Drugie urodziny nie są aż tak hucznie obchodzone jak pierwsze. Nie ma eleganckiego obiadu w restauracji, nie ma oficjalnych zaproszeń. W zamyśle nas, rodziców, był tort i kawa dla tych, którzy będą chcieli odwiedzić małą, ale stało się inaczej…

Inaczej, bo gdy okazało się, że urodziny wypadają w sobotę to wiedzieliśmy już, że dzień będzie pełen gości. Wiedzieliśmy, że sam tort i kawa nie wystarczą. Wiedziałam też, że nie będę bawić się w szykowanie obiadu z pięciu dań i dwóch deserów. Chciałam czegoś innego. Chciałam, żeby Rozalia spędziła urodziny nie tylko w rodzinnym gronie, ale by miała też trochę zabawy z dzieciakami. Z zaproszonych 10 dzieciaków dotarło troje. Mało, ale biorąc pod uwagę jakiego psikusa sprawiła nam pogoda było to optymalnie by nasz mały domek pomieścił towarzystwo. Dzieciaki świetnie się bawiły, podczas gdy rodzice próbowali dopić kawę między jednym a drugim rzutem oka na nie. Udało się upilnować towarzystwo i nikt nie ucierpiał. Dziękuję wam kochani, że wpadliście!

Po tym zabrałam się za dekorowanie tarasu, girlandy, lampiony i kolorowa zastawa. W końcu wyszło trochę słońca i istniała realna szansa, że uda mi się zrobić imprezę dla 14 osób na tarasie. Rozstawiłam stół, jednorazowe talerzyki i sztućce, postawiłam krzesła i czekając na gości czyniłam ostatnie przygotowania. Na szczęście roboty nie było zbyt wiele, bo część zadań zdelegowałam na nasze mamy. W menu były więc takie pozycje:
– piersi z kurczaka w szynce parmeńskiej
– marynowany karczek z grilla
– boczek na patyku
– kiełbasa
– ser pleśniowy
– pieczonki
– sos musztardowo-pomidorowy
– dip czosnkowy
– masło ziołowo-czosnkowe
– pieczywo
– babeczki czekoladowo-bananowe i cytrynowe
– szarlotka
– tort
dekoracje

Jeśli myślicie, że to mało to jesteście w błędzie. Jeszcze w poniedziałek pies dojadał to co zostało. Tym sposobem, tworząc takie menu udało się wszystko załatwić na zewnątrz. Aby urozmaicić ten, jakby nie patrzeć rodzinny grill, wpadłam na pomysł tematycznych dekoracji. Rozalia jest obecnie na etapie fascynacji Lilo i Stitchem, więc nie zastanawiałam się długo i w congee.pl zamówiłam potrzebne artefakty. Żałuję tylko, że nie zamówiłam więcej. Przydałoby się jeszcze kilka lampionów i może jakaś palma. Na szczęście dobrze wyliczyłam ilość gości płci żeńskiej i każda z nas miała swój własny wieniec kwiatów w stylu hawaii. Skoro jedzenia zostało, to goście raczej głodni nie wyszli. Urodzinowy dzień skończył się około 21.
Rozalia

Nie mogło zabraknąć też prezentów. Zawczasu poprosiłam gości, żeby nie kupować rzeczy zbędnych czy mało interesujących. Tym sposobem Rozalka dostała kilka zabawek oraz wiecznie potrzebne ubrania. Muszę przyznać, że wszystkie prezenty to był strzał w dziesiątkę. Są w obrocie od soboty.

Kołyska musi stać w sypialni, bo tam jest miejsce spania, wózek tez jeśli lalka akurat śpi. Wczoraj mąż by się o niego zabił w ciemności. Zapomniałam uprzedzić, ups! No, ale urodziny i po urodzinach. Następne dopiero za rok, ale po drodze wiele rodzinnych imprez, więc nudzić się nie będziemy na pewno.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.