Jesień się zaczyna, matki nos zaczyna przypominać ten od Rudolfa renifera. Ja nazywam to alergią na jesień. Co roku, kiedy zaczyna się ta mniej słoneczna pora dopada mnie ten okropny katar i zdaje się nie mieć końca.

Jesień z katarem

Ale w tym roku postanowiłam z nim zawalczyć i mam nadzieję, że dzięki temu opuści mnie przed październikiem. Bo zazwyczaj trzyma prawie do samych świąt. Zresztą nie raz mówiłam, że nie lubię zimnych pór roku. O ile jeszcze ta jesień jest taka prawdziwa, złota. Pełna słońca i suchych liści na ziemi to przechodzę ją łagodnie. Ale jeśli trafia się deszczowa, szara i bura – wtedy łapię deprechę. Podobnie zimą, za nią też nie przepadam, ale kiedy trafi się słoneczny dzień to energia wraca i wtedy zima mi się podoba. Po prostu jestem ciepło- i słońcolubna. Wiosna i lato mogłyby trwać cały rok, na zmiany. Jednak nie ma tak dobrze, więc będę do was pisać z chusteczkami pod ręką i kichając na monitor.

W każdym razie skoro wojna, to trzeba się przygotować. Przywiozłam od teściowej zapas cebuli, czosnku, mam miodek jak Kubuś Puchatek, mam warzywka prosto ze wsi. Na pierwszy ogień przygotuję sobie syrop z cebuli i czosnku, działa wykrztuśnie, ale na katar też pomaga. Zrobię też zapas soku na tydzień, i dla mnie i dla małej będzie. Przepis na sok był TU. Wolę sama zrobić sok typu “Kubuś”, bo wiem co do niego pakuję, no i nie ma cukru. Będziemy pić codziennie na śniadanie. Ponadto przytargałam do domu soki z malin, powidła ze śliwek. Myślę, że mocna dawka domowych przetworów zrobi swoje. Do tego oczywiście regularne spacery, o długości takiej na jaką pozwoli pogoda.

W końcu to nie tylko o mnie chodzi. Najważniejsze jest to by Rozalia nie zgubiła swojej odporności. Do tej pory (tfu, tfu, tfu) jest tak, że ona kichnie dwa razy, a ja ląduję z antybiotykiem (TU). Z dwojga złego wolę żeby ona była zdrowa. Ja sobie poradzę, ale serce się kraje jak własne dziecko męczy ból gardła czy gorączka. Już wolę, żeby zostało tak jak jest. Jej gorączka niech ma związek tylko z zębami, resztą zajmę się ja. I ten dziwny suchy kaszel co ją od wczoraj męczy, mam nadzieję, że też szybko zniknie.

A wy jakie macie sposoby na jesienne katary?

Written by Marta S.

  • Ja też jestem ciepłolubna :) kiedy jest szaro buro i ponuro to wpadam w jakąś depresję – normalnie jestem chora.
    Przez weekend się leczyliśmy, bo przecież matka musiała zarazić dzieci :) u nas amol na nogi i grube skarpetki + inhalacje. Dzieci zdrowe, matkę trzyma :)

  • Zwykła Matka

    zawsze lepiej jeśli to my chorujemy, a nie dziecko :) Tran dla młodej i syropek przeciwwirusowy jak juz zaczyna smarkac. Do tego herbatka z miodziem i cytrynką albo sokiem z malin :) Mnie jak złapie kaszel to bujam się dwa miesiące :(

  • wszystkie domowe sposoby:) do tego inhalacje z soli fizjologicznej i odciąganie kataru (u maluszka to jeszcze konieczne).
    Dla nas robimy mocniejsze “wywary” takie połączenie jak imbir, czosnek i sok z cytryny (taka mikstura pita codziennie stawia szybko na nogi). Dla synka syropki z buraka, cebuli i mleczu. No i oczywiście domowe soczki malinowe.
    Osobiscie uwielbiam jeszcze połączenie mleka, masla, czosnku i miodku – nie każdy za tym przepada:)

    • Muszę zapisać :) U nas namiętnie pity jest syrop z cebuli, czosnku i miodu :) Ale mikstury z buraka nie znałam, muszę ją wypróbować :)

      • Z buraczka jest pyszny – od strony liści wydrążasz dużego buraka, tak aby powstał w nim spory “dołek” i wsypujesz tam cukier, stawiasz buraka np. w szklance (korzeniem w dół) i zakrywasz otwor. Szybko powstaje z tego super syropek:)

  • Pingback: Wrzesień - podsumowanie miesiąca | Dzieciorka()

  • Joanna Joanna

    U mnie oczywiście domowe sposoby, ale moja córcia nie znosi inhalacji i wody morskiej. Miałam duży problem, żeby jej znaleźć coś na katar, bo dopiero trzy latka skończyła.Ostatnio skusiłam się na Nozitix, bo słyszałam jak mamy w przedszkolu o nim rozmawiały i podłączyłam się do rozmowy. Mówiły, że to sprej, co nie spływa do gardła, tylko w nosku zostaje, więc dziecko się nie krztusi, a dodatkowo ma bezpieczny skład – dla mnie brzmiało to jak wybawienie. Teraz testujemy bo mała akurat ma katarek. Póki co jest już lepiej, zobaczymy co będzie dalej.