Tak moi drodzy, właśnie w kulcie pieniądza, w tonie prezentów bez okazji, w spełnianiu każdej zachcianki dziecka. Coraz częściej mam z tym do czynienia i coraz bardziej jestem przerażona. Boję się pomyśleć co stanie się za kilka lat z tymi dziećmi.

Chodzący konsumpcjonizm. W czasach gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki, gdzie każdą rzecz możemy nabyć od razu i bez wychodzenia z domu, w takich czasach przyszło nam wychowywać dzieci. Oczywiście nie mówię, że to są czasy złe i że kiedyś było lepiej. Nie wiem jak było kiedyś, wiem za to jak jest teraz. Zaczyna się bardzo wcześnie, w zasadzie już w momencie kiedy mamy potwierdzoną ciążę. Każdy rodzic chce dla dziecko to co najpiękniejsze, najlepsze, najdroższe. Licytacja na temat kwoty jaką trzeba było zapłacić za wózek, łóżeczko czy pościel (koniecznie na zamówienie). Przychodzi taki bobas na świat i słodko drzemiąc na spacerze słyszy jak mama mówi do sąsiadki “no wiesz, przecież nie kupię byle czego, skoro wózek kosztuje 1500 zł to na pewno jest słabej jakości”. I dziecko nieświadome jeszcze świata słucha i coś tam w mózgu koduje.

Pierwsze większe święto – chrzciny. Wśród znajomych co chwila pojawia się ten temat, wiadomo, dzieci przybywa.
– Wiesz poprosili mnie na chrzestną, nie wiem ile dać, myślisz, że 1000 zł wystarczy?
W łeb się puknij najpierw.
– No dobra, dam 500, ale co jak chrzestny da więcej, wyjdę na sknerę!
I nakręcamy tą karuzelę, powoli aczkolwiek skutecznie. Po chrzcinach przychodzi szereg innych okazji, roczek, Mikołajki, Boże Narodzenie, Dzień Dziecka, Imieniny, ABoDawnoNieByłamToPrezentKupiłam. I dziecko się uczy, że czy okazja jest czy jej nie ma gość musi zawsze coś przynieść ze sobą.

A wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedyś kupiłam mojemu chrześniakowi, wtedy 3- albo 4-letniemu kurtkę na urodziny.
– Łee kurtka, po co mi kurtka, ja chcę auto!
No ok, mały był, mógł nie rozumieć. Jakoś mu wytłumaczyłam wtedy, że przecież zaczął chodzić do przedszkola i będzie codziennie tą kurtkę ubierał, że jest mu bardziej potrzebna niż pięćsetne autko i że wygląda w niej super. Przełknął, nawet przymierzył. Podejrzewam, że teraz by nie przeszło.

Po latach mniejszych lub większych okazji, przychodzi kolejna duża rodzinna impreza – komunia. Znów rodzi się pytanie – ile, a może co? W naszym przypadku zawsze wybierzemy “CO”. Chociaż wiem, bo dzieci emocji raczej nie potrafią ukrywać, że wolały by dostać “ILE”. Biega potem toto po szkole i chwali się przed kolegami:
– A ja zebrałem 5 tysięcy i kupię sobie sartfona!
– Pff, a ja zebrałem 8, cienias jesteś!
– Ja zebrałem 3, ale dostałem też quada, i co, i co!

Boli mnie to. Naprawdę boli mnie to, bo ze świecą szukać dziecka, które zna wartość pieniądza. Jak tej przysłowiowej igły można szukać dziecka, które doceni prezent. Jakąś książkę, łańcuszek, coś co będzie dla niego typową pamiątką. Wiadomo, nie można od dziecka wymagać, aby myślało o tym co teraz otrzymuje w perspektywie czasu, ale można wychowywać i uczyć. A nie tylko chować i dawać, uczyć tylko brania i nie mieć oczekiwań. Coraz częściej można spotkać się z tym, że dzieci cenią pieniądz ponad wszystko. Ponad szacunek, ponad rodzinę, ich pomoc przestaje być bezinteresowna. Posprzątać własny pokój, jasne, tylko ile matko zapłacisz? Lekcje odrobić? Jasne, za ile? Za chwilę? Żartujesz. Dasz dwie dychy to ci te śmieci wyniosę, ale za darmo umarło.

Wiecie co, ja się wypisuje. Mnie to nie pasuje.

Written by Marta S.

  • Coś w tym jest. Niestety potrzeby dzieci kreują ich rodzice, jeśli ktoś pyta mnie, co kupic Tosi na urodziny wybieram coś w granicach 30-50 zł, jeśli ktoś uzna, że chce dać więcej niech kupi coś od siebie, ale jeśli da tylko tę zabawkę/ubranie nie obrażę się i nie uznam, że jest sknerą. A płacić za domowe obowiązki sobie nie wyobrażam.
    Komunie dopiero przed nami… 😉

  • Zwykła Matka

    To jest straszne……nawet jesli odwalimy tę cieżka robote i wychowamy dziecko tak by nie wołało co chwila nowej zabawki, by roumiało, że pieniądze nie spadają z nieba to najtrudniej jest wytłumaczyć dlaczego inni mają, dlaczego się śmieją z tych co nie mają……ach…życie jest podłe!

    • Kawał ciężkiej roboty i tej kwestii przed nami :) Ale nikt nie mówił, że wychowanie będzie łatwe.

