Czas pięknej jesieni chyba już za nami. Czas spokoju raczej też. Dzieje się dużo, pandemia, strajki, które całym sercem wspieram, przejście na zdalne nauczanie i groźba całkowitego lockdown’u. Wszystko to sprawia, że chciałbym zaszyć się gdzieś i przeczekać ten czas. Ale nie mogę. Zostaje mi wykorzystać to co w jesieni najlepsze. Podobno teraz fajnie jest używać hasztagu “jesieniara”. Sprawdźmy czy mam wszystko czego mi trzeba.

Jesieniara – niezbędne atrybuty

Zdjęcia wśród złotych liści w sweterku nawiązującym kolorami do tej pory roku. Gorąca herbatka z malinami pita pod ciepłym kocem. A muszę przyznać, że sok z malin oraz pigwa ze Spiżarni Smaków totalnie zawładnęły moim podniebieniem. Ciasteczka z czekolada i kawa w towarzystwie lekkiej książki. Czy to wszystko sprawi, że stanę się rasowa jesieniarą? Bo jeśli tak, to już nią jestem. Od kilku lat celebruje jesień, polubiłam ją. Nie tylko tą słoneczną i złotą. Tą z liśćmi szeleszczącymi pod stopami i kołami wózka. Tą, którą można wykorzystać na jednodniowe wycieczki, szybkie wyjazdy. Zimne i deszczowe oblicze jesieni nie należy do moich ulubionych, ale akceptujemy się. Na szczęście mam możliwość by te deszczowe dni spędzić tak jak chce. Ktoś mi powie, że mam trojkę dzieci, więc jakim cudem siądę z książką w ciągu dnia. Ano siądę. W końcu chcieć to móc.

jesieniara

Jesień może być piękna!

Pamiętam jak w pierwszych miesiącach pisania bloga wzięłam udział w jesiennym wyzwaniu. Wtedy moje pojęcie o pisaniu było żadne, ale kto nic nie robi stoi w miejscu. Wtedy poruszone zostało kilka tematów i wtedy też uświadomiłam sobie jak źle traktowałam jesień. Sprawdźcie te wpisy sprzed pięciu lat- o tutaj. A ona przecież może być piękna! I kiedy widzę na drzewach i pod nimi różnokolorowe liście, skąpane w złocistych promieniach słońca – czuję wewnętrzny spokój i ogromną radość. Kiedy budzę się rano i wiem, że zamiast zrywać się z łóżka mogę spokojnie wypić kawę i przegryzając ciastka poczytać książkę. To jestem po prostu szczęśliwa.

Jesienne wyzwania

Tym razem postanowiłam zrobić też coś dla siebie. Tak, aby jesień nie upłynęła mi tylko pod znakiem pandemii, uczenia pierwszoklasistki i próbie ogarnięcia całego domowego chaosu ze żłobkiem i przedszkolem w jednym. Tej jesieni poszerzam swoją wiedzę lingwistyczną i uczę się włoskiego. Od zawsze chciałam umieć porozumieć się w tym języku. I choć na studiach próbowałam, to wyszło średnio. Teraz daję sobie drugą szansę. Mam aplikację do nauki, każdego wieczora poświęcam jej pół godziny. Podczas nauki mentalnie jestem w Italii (i czasami podjadam włoskie słodkości ze Schroniska Smaków). Nie tracę czasu na bezsensowne rzeczy, mało mnie ostatnio w sieci. Układam plan dnia na nowo tak, aby znalazło się w nim miejsce na wszystko na czym mi zależy. I tu mała dygresja – wiecie jak obłędnie smaczne są cantuccini? To toskańskie ciasteczka, smakują wybornie z czarną kawą. To zdecydowanie mój słodki faworyt tego sezonu. Spróbowałabym zrobić sama, ale dla bezpieczeństwa wolę kupić. Te oryginalne, przywiezione z Włoch.
Ta jesień jest totalnie inna od poprzednich, ale chyba właśnie dlatego mam okazję zwolnić i tak bardzo ją docenić. 
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta Sobczyk-Ziębińska

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama trzech cudownych córek - Rozalki,Florki i Kaliny, oraz berneńskiego psa pasterskiego - Riko. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.