Odpowiedź na pytanie postawione w tytule tego wpisu dla mnie jest prosta, ale nie dla każdego musi taka być. Są tacy rodzice, którzy z dzieciakami podróżują od małego, więc nawet gdy zdarzy się samotny wyjazd jest on bezproblemowy. Są też tacy rodzice, którzy jeżdżą mniej lub zawsze wspólnie i wtedy taki wyjazd może być powodem do stresu. Dziś, po samotnej podróży z małą do dziadków mogę podzielić się swoimi wnioskami z tej wycieczki.

Samotna podróż z dzieckiem – przygotowania

Do każdego wyjazdu z dzieckiem trzeba się przygotować, nieważne czy to weekendowy wypad czy dwutygodniowe wakacje. Łatwiej jest kiedy podczas podróży masz z kim dzielić obowiązki, np. tata prowadzi samochód, ty zabawiasz malucha. Jeśli jedziemy z dzieckiem same – zaczynają się schody. Mamy w zasadzie dwa wyjścia. Jedno to jechać w porze drzemki, co w naszym przypadku oznacza jechać nocą, lub iść na żywioł i jechać wtedy kiedy maluch ma najlepszy humor. Ja wybrałam tą drugą opcję. Zdając sobie sprawę, że wyjedziemy po śniadaniu wiedziałam, że muszę przygotować tak zwane zaplecze, czyli kilka rzeczy, które umilą podróż małej. Nie mogłam zrobić z tylnej kanapy składowiska zabawek i gadżetów, więc już kilka dni wcześniej prosiłam córkę by zastanowiła się co bardzo chce mieć przy sobie. Tym sposobem zaangażowałam ją w wyjazd.

Co znalazło się pod ręką dziecka?

  • woda w małej butelce – na wszelki wypadek, starajcie się jednak nie podawać dziecku jedzenia i picia w trakcie jazdy, lepiej zrobić dłuższy postój na te sprawy; u nas jednak mała woda była z nakazem, by córka uprzedzała mnie, że chce się napić, wtedy zwalniałam na tyle na ile się dało.
  • chusteczki higieniczne – każdemu zdarza się kichnąć, prawa? Dlatego w swoim organizerze Rozalka miała paczkę chusteczek.
  • kocyk i poduszka- wystarczyło, że wyciągnęła rękę i już mogła okryć się milutkim kocem, mogła też na własnych kolanach zrobić  z poduszki i koca łóżko dla lali
  • ulubiona lala – cała miękka, najlepsze na podróż są te szmaciane, bez twardych elementów
  • książeczka – aby pooglądać lub poczytać lali bajkę do snu

Z takim ekwipunkiem na tylnej kanapie ruszyłyśmy w podróż do babci. Niