mnożyć przykłady znanych mi matek, które otwarcie i bez skrępowania przyznają się do tego, że biją swoje dzieci (ups, przepraszam, nie biją – dają klapsy, tak jakby to różnica była). Mogłabym wymienić te osoby z imienia i z nazwiska. Byłam świadkiem przyłożenia dziecku kapciem w tyłek i straszenia go ostrym laniem („że na tyłku nie usiądziesz”). Byłam świadkiem uderzenia wilgotną szmatą. W końcu byłam świadkiem sytuacji, gdzie 18-miesięczny chłopiec dostał klapsa i został poszarpany przez babcię. Wiecie dlaczego? Bo moja córka nie zwróciła uwagi na niego i ten mały niechcący ją kopnął. Podeszła mu pod nogi, kiedy leżał i wywijał nimi w górze. On nie widział mojej córki, podeszła od strony jego nóg. A spotkała go taka kara, za nic, za zabawę, za bycie dzieckiem. Zareagowałam, w każdej z tych sytuacji reagowałam, musiałam. Bo te dzieciaki, każde poniżej 3 roku życia, nie wiedzą dokładnie co się dzieje, co robią i jaki jest skutek. Nie rozumieją, że to co zrobili jest złe, że kogoś boli, nie są jeszcze w stanie tego pojąć. Tym bardziej nie rozumieją dlaczego najbliższa im osoba, cały ich świat i ktoś kogo darzą bezgranicznym zaufaniem, dlaczego ta osoba zadała im ból. Czują się źle. Nierozumiane, nierozumiejące i upokorzone. Upokorzone za to, że próbują, sprawdzają. Za to, że chcą poznawać świat.

A rodzice, opiekunowie? Zamiast chować, powinni wychowywać. Tłumaczyć, mówić, rozmawiać, pokazywać. Nauczenie, poświęcenie czasu własnemu dziecku nie jest stratą naszego czasu. Wręcz przeciwnie. To jest nasza inwestycja na długie lata.

Usłyszałam kiedyś od własnej mamy „i tak zaczniesz dawać jej klapsy, nie da się inaczej, bo ci wejdzie na głowę”. I jeszcze „dziecko musi dostać klapsa, bo to bezstresowe wychowanie potem ma skutki złe, dziecko nie czuje respektu”. A teraz to ja nie rozumiem. Dlaczego zdecydowana większość osób jest tak zamknięta, dlaczego myślą, że skoro bez klapsów to bezstresowo. Przecież nie o to chodzi, żeby bić lub żeby dziecko puścić samopas. Chodzi o to, by być blisko i swoim zachowaniem pokazywać dziecku co jest dobre, a co złe. Aby wyznaczać granice i ich pilnować. Dziecko nie musi być bite, aby wiedzieć, że są rzeczy, których robić absolutnie nie wolno. Biciem możemy jedynie nauczyć dziecko strachu przed sobą, ale nie wychowamy go tym sposobem.

Bo dzieci są jak te drzewa, które sadzimy, pielęgnujemy, odżywiamy. Które po latach, gdy dają owoce, gdy pięknie kwitną ciesząc oko, są dla nas dumą. Tak samo czas jaki poświęcimy dziecku przyniesie efekty. Na stare lata, kiedy siądziemy przy rodzinnym stole, będziemy mogli być dumni z naszych dzieci, ale też z nas samych. Będziemy mogli powiedzieć do męża/partnera „dobra robota stary, udało nam się”.

Ale żeby tak było musimy najpierw dać wiele od siebie. Swój czas, zrozumienie, wiedzę, akceptacją, ale przede wszystkim dużo miłości.  Już w niedzielę rozpoczyna się Międzynarodowy Tydzień Bliskości. W wielu miastach odbędą się wydarzenia z tym związane. Jeśli wiecie, że w waszych okolicach takie wydarzenia będą miały miejsce to koniecznie przyjdźcie. I pamiętajcie:

Nie biję – kocham!
Nie daję klapsów – wychowuję!

Written by Marta S.