  • Mi z powodu “kosztów utrzymania” trzy razy odmówiono bycia chrzestną dla Pierworodnego… Wtedy straciłam wiarę w bezinteresowność ludzi i to potwierdziło moje przekonanie, że teraz pieniądz rządzi światem…
    A jeśli moje dzieci okażą się materialistami to będzie moja przegrana w procesie wychowawczym…

    • Wow, “koszty utrzymania” dobre. A przecież chrzestni to nie jest żadna kasa zapomogowa. Chrzestni mają pomóc kiedy naprawdę potrzeba, a nie dla finansowania czy spełniania zachcianek.

      • Te arguemnty do nich nie trafiały… “Bo już mam chrześniaka i nie wiem czy dam radę finansowo. A co jak będą miały wesela w jednym czasie? Sama rozumiesz…”. Cóż, nie rozumiem do dziś dnia…

  • Joanna Długozima

    Moje panny póki co nie wymagają i cieszą byle błahostką. Ale świat je
    zepsuje kiedyś, bo niestety dzisiaj światem rządzi kasa. Rządzi też kult
    ciała. Dziwny jest ten świat..

  • Joanna Asia

    Moje panny póki co nie wymagają i cieszą byle błahostką. Ale świat je
    zepsuje kiedyś, bo niestety dzisiaj światem rządzi kasa. Rządzi też kult
    ciała. Dziwny jest ten świat..

  • Kasia Harężlak

    Niestety to rodzice nakręcają się strasznie, szczególnie w przypadku takich uroczystości jak komunia – a dzieci obserwują i nie ma co się dziwić, że naśladują…

  • My jesteśmy po komunii :) dla Julki liczyło się to, że może iść w tej białej sukience do komunii św. że wreszcie będziemy mogli spotkać się z rodziną. Wszyscy razem.
    Oczywiście goście sami zadawali pytanie co? ile? i wiesz nawet mojej siostrze (chrzestna) było mi głupio powiedzieć – Julka chce rower, twierdzę że dla jednej osoby to jest za duży wydatek. Dlatego wszystkim mówiłam, że Julia zbiera na rower.

  • niestety tak jest. Mocno to się zmieniło. Pamiętam moment, w którym zaczęlam rozumieć wartość pieniądza i zaczęłam go szanować. Po latach okazalo się, że mój mąż też byl takim dzieckiem.
    Okazało się, że wtedy to było takie proste, każde z nas zbierało te pieniądze na coś, skrupulatnie z kieszonkowego (tych max 50 zł na miesiac), z prezentów od kogoś, z reszty jaka została po wycieczce, albo po znalezieniu w domu 50 gr i tym blagalnym spojrzeniu w kierunku mamy – mogę wziąć???
    Ogromnym szokiem była dla mnie siostra mojego meżą (obecnie 19 latka), która jest przykladem dziecka, kompletnie nie szanującym i znającym wartości pieniądza. Dla niej jest oczywiste, że rodzice muszą z nią jechać do sklepu i kupieć 5 bluzek, bo w czym ona bedzie chodzić, a szafa pęka w szwach. Ona chce mieć nowe meble do pokoju, chociaż wyprowadza się za 2 tygodnie. A najlepiej to by było, gdyby kupili jej samochód w końcu już ma prawko, no w ostateczności, niech ten w domu będzie zatankowany a ona niech go ma do pełnej dyspozycji. Szok. Dwojka starszego rodzeństwa, ktore na wszystko sobie zbierali, sami zarobili na swoje pierwsze samochody itd. a tu taka różnica…
    Kiedy to wszystko zaczęło się tak zmieniać…

    • I to wszystko w ramach jednej rodziny, z jednych rodziców. Pewnie jest jedyną dziewczyną w towarzystwie, wymarzoną, wyczekaną i rodzice dosłownie zwariowali na jej punkcie.

      • No własnie nie. To druga corka z rodzeństwa i wychowywana tak samo jak pozostałe. Mysle, że tu jednak duzy wpływ miało to, ze jest mlodsza od rodzenstwa, wiec w pewnym momencie zostala sama z rodzicami (jak jedynaczka), no i towarzystwo i zmieniające się świat też mialy pewnie swój wplyw na to wszystko…

  • Moich dzieciaków jeszcze nie poraził ten dziwny “trend”. Choć nie łatwo ich przed tym chronić, bo na przykład moja Babcia uważa, że najcenniejsze co może prawnukom ofiarowac to kasa i ciągle do nich mówi: Babcia cię kocha (to akurat ok), no to choć dam ci pieniążka. Moje tłumaczenia nie docierają do Babci, która ma juz swoje lata. Jedyne co mi pozostaje, to próbować obracać to w żart i tłumaczyć Młodym (Babci przy okazji), że ważniejsze od pieniędzy jest to, że jesteśmy razem.

    • Babcia ma już swoje lata i swoje racje, nie przegadasz :) Ale na dzieciaki masz wpływ i to właśnie jest najfajniejsze :)

  • Marta K

    Trafiłaś w samo sedno! Mnie przeraża to, że obecnie niektórzy rodzice robią na komunię własnych dzieci takie cyrki, że masakra. Podwożenie limuzyna pod kościół, na prezent dają konia, uroczystość na 100 osób…. dokąd to zmierza??? Mnie to przeraża!

    • Nie mam pojęcia. Rozumiem, że każdy z dziecka dumny, że chce dziecku sprawić radość, ale są dużo lepsze sposoby.