Marzenia ma każdy z nas. Od zawsze o czymś marzymy. Jako dzieci o tym kim będziemy w przyszłości. Wyobrażamy sobie samych siebie jako gwiazdy estrady czy superbohaterów. Znacie to na pewno. Kiedy byłam mała zawsze chciałam mieć związek ze sceną. Co tam, że śpiewać nie umiałam. Koledzy chcieli być policjantami, najczęściej. No wiadomo, dzieciaki mają takie marzenia dość przyziemne. W dzieciństwie te beztroskie marzenia są naprawdę urocze, fajnie je pielęgnować w sobie. Jest potem co wspominać.

marzenia

W starszym wieku marzyłam o podróżach. Wiecie, nie martwić się jutrem, wsiąść w samolot czy pociąg i zwiedzić cały świat. Nie mogę jednak powiedzieć, że te marzenia całkiem we mnie zasnęły. Jasne, nadal marzę o tym, żeby zobaczyć pozostałości po cywilizacjach starożytnych, zobaczyć wszystkie 7 cudów świata i poznać inne kultury. Ale dziś mam do tego trochę bardziej racjonalne pojęcie. Dlatego chwilowo poznajemy Polskę i pokazujemy dzieciakom jakie to fajne. Bo wiecie marzenia marzeniami, ale do ich spełnienia trzeba w tym momencie nieco większych funduszy.

Później zaczęłam marzyć o rodzinie. Wiecie, dopadł mnie ten wiek, że widziałam siebie w białej sukni, z mężem jakimś fajnym. Najlepiej takim dobrze ustawionym, trochę romantykiem, trochę takim złym chłopcem. O dzieciakach też marzyłam, ale to dopiero po tym jak zrobię oszałamiającą karierę. No bo po co wcześniej, prawda? Najpierw się w życiu trzeba ustawić. Człowiek to jednak naiwny jest. Ale to wszystko przez te kolorowe pisemka, reklamy, plakaty, które kreują takie super idealne życie.

Jakby nie patrzeć to moje marzenia się spełniły

Miałam wymarzoną białą suknię. Męża jak trzeba to sobie ustawiam odpowiednio. Romantyczny jest jak cholera, zwłaszcza jak na dzień kobiet mi przynosi nasionka kwiatów. A i złym chłopcem bywa jak się ze mną czasami nie zgadza. Oszałamiająca kariera jeszcze nie do końca mi wyszła, ale myślę, że to tylko kwestia czasu. W końcu się tu uzewnętrzniam. A dzieci? Dzieci mam najcudowniejsze na świecie. Nawet jak mają swoje fochy. Jak płaczą, jak nie śpią po nocach, jak nauczą się czegoś nowego, jak się kochają – są najukochańsze, są idealne. Spełnił się mój sen o tym, że mam dwie córki. Spełniły się moje najważniejsze marzenia i teraz dopiero mam siłę, mam moc do tego, by dążyć do spełnienia kolejnych, tych bardziej niecodziennych. Tych, które budują wspomnienia.

Światowy Dzień Marzyciela

Przypada dokładnie na dzień jutrzejszy, czyli na 8 września. I właśnie z tego powodu napisałam dla was ten tekst. I zachęcam was wszystkich do tego, by nie bać się marzeń. Do tego, by w szalonym pędzie codzienności zatrzymać się na chwilę i po prostu, bez pośpiechu zatopić się we własnych myślach. I choć doskonale wiem, że nie wszystkie marzenia można spełnić, to wiem, że samo myślenie o nich wywołuje uśmiech na twarzy i daje nam radość. Dlatego nie ważne jest czy marzysz o podboju kosmosu, pokoju na świecie, znalezieniu satysfakcjonującej pracy czy tylko o tym, żeby się wyspać – warto marzyć.

Moje marzenia spełniłam, ale to nie znaczy, że to koniec. Mam kolejne, jedne są bardziej realne, inne mniej. Na tych realnych będę się koncentrować, o tych mniej realnych marzyć nadal. Będę o nich myśleć wtedy, kiedy dopadnie mnie gorszy dzień. A te zupełnie nierealne zostawię sobie na długie zimowe wieczory, bo takie marzenia najlepiej się marzą przy kubku gorącej czekolady.

 





Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.