Dlaczego tak mnie wkurzają pewne zdania, sformułowania czy zwroty. Bezdzietni zrozumieją to dopiero wtedy, gdy założą rodziny, będą za kogoś odpowiedzialni i zrozumieją co znaczy bezwarunkowa miłość. No, może nie wszyscy, ale większość jednak tak.

“Przecież jest babcia”

Najbardziej denerwujące zdanie ever! No co z tego, że jest? To nie znaczy, że ma spędzać cały swój wolny czas na opiece i wychowywaniu MOJEGO dziecka. Oczywiście inna jest sytuacja, kiedy babcia chce pomóc, ma możliwości i zajmuje się dzieckiem zgodnie z naszymi oczekiwaniami. A ponadto sytuacja zmusza nas do tego typu pomocy. Co innego kiedy jednak radzimy sobie sami. Kiedy dowiedziałam się, że zostanę mamą wiedziałam, że swoje dziecko chcę wychować sama, po mojemu. Rodziną jesteśmy we troje, Ru, Małżon i ja. Więc organizujemy się tak, aby wszystkim było dobrze i wygodnie. On zawozi ją do przedszkola, na godzinę, która dla niej jest optymalna, ja odbieram wracając z pracy. I nóż w kieszeni mi się otwiera, kiedy słyszę “a to babcia nie może zaprowadzić/odebrać?”. Nosz kurna, nie, nie może, a nawet jakby mogła to, przepraszam bardzo, czyje to dziecko jest tak właściwie? Albo, gdy zachoruje nam kruszyna i zostać w domu z nią trzeba, do lekarza pójść. Nie, babcia nie pójdzie, babcia się nachodziła ze swoimi dziećmi, wystarczy.

“Już wychodzicie? Dopiero 23.00!” (bezdzietni się rozkręcają)

No tak, dla nas jest to zazwyczaj już 23.00. Owszem, impreza fajna, zabawa przednia, chętnie byśmy zostali, ale:
a) jesteśmy na nogach często od wczesnych godzin porannych, tj. 6.00 (lub wcześniej, znam takie osoby),
b) babcia, która zgodziła się zostać z dzieciakami też ma prawo odpocząć po tygodniu pracy.
Na całonocną imprezę też raczej ciężko nas wyciągnąć, bo zwyczajnie nie mamy na to siły. Może jesteśmy już zdziadziali, stetryczali, ale nic na to nie poradzimy. Lubimy spędzić wieczór w domowym zaciszu, z lampką wina, pod kocem, oglądając dobry film. A rano nie ma zmiłuj, stęskniona dziecina powita nas radosnym “mammiii już” wskazując na okno i roletę, zza której nieśmiało wpadają do domu promienie słońca. A po kilku minutach przytulania w ciepłym łóżku, usłyszymy zdania numer 2 i 3, czyli “mamii am” i “mami sisi”. Także pozamiatane, trzeba wstać i nie ma, że boli.

“Na wakacjach sobie odpoczniecie”

Oczywiście! Każdy rodzic wie, że jadąc na wakacje z dzieckiem nie ma opcji całodziennego leżenia plackiem na plaży. Trzeba za to zrobić szybki przeszczep oczu i umiejscowić je w miejscach, w których nie są potrzebne w domu. Bezdzietni (a my jeszcze pamiętamy te czasy) na wakacjach siedzą przy hotelowym barze sącząc egzotyczne drinki, zażywają relaksujących kąpieli w jacuzzi, korzystają z masaży i zwiedzają wtedy kiedy im się chce i tak długo jak mają ochotę. Sytuacja z dziećmi wygląda zgoła odmiennie. I fakt, można zostawić młode babci, ale tu odsyłam was do zdania pierwszego.

“Serio śpisz z dzieckiem?”

No śpię, i co w związku z tym? Fakt, że jeszcze w czasach kiedy byliśmy bezdzietni nie dopuszczałam do siebie myśli o wspólnym spaniu, ale życie zweryfikowało. Na początku młoda spała z nami w jednym pokoju, teraz śpi ze mną w łóżku. A ja nie mam serca jej odmówić. Gdybym nadal była z nią w domu na pewno sytuacja wyglądałaby inaczej, ale w obecnym systemie mamy dla siebie mało czasu, więc nadrabiamy bliskość wspólnym spaniem. O dziwo każda z nas jest wyspana, tatuś też. Więc skoro każdy zadowolony, to po co to zmieniać?
*Są też rodzice, którzy nie wyobrażają sobie spania z dzieckiem, to domena nie tylko bezdzietnych.

