Matka pracująca to taka, która łączy obowiązki zawodowe z opieką nad dzieckiem, a także ogarnia przy okazji dom, psa, sprawy związane z przedszkolem, lekarzami i całą resztą (a czasem jeszcze się w blogowanie bawi). I takich nas jest dużo, bardzo dużo. Część ma to szczęście, że do pomocy ma babcię (czasem nawet dwie), u innych wygląda to jak u nas.

 

Jak u nas, czyli jak?

Czyli tak, że jedna babcia pracuje w takich godzinach jak ja, a druga mieszka ponad 100 km od nas. Siłą rzeczy radzimy sobie sami. Czasami, gdy do fryzjera idę, a Małżon nie zdąży z pracy wrócić to Ru jedzie do babci. Ale to się zdarza rzadko. Od jakiegoś czasu usiłujemy wypracować system, który będzie funkcjonował bez zarzutu. Małżon zawozi Ru do przedszkola, zostawia mi fotelik, ja zgarniam ją popołudniu, znów montuję fotelik, rano oddaję go do auta Małżonowi i tak w kółko. Tydzień mija mi w zastraszającym tempie, nie wiem w zasadzie kiedy. Ledwo poniedziałek się zacznie, a już kończy się piątek i zaczyna mgnienie oka, zwane potocznie weekendem. I w taki weekend człowiek to by odpocząć chciał, nie robić nic, cały czas dziecku poświęcić. Tylko jak to zrobić? Tu pranie, tu prasowanie, bo to co prane w tygodniu wyschło, tu zakupy (dziękować za sklepy internetowe ze spożywką), spacer, zabawa, sprzątanie, gotowanie, wieczór, dobranoc, padam na twarz.

Że niby weekend? Matka nie ma weekendu!

Niby, bo jak się okazuje plany nie zawsze się sprawdzają. Wkurzona przekładaniem fotelika z auta do auta, postanowiłam kupić drugi (jeśli czytacie ten post w sobotę do południa, to ja prawdopodobnie jestem w sklepie i wybieram). Do tego udało się nam dostać na premierę w teatrze, więc Rozalka znów będzie szczęśliwa. Jakby nie patrzeć sobota upłynie nam bardzo miło i szybko. O niedzieli jeszcze nie myślę, ale najchętniej znalazłabym jakąś wygodną miejscówkę, na której zmieścilibyśmy się we troje i przeleżała cały dzień. I jeszcze żeby dołożyć sobie to przeglądam sklepy z meblami. Bo przecież gdzieś z tyłu głowy kołacze myśl, że na wiosnę to już na pewno ogarniemy wszystko i kupimy sobie większy narożnik, taki żeby się na nim wyspać. Co robi matka? Matka robi research i co chwile podsuwa Małżonowi kolejne cuda do oglądania… On mnie kiedyś udusi podczas snu, ja wam mówię… Tym bardziej, że znalazłam takie cudo, że ciężko będzie przebić. Powierzchnia spania 190×170!!!! Prawie jak nasze sypialniane łóżko!

camila_8_http://meblohand.eu/

I teraz co zrobić? Zaklepać sobie, żeby mi nie sprzątnęli sprzed nosa? Czy modlić się, żeby był dostępny w okolicach marca?

 

I znów zboczyłam z tematu, chyba faktycznie muszę odpocząć… Idę spać. Wy też jesteście takie zapracowane i zakręcone?

 

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.