fbpx
Menu
bezpieczeństwo / freestyle-lifestyle / książki / miłość / rodzina / rozwój dziecka / wychowanie / zdrowie

Dzieci są różne, emocje też. O wspieraniu dzieci i nauce samoregulacji

Czy zawsze musimy reagować, kiedy nasze dziecko ma problem z rówieśnikami? A może czasem warto zrobić krok w tył, przyjrzeć się sytuacji i pozwolić dzieciom spróbować poradzić sobie samodzielnie? To jedne z tych rodzicielskich dylematów, na które trudno znaleźć jedną, uniwersalną odpowiedź. Bo przecież każde dziecko jest inne, inaczej przeżywa emocje, inaczej reaguje na stres i potrzebuje czegoś innego.

Jako mama trójki dzieci wiem, że nie istnieje jeden przepis na wychowanie. To, co sprawdza się u jednego dziecka, niekoniecznie zadziała u drugiego. Jedno od razu ruszy do zabawy z grupą rówieśników, drugie będzie potrzebowało czasu, żeby się otworzyć. Jedno głośno zaprotestuje, kiedy coś pójdzie nie po jego myśli, a inne wycofa się i będzie przeżywać trudną sytuację w ciszy.

I wiecie co? To wszystko jest w porządku. Naszym zadaniem nie jest sprawić, by dzieci reagowały identycznie. Chodzi o to, żeby pomóc im zrozumieć siebie, innych ludzi i emocje, które czasami potrafią naprawdę mocno dać nam w kość.

Nie zawsze musimy rozwiązywać problemy za nasze dzieci

Rodzicielstwo to nieustanne balansowanie między chęcią ochronienia dziecka przed całym złem tego świata a potrzebą przygotowania go do samodzielnego życia. Kiedy widzimy, że naszemu dziecku jest przykro, ktoś nie chce się z nim bawić albo dochodzi do konfliktu na placu zabaw, naturalnie chcemy zareagować. Wyjaśnić, przekonać, rozwiązać problem. Sprawić, żeby już więcej nie musiało czuć się źle.

Tylko czy zawsze tego właśnie potrzebuje?

Czasami wystarczy być obok. Zapytać, co się wydarzyło, wysłuchać i pomóc nazwać emocje. Innym razem warto podpowiedzieć, jak można porozmawiać z kolegą, powiedzieć o swoich granicach albo znaleźć rozwiązanie, które będzie dobre dla obu stron.

Nie chodzi o to, żeby zostawiać dzieci samym sobie. Chodzi o to, żeby nie odbierać im szansy na naukę radzenia sobie w relacjach.

Dzieci dopiero uczą się rozpoznawać emocje, komunikować potrzeby, rozwiązywać konflikty i rozumieć, że inni ludzie mogą patrzeć na tę samą sytuację zupełnie inaczej. Nie zawsze wiedzą, co powiedzieć. Czasem reagują impulsywnie, czasem płaczą, czasem się złoszczą. Potrzebują dorosłego, który pomoże im przejść przez te doświadczenia, zamiast od razu oceniać ich zachowanie.

Oczywiście są sytuacje, w których nasza interwencja jest konieczna. Bezpieczeństwo dziecka, przemoc, uporczywe dokuczanie czy przekraczanie granic nie są okazją do biernego przyglądania się. Dzieci powinny wiedzieć, że dorosły jest po to, by je chronić. Ale w codziennych nieporozumieniach możemy czasem dać im przestrzeń do szukania własnych rozwiązań.

To właśnie w takich chwilach uczą się czegoś niezwykle ważnego: że trudne emocje można przeżyć, że konflikt nie musi oznaczać końca przyjaźni i że nie trzeba być takim jak wszyscy, żeby znaleźć swoje miejsce w grupie.

Samoregulacja, czyli czego właściwie uczymy nasze dzieci?

Kiedy słyszymy słowo „samoregulacja”, możemy pomyśleć o umiejętności uspokajania się, panowania nad złością czy powstrzymywania impulsywnych reakcji. To jednak znacznie więcej.

Samoregulacja pomaga nam rozpoznawać stres, rozumieć własne reakcje i odzyskiwać równowagę, kiedy sytuacja zaczyna nas przerastać. Dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych. Bo przecież nam również zdarza się reagować zbyt gwałtownie, tracić cierpliwość czy mieć poczucie, że wszystkiego jest po prostu za dużo.

Dziecko, które krzyczy, płacze albo odmawia współpracy, niekoniecznie robi to po to, żeby nam coś utrudnić. Czasami jest zmęczone, przebodźcowane, zestresowane albo nie potrafi jeszcze poradzić sobie z tym, co czuje.  To nie oznacza, że mamy akceptować każde zachowanie. Oznacza natomiast, że zanim zaczniemy je korygować, warto spróbować zrozumieć, co się za nim kryje.