“Czemu ona tak biega cały czas / Zabroń jej tego i tamtego i wszystkiego”

A w zęby chcesz? No, to cicho. Dziecko to dziecko, i ma taką opcję wgraną żeby być w ruchu, byłoby dobrze, aby ta opcja została na zawsze, bo wiadomo jak to z ruchem i dorosłymi jest. Dziecko poznaje świat, chłonie go jak gąbka. To zupełnie naturalne. Więc jeśli przeszkadza ci, że moje dziecko chce poznać to co je otacza, to zmień znajomych. Nie będę płakać. Nie będę też zabraniać jej rzeczy, które są dla niej bezpieczne i wpływają na rozwój. Bo czy naprawdę zaglądanie pod dywan to oznaka bycia niegrzecznym? Chyba bardziej zainteresowania co tam jest pod nim. Chyba, że właściciel dywanu się wstydzi, bo ostatni raz pod nim sprzątał 5 lat temu i dziecko możne znaleźć coś dziwnego.

“Dałabym jej/mu w tyłek”

To zdanie gotuje zdecydowanie najbardziej. Szefowi daj w tyłek jak nie chce się ci dać podwyżki, przecież zasłużył. Kierowcy w autobusie też strzel, bo spóźnił się 5 minut, a ty marzniesz na przystanku, bez wiaty, na mrozie. I kurierowi też, bo przyjechał akurat wtedy, kiedy ty na chwilę wyskoczyłaś do osiedlaka. Oni wszyscy nie spełnili twoich oczekiwań, dziecko nie spełniło, więc po równo lej. A jeśli faktycznie młode zachowuje się źle (lub ma bunt) to naprawdę wydaje ci się, że biciem (klapsem – zwał jak zwał) cudownie zrozumie co robi nie tak? Przypominając sobie swoje szczeniackie lata mogę stwierdzić, że nie. Dalej robiłam swoje, ale lepiej się ukrywałam. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że sporo rzeczy zrozumiałam sama i późno.

Dobrze mówię? A jakie zdania wypowiadane przez osoby, które jeszcze dzieci nie posiadają wkurzają was najbardziej? Chętnie poczytam.

************************************************************************************************************
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad i udostępnisz go dalej.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta S.

  • Świetnie to opisałaś. W pełni się z Tobą zgadzam. A co do babć to jak mają się nawet zająć wnukami skoro wiek emerytalny coraz to dalej i babcie muszą pracować.

  • O ile babcia obecnie syna ze szkoly odbiera bo mieszka praktycznie po sąsiedzku, o tyle z przedszkola zawsze ja go odbieralam. Ale mnie najbardziej wkurza “a to babcie nie zabierają go na weekend?”. A ja się pytam czy babcie nie potrzebują odpocząc po tygodniu pracy (jedna) i po tygodniu wybierania mlodego ze szkoly ( druga). Poza tym, kiedy mamy byc rodziną, skoro non stop dziecko byloby u ktorejs babci?

  • Przecież jest babcia??? No i co z tego??? Moja córka ma dwie babcie, z jedną nawet mieszka, ale……to nie jest babcia jaką miałam ja :( “Dałabym jej w tyłek”? – jakby to było roziwązanie! A ten tekst “Na wakacjach sobie odpoczniecie” – to powtarza mi teściowa przed każdym naszym wyjazdem i za każdym razem mam ochotę ją za to udusić gołymi rękami!!!!! Bo ona nigdy nigdzie nie jeździła z dzieckiem!!!! Co ona może wiedzieć o wakacjach z dzieckiem do cholery!

  • Mam to samo, też mnie te zdania doprowadzają do szewskiej pasji, ale co zrobić, można mieć nadzieję, że ktoś kiedy im też tak powie 😉

  • a ja myślę, że to nie chodzi o to, czy ktoś ma dzieci czy nie, tylko o empatie czysto ludzką, i nie ma to związku z tym czy ktos jest rodzicem czy nie.

    • O empatię z pewnością też, niektórzy jej nie mają wcale.
      I nie mówię, że dzieciaci są lepsi czy nie, bo nie o to chodzi, chodzi raczej o brak wyczucia i taktu. A to pojawić się może w każdej grupie niestety.

  • Niestety znam przypadki, które posiadając dzieci są święcie oburzone że jak to – to babcia się młodym nie zajmie? Do żłobka jak jest babcia? Do kina nie da się bo babcia zmęczona?

