Na pewno nie wiecie, albo nie pamiętacie, albo nie byliście nigdy na poprzednim blogu (TU), że na swoje pierwsze urodziny Rozalia dostała 4 pudła klocków Wader. I takim sposobem zaczęła się nasza przygoda z firmą zza miedzy.

Klocki trafiły do nas jako druga rzecz firmy Wader, wcześniej miałyśmy do czynienia z zabawkami do piaskownicy. Kiedy dziadek sprawił Rozalce prezent w postaci tejże właśnie wszyscy kupowali nam foremki, wiaderka i łopatki. Tym sposobem mam zestaw dla czwórki dzieci, lekko. Ale piasek to zabawa sezonowa, więc jesień i zima przybliżyły nas do stojących w pokoju klocków i się zaczęło. Budowaliśmy (i budujemy nadal) wszystko co tylko możliwe. Rozalia przez czas użytkowania klocków nauczyła się już kolorów i liczenia do czterech. Zaczęła sama budować proste konstrukcje, autka, domki i inne bliżej nieokreślone budowle. Dzięki klockom uczy się też cierpliwości. Na początku niesprawnym małym rączkom nie szło tak dobrze jak teraz. Denerwowała się, gdy nie trafiła gdzie chciała. Teraz denerwuje się, gdy chcemy jej podpowiedzieć.

Poza tym, że Rozalii podobają się klocki, i że fajnie się nimi bawi, pomagają nam też we wspólny spędzaniu czasu. Wszyscy razem siadamy na dywanie i budujemy. Małżon ciągle narzeka, że cztery pudła klocków (po 132 klocki w każdym) plus jakieś mniejsze pudełko, które Teściówka upolowała w Biedrze. Łatwo policzyć, że to około 600 klocków, mało. Jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc po pirackim statku i piętrowych domach, w których mieści się Ru chciałoby się zbudować coś jeszcze większego. Najchętniej wpadłabym do fabryki Wader i zbudowała coś ogromnego ze wszystkich klocków.

A co ciekawego nam udało się zbudować z klocków Wader?
Wszelkiego rodzaju domki, parterowe i piętrowe, dla lalek i dla misiów. Był piracki statek, była buda dla psa, meble dla lalek też zbudowałyśmy. Kaczkę żółtą i żółwia zielonego, kwiatki, lody, a nawet jeździk. Tak, tak, dobrze czytacie, jeździk. Raz dziadek zbudował nam pociąg, raz był z klocków spacerowy wózek dla lalek.

Dlatego właśnie uwielbiam klocki!
Bo dają bardzo dużo możliwości. Po co kupować mnóstwo zabawek, akcesoriów, skoro można poświęcić chwilkę i to zbudować. Rozwijamy kreatywność i wyobraźnię przestrzenną. Zanim zbudowałam kaczkę musiałam chwilę pomyśleć jak ją wykonać, aby przypominała siebie (w sensie kaczkę). Pomagają w nauce kolorów, liczenia i myślenia logicznego.

Dobra jakość.
Oj tak, klocki są zdecydowanie wytrzymałe. Kiedy mała się złościła, rzucała nimi, śliniła, gryzła nie ucierpiał żaden z nich. Dopiero moja gapowatość zepsuła jeden klocek, ten z kółkami, po prostu w niego wlazłam. Ale jeździk dał radę 12-kilogramowej Rozalce i utrzymał jej ciężar. Po ponad roku używanie klocki nie odbarwiły się ani nie odkształciły, mimo iż nie raz bawiłyśmy się nimi na tarasie.

Zdradzę wam też tajemnicę. Już niebawem Rozalia pozna kolejne zabawki firmy Wader. Jeśli jesteście ciekawe jakie pilnujcie naszego Facebooka oraz Instagrama.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.