Emocje są w porządku. Nie każde zachowanie jest w porządku – i właśnie tego możemy uczyć dzieci.

Możemy pokazać im, że wolno się złościć, ale nie wolno bić. Że można nie mieć ochoty na zabawę, ale warto komunikować to z szacunkiem. Że każdy ma prawo do własnych granic, a jednocześnie powinien respektować granice innych osób.

I że nie musimy od razu umieć wszystkiego. Samoregulacja nie pojawia się magicznie w dniu szóstych czy dziesiątych urodzin. To umiejętność, którą rozwijamy przez całe życie. Dzieci uczą się jej między innymi dzięki obecności dorosłych, którzy pomagają im zrozumieć trudne sytuacje, a z czasem coraz bardziej pozwalają im radzić sobie samodzielnie.

Książki, które pomagają zrozumieć dziecięcy świat

Właśnie dlatego tak bardzo cenię książki Agnieszki Stążki-Gawrysiak z serii „Self-Regulation”. To publikacje, które pokazują dziecięce emocje i zachowania z perspektywy znacznie szerszej niż proste podziały na grzeczne i niegrzeczne dzieci.

Bohaterowie tych opowieści mierzą się z sytuacjami, które dobrze znamy z codziennego życia: kłótniami o zabawki, trudnościami w relacjach z rodzeństwem, napięciem po powrocie ze szkoły, nieporozumieniami z rówieśnikami czy silnymi emocjami, które pojawiają się zupełnie niespodziewanie.

Brzmi znajomo? Myślę, że niejeden rodzic odnajdzie w tych historiach sytuacje, które wydarzyły się również w jego domu.

Ogromną zaletą serii jest to, że nie kończy się ona na samym opowiadaniu. Każda historia została uzupełniona komentarzem dla dorosłych, który pomaga lepiej zrozumieć zachowanie dziecka i podpowiada, jak można wesprzeć je w trudnych chwilach. Dzięki temu książki są wartościowe nie tylko dla najmłodszych czytelników, ale również dla nas – rodziców, którzy przecież także wciąż się uczą.

Szczególnie bliska temu, o czym dziś piszę, jest książka „Self-Regulation. Jak się lubić w świecie pełnym różnic”. To opowieści o tym, że ludzie różnią się temperamentem, zainteresowaniami, potrzebami i sposobem reagowania. To, co dla jednego dziecka jest ekscytującą przygodą, dla innego może być źródłem stresu. Jedno szybko odnajdzie się w nowej grupie, drugie będzie potrzebowało więcej czasu. Jedno będzie mówiło dużo i głośno, inne woli najpierw przyjrzeć się sytuacji z boku.

Szczególnie chciałabym zwrócić Waszą uwagę na najnowszą część serii, czyli „Self-Regulation. Wyzwania w relacjach rówieśniczych”. Mam wrażenie, że to książka niezwykle potrzebna, bo właśnie relacje z innymi dziećmi potrafią być dla naszych pociech źródłem ogromnej radości, ale też wielu trudnych emocji. Zazdrość o najlepszego przyjaciela, poczucie odrzucenia, wykluczenie z zabawy, presja grupy, rywalizacja czy trudności z powiedzeniem „nie” – to sytuacje, z którymi dzieci mierzą się na co dzień, a my, rodzice, nie zawsze wiemy, jak najlepiej im pomóc.

I żadne z nich nie musi zmieniać swojej osobowości tylko po to, żeby lepiej pasować do otoczenia.

Ta książka pomaga rozmawiać z dziećmi o różnicach, lepiej rozumieć perspektywę innych osób i budować relacje oparte na akceptacji. Bo przecież nie chodzi o to, żebyśmy wszyscy byli tacy sami. Chodzi o to, żebyśmy potrafili być razem, nawet jeśli różnimy się od siebie.

Warto sięgnąć również po „Self-Regulation. Opowieści dla dzieci o tym, jak działać, gdy emocje biorą górę”, czyli tom wprowadzający do tematu samoregulacji, oraz „Self-Regulation. Szkolne wyzwania”, który porusza problemy bliższe dzieciom w wieku wczesnoszkolnym – między innymi trudności w nauce, niską samoocenę i dokuczanie ze strony rówieśników.

W serii znajdziemy też „Self-Regulation. Świąteczne wyzwania”, pokazujące, że nawet czas, który kojarzy się z radością i rodzinną bliskością, może przynosić napięcia, trudne emocje i konflikty.

Lubię w tych książkach to, że nie obiecują rodzicom magicznego sposobu na każde dziecięce zachowanie. Zamiast tego zachęcają do uważności, szukania przyczyn i budowania porozumienia. Nie zdejmują z dorosłych odpowiedzialności za stawianie granic, ale przypominają, że za zachowaniem dziecka często kryje się coś więcej, niż widać na pierwszy rzut oka.

