Samochodem jeździmy dużo. Na krótkie trasy każdego dnia, do przedszkola, z przedszkola, na zakupy czy do babci. Takie trasy do 10 km robię kilka razy dziennie. W weekendy jeździmy dalej, do drugiej babci – ponad 100 km, na całodniowe wycieczki, a w sierpniu wybieramy się nad morze. Wszystko super, dzieci zadowolone, ale co zrobić by taką podróż przetrwać? Nie każde dziecko zaśnie jak tylko uruchomimy silnik. Moje są z gatunku tych, co w aucie nie śpią.

W zeszłym roku nad morze jechaliśmy nocą, Rozalka spała w sumie około dwóch godzin. Florka w tym temacie poszła w ślady siostry. Pamiętacie jak niedawno bałam się jak uda nam się dojechać do babci na wieś? Spod naszego domu pod dom babci jest równo 108 km. Florka przespała ledwo 25… Podobnie było, gdy wracałyśmy. Teraz już rozumiecie skąd brały się moje obawy? Trasa do babci jest taka, że nie zatrzymam się w dowolnym momencie. Jadę przez wioski, z małą ilością miejsc, w których można wyprzedzić jadący przed nami pojazd (a w okresie wakacji mamy traktorów i kombajnów zatrzęsienie), prawie nie ma pobocza, a o miejscach takich jak McDonald’s – z dużym parkingiem, można zapomnieć. Po drodze jest jedna stacja benzynowa, na której mogę się spokojnie zatrzymać i wypuścić Rozalę na rozprostowanie nóg. Tylko dlatego, że do drogi jest kilkadziesiąt metrów i są tam huśtawki. Są też zajazdy, ale zgadnijcie jakie jest prawdopodobieństwo, że akurat znajdę się koło takiego miejsca w kryzysowej sytuacji? Radzę więc sobie inaczej. Postawiłam na akcesoria i zabawki, które pomagają przetrwać podróż, są bezpieczne i pozwalają mi spokojnie jechać do celu.

Akcesoria samochodowe ułatwiające podróż

Akcesoria pójdą na pierwszy ogień, bo są ważniejsze. Zwłaszcza jeśli trafi się wam samochodowy śpioch – wtedy macie bajkę nie podróż. Ale takich przypadków nie biorę pod uwagę, bo nie znam. Jeśli więc chodzi o akcesoria ułatwiające podróż i pozwalające zachować spokój nam, rodzicom to mam kilka takich rzeczy.

Po pierwsze i najważniejsze – lusterko do obserwacji dziecka. Kiedyś miałam takie okrągłe BeSafe, ale było małe i niewiele w nim było widać. Choć wiem, że wiele mam chwali sobie te lusterka. Do tego część, która miała odbijać dziecko co chwila wypadała mi z ramki, a lusterko nie miało możliwości stabilnego ustawienia w samochodzie. Dlatego całkiem niedawno zaczęłam poszukiwania takiego lusterka, które spełni moje wymagania. Obejrzałam cały internet, rozważałam kupno lusterek, które grają, śpiewają, świecą i generalnie zabawią dziecko. Później doszłam do wniosku, że przecież lusterko ma być dla mnie, dla mojej wygody. I postawiłam na duże, regulowane lusterko od BabySafe. Teraz to mam komfort, prawie jak panoramiczny obraz. Kiedy będziemy jechać nad morze będę dokładnie widziała obie dziewczyny. Dlaczego? Dlatego, że obie jadą tyłem.

Po drugie – poduszka do spania, czyli Sandini SleepFix. Na razie ma ją tylko Rozalka, Florce jeszcze nie jest potrzebna. Poduszka stabilizuje głowę dziecka, nie dopuszcza do jej opadania. Montuje się ją do zagłówka fotelika i zapina na rzep pod brodą dziecka. Bez obawy, dziecko się nie udusi, w razie ostrego hamowania rzepy po prostu się rozepną. Tą poduszkę z czystym sercem wam polecam. Nie wiem czy wynaleziono coś lepszego niż ona.

Po trzecie organizer na fotel samochodowy. To jeszcze nic idealnego nie znalazłam, przerobiłam kilka. Każdy rozwalał się jednakowo szybko. Przy czym moja córka raz lubi Barbie, raz Kucyki Pony, a organizer kosztuje śmieszne pieniądze, więc nie narzekam zmieniając je co jakiś czas. Organizer jest u nas po to, by młoda miała pod ręką chusteczki higieniczne, ewentualnie jakąś małą maskotkę, żeby miała gdzie wsadzić skarpetki jak już je zdejmie. Dzięki temu nie szukam później po całym aucie drobnych rzeczy.

Zabawki bezpieczne podczas podróży

I tu dochodzimy do zabawek. Jakie się sprawdzają, umilają podróż i jakie są bezpieczne. Tu mogę wam na wstępie powiedzieć, że stawiam na zabawki miękkie i lekkie, choć dwa lata temu nie byłam taka mądra. Teraz nie pozwalam Rozalce brać lalek bobasów (tak jak wtedy, a głupia ja!), chyba, że podróżują w bagażniku. Za to pozwalam jej zabrać ulubione maskotki czy misie. I tu do wyboru ma pluszaki z Ikei, są fajne, bo także Florka może się nimi bawić. Nie mają żadnych elementów, które mogą odpaść i którymi można się zadławić. No i zasadniczo zaczynają się tu schody, bo 5-lenie dziecko jest już niby mądre i bardzo dużo rozumie, ale same maskotki są zdecydowanie zbyt nudne na dłuższe podróże. Więc pozwalam jej zabrać jakąś niewielką książkę, a na mp3 mamy nagrane piosenki, które lubimy wszyscy. Sprawa jest łatwiejsza z bezpiecznymi zabawkami dla Florci. Rynek zabawek dla najmłodszych obfituje w bezpieczne zabawki. Dlatego na pałąku fotelika powiesiłam pluszową sprężynę z zawieszkami (chyba Canpol Babies, ale ręki sobie nie dam uciąć). Do tego ptaszek pozytywka z Pepco. Taki zestaw jeździ z nami na co dzień. Na dłuższe wyjazdy to nie starcza. Więc dorzucam wtedy książeczkę Parenti. Jest cała z materiału i rozwija wzrok dziecka, pisałam o niej w TYM wpisie. Oczywiście zawsze jeździ z nami ulubiony króliczko-szmatek, którego Flo dostała od mojej siostry i  którym zawsze zasypia. A ostatnio jeszcze dwa koty, grzechotki z Ikea. Są miękkie, lekkie i bezpieczne w czasie jazdy.

podróże

To nie jest bezpieczne!!

Są takie rzeczy, które dajemy dzieciom nieświadomi tego, jakie zagrożenie mogą stwarzać. Odmawiamy więc dzieciakom zabawy kredkami, pisakami. Odmawiamy Barbie, Lego i innych zabawek mających małe elementy, którymi dziecko może się zadławić. Unikamy butelek z napojami i jedzenia podczas jazdy. (Choć muszę się wam przyznać, że kiedyś pozwalałam Rozalce na picie w dalszych trasach. Jednak człowiek mądrzeje całe życie i biję się w pierś mą mleczną za to, że kiedyś pozwalałam.) Odmawiamy też tabletów i telefonów, no chyba, że mamy na nie specjalny uchwyt. Drewnianych klocków też nie polecam na podróż.





Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.