Dużo mówi się o szacunku w kontekście drugiego człowieka. Trzeba szanować matkę i ojca, trzeba szanować starszych, chorych i zniedołężniałych też. Szanować trzeba dziadków, nauczycieli – osoby. Jednak często zapominamy o tym, że szanować należy również przedmioty.

Od czasów kiedy byłam dzieckiem wiele się zmieniło. Towary przestały być reglamentowane, a sklepy zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu. Ich półki uginają się pod ciężarem przedmiotów. Reklama goni reklamę, przekonując nas o jednym słusznym wyborze tej a nie innej marki produktu. W momencie zmian ustrojowych byłam małą dziewczynką. Mogłam zaobserwować pojawianie się centrów handlowych. Wycieczka w takie miejsce wiązała się dla mnie z dużą dawką ekscytacji. Tyle sklepów, kolorów, pięknych wystaw. Ubrania i zabawki znane do tej pory jedynie z telewizji lub wcale. Pierwsze dostępne zabawki interaktywne – WOW! Wszystko było takie nowe, wspaniałe. Dbało się o te rzeczy jak o największy skarb. W rodzicach jeszcze siedziało “szanuj zabawki, staliśmy z ojcem za tym misiem dwa dni”. I wbiło mi się to do głowy tak, że do tej pory szacunek do rzeczy nabytych ma we mnie głębokie korzenie.

I właśnie to przekonanie powoduje, że chcę aby moja córka również szanowała to co ma. Bo życie jest przewrotne, nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Nie jest ważne, czy coś kosztuje 5 czy 500 zł, chcę nauczyć ją, aby każdą rzecz, każdy przedmiot szanowała tak samo. Bez względu na wartość. Szczególną uwagę przykładam do książek, ale to chyba efekt mojej miłości do słowa pisanego i uwielbiania czytania. Pamiętaj, mogę pożyczyć Ci pieniądze, ale książek nie pożyczę! Chyba, że naprawdę, ale to naprawdę Ci ufam.

Ale wracając do zabawek i szacunku do nich. Ilość rzeczy posiadanych przez Rozalię tak naprawdę nie jest szczególnie duża. Ma kuchnię z akcesoriami (garnki, owoce, warzywa, zestaw do herbaty), ma kilka lalek (czyli dwa wózki, butelki na mleko i nocnik też), kilka misiów, sporo książek, puzzle i klocki (drewniane i plastikowe). Szczerze mówiąc ciągle miałam wrażenie, że zabawek ma zbyt dużo, ale kiedy kilka dni temu robiłam comiesięczny przegląd okazało się, że na nadmiar nie cierpi. Za to zaskoczyłam się pozytywnie, bo żadna zabawka nie była ani trochę zniszczona. Klocki i puzzle były kompletne, a książki wyglądają jak z księgarni. przy okazji zerknęłam też do moich książek, prawie 30-letnich, które młoda wertuje w każdą stronę, często bez nadzoru. I jestem z niej naprawdę dumna. Gdyby nie ślad upływających lat na kartkach, nikt by nie uwierzył, że są tak wiekowe. Nikt by też nie uwierzył, że dwulatka dzień w dzień ogląda te książki, że czyta je po swojemu lalkom.

Wiadomo, zabawki są dla dzieci, dzieci muszą się bawić, więc sprawdzają do czego dana zabawka się nadaje. Ale o ile drewniane klocki są po to, aby rozwalić budowaną z nich wieżę, o tyle lalce nie będziemy wyrywać nóg i rąk, prawda? Zabawki należy dostosować do wieku i możliwości dziecka, do jego zainteresowań. I wypadałoby chociaż zerkać na dziecko w czasie zabawy, a w odpowiedniej chwili zareagować. Rozalia szanowania zabawek nauczyła się bardzo szybko. Może dlatego, że już z chwilą gdy interesowała się pierwszymi grzechotkami mówiłam jej co to jest i do czego służy. Nagadałam się, serio. Tłumaczyłam, pokazywałam, jeszcze raz tłumaczyłam, dawałam dobry przykład. I są tego efekty. Zdarza się, że chce mnie sprawdzić i patrząc kątem oka bardzo powoli robi “coś” z zabawką. Czeka na moją reakcję. Pół roku temu była pogadanka, teraz wystarczy moje spojrzenie. Ona już dobrze wie co wolno a czego nie można robić. Nie zna pojęcia “kupimy nowe”, za to zna “jak zepsujesz to nie będziesz miała”.

Zapytacie dlaczego tak robię? Ponieważ nie chcę, aby nauczyła się próżności. Nie chcę, aby jej podejście do życia było na zasadzie “znudziło się, wyrzucę i kupię nowe, lepsze”. Nie chcę, aby segregowała ludzi po zasobności portfela i ilości nowych gadżetów. Chcę, by zwracała uwagę na ważniejsze cechy, na człowieka, nie na to co posiada.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.