Każde dziecko jest inne. Każdy dorosły też.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać: jeśli chcemy wspierać dzieci w samoregulacji, sami również musimy się jej uczyć.

Nie zawsze będziemy spokojni. Nie zawsze znajdziemy właściwe słowa. Czasami zareagujemy zbyt szybko, czasami zabraknie nam cierpliwości, a czasami dopiero po fakcie zrozumiemy, co moglibyśmy zrobić inaczej.

I to też jest część procesu.

Nie chodzi o to, żeby zostać idealnym rodzicem, który nigdy nie podnosi głosu i zawsze wie, jak rozwiązać każdy konflikt. Chodzi o to, żeby próbować, wyciągać wnioski i wracać do rozmowy. Pokazywać dzieciom, że można przeprosić, przyznać się do błędu i spróbować jeszcze raz.

Dajmy im przestrzeń do popełniania błędów, ale nie zostawiajmy ich samych z trudnymi emocjami. Pokazujmy, jak rozmawiać, jak słuchać, jak szanować granice i jak szukać kompromisu. Nie rozwiązujmy automatycznie każdego problemu, ale też nie zakładajmy, że dziecko powinno poradzić sobie ze wszystkim samo.

Czasami najlepsze, co możemy zrobić, to po prostu być obok i powiedzieć: „Widzę, że jest ci trudno. Spróbujmy razem zrozumieć, co się wydarzyło”.

Spotkanie, które było dla mnie ważne

Książki z serii „Self-Regulation” są dla mnie szczególne również z bardzo osobistego powodu. Mając w moim trio neuroatypowe dziecko, musiałam nauczyć się innego podejścia, innego sposobu rozmowy. Często coś co bez problemu tłumaczyłam jednej córce, kompletnie nie trafiało do drugiej. Dlatego bardzo cieszę się, że podczas 29. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie miałam okazję spotkać Agnieszkę Stążkę-Gawrysiak.

I wiecie, czasami czytamy książki, polecamy je innym, opowiadamy o nich w internecie, a potem pojawia się okazja, żeby stanąć przed autorem i powiedzieć mu osobiście, jak wiele znaczy dla nas jego praca.

Dla mnie właśnie takim momentem było to spotkanie. Bardzo chciałam powiedzieć autorce, jak ważne i wspaniałe są jej książki. Jak wiele mogą wnieść do codzienności rodziców i dzieci. Jak potrzebne jest przypominanie nam, że za trudnym zachowaniem może kryć się stres, zmęczenie albo niezrozumiane emocje – i że zamiast od razu oceniać, warto spróbować spojrzeć głębiej.

Cieszę się, że mogłam powiedzieć to osobiście. Bo choć książki żyją własnym życiem, trafiając do kolejnych domów i rodzin, czasami dobrze jest, żeby ich autorzy wiedzieli, że to, co robią, naprawdę ma znaczenie.

A seria „Self-Regulation” jest dla mnie właśnie takim przykładem literatury, która nie tylko opowiada historie, ale też otwiera przestrzeń do rozmowy. O dzieciach, o emocjach, o relacjach i o nas samych.

Nie musimy być idealni. Wystarczy, że będziemy uważni.

Chciałabym, żebyśmy częściej pamiętali, że dzieci nie muszą reagować tak samo, rozwijać się w tym samym tempie ani odnajdywać się w każdej sytuacji równie łatwo. Różnorodność nie jest problemem, który trzeba naprawić. Jest częścią naszego świata.

Naszą rolą jest pomagać dzieciom odnaleźć się w tym świecie, uczyć je szacunku do innych i do samych siebie, a także pokazywać, że trudne emocje nie czynią nas gorszymi ludźmi.

I właśnie dlatego tak bardzo polecam Wam książki Agnieszki Stążki-Gawrysiak z serii „Self-Regulation”. To dobry punkt wyjścia do rozmów, które czasami trudno rozpocząć samodzielnie. Do wspólnego czytania, zadawania pytań i szukania odpowiedzi, które nie zawsze są oczywiste.

Bo przecież wszyscy – dzieci i dorośli – uczymy się tego samego: jak lepiej rozumieć siebie, jak budować relacje i jak odzyskiwać równowagę, kiedy emocje biorą górę.

A Wy? Dajecie dzieciom przestrzeń do samodzielnego rozwiązywania konfliktów, czy raczej od razu ruszacie z pomocą? Jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń, bo myślę, że to jeden z tych rodzicielskich tematów, w których każdy z nas wciąż się czegoś uczy.

About Author

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama trzech cudownych córek - Rozalki,Florki i Kaliny, oraz berneńskiego psa pasterskiego - Riko. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.

Facebook