    • Przykład idzie z góry, być może podobnie było z nimi w dzieciństwie i to dla nich normalne? A może po prostu jeszcze nie czują odpowiedzialności i sami są dziećmi.

  • Kornelia Sierotowicz Wójcik

    SUPER POST i SUPER TEMAT!
    Mnie do niedawna denerwowały pytania koleżanek bezdzietnych lub mających dzieci, ale mieszkających z rodzicami w jednym domu w stylu: “A CZEMU NIE MOŻESZ WRÓCIĆ JUŻ DO PRACY, PRZECIEŻ NA PEWNO MASZ KOGOŚ KTO ODBIERZE CI DZIECKO Z PRZEDSZKOLA ALBO ZAJMIE SIĘ NIM NA CZAS CHOROBY!” Nie, nie mam takiej osoby!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Mieszkam z dzieckiem sama w domu, mąż wiecznie w trasie. Teściowie pracują, rodzice daleko. I powiedzcie kto ma niby zająć się moim dzieckiem z dnia na dzień gdy zachoruje? Mam płacić za przedszkole i dodatkowo wynająć nianię? hehheeh Ale zrozumieją to tylko Ci, którzy są w identycznej sytuacji jak moja. Na moje szczęście, do pracy udało mi się wrócić, ale jednak tylko na pół etatu-bo tylko to mogę pogodzić z chorobami dziecka i zaprowadzaniem go do przedszkola.

  • Ostatnio mi zarzucono że nie mogę powiedzieć “szlag mnie zaraz trafi” jak moje dziecko jest nieznośne, bo brzmi to jakbym nie chciał w tym momencie takiego dziecka. Cóż, ciężko dyskutować z takim argumentem ale trzeba jasno dać do zrozumienia, że choć kocham swojego syna najbardziej na świecie (po żonie) to czasami mam ochotę wyjść z siebie i stanąć obok, tak mnie urwipołeć wyprowadza z równowagi.

  • Dziadkowie są od rozpieszczania, a rodzice od wychowania. I nie ma bata. Oni już swoje dzieci wychowali, a my wychowujemy teraz swoje. Chcą pomóc? Super. Ale bez przesady.

  • Marta Gałązka

    Mimo że bez dzieci, udaje mi się dogadać z “dzieciatymi” 😉

  • Ja na szczęście mam takich bezdzietnych znajomych, którzy doskonale rozumieją, że życie z dzieckiem ma pewne ograniczenia i żadnego z tych tekstów nie słyszałam :)

  • Zamiast stereotypować, może lepiej zweryfikować grono znajomych… P.S. Nie mamy dzieci i w najbliższym czasie nie planujemy, ale nie zmienia to faktu, że większość moich znajomych posiada dzieci, ale jakoś nie stanowi to dla nas przeszkody do utrzymywania pozytywnych relacji. Wręcz przeciwnie. My staramy się dopasować do nich, a oni do nas. I jest po prostu fajnie. Także da się 😉

    • Oczywiście, że się da, bo i my takich przyjaciół mamy :) Post należy traktować lekko z przymrużeniem oka, inaczej całość traci sens. Przy czym “przyjaciele” to nie to samo co “znajomi”, Ci drudzy to raczej osoby, które znam i czasem zdarza nam się gdzieś spotkać.

  • wychowywanie dziecka to przede wszystkim dawanie, poświęcanie, rezygnowanie, dostosowywanie się… a to problem dla wielu osób w dzisiejszych czasach. po pojawieniu się dziecka życie zmienia się w sposób trudny do wyobrażenia dla osób, których życie obraca się wokół własnych potrzeb…

    • Tu masz rację, zmiana jest diametralna. Jeszcze kilka lat wstecz sama byłam po tej drugiej stronie i sama takie głupoty wygadywałam, teraz mam porównanie.

  • Autorka Hityikity

    Oj tak, zgadzam się że wszystkim, nawet ostatnio o tym z mężem rozmawiałam. U nas ostatnio taka sytuacja- coreczka miała jakieś gorsze dni, marudzila, płakała, wieczorem koszmar przy usypianiu a ja przeziebiona do tego a koledzy wyciągają mojego na piwo. Odmówił właśnie z tych powodów, żeby zająć się dziećmi a koledzy strasznie zdziwieni ,,to twoja zona nie może? Przecież i tak SIEDZI w domu,,

  • Weronika Kot

    No cóż tak to jest jak się decyduje na męża i dzieci.Mogłaś zostać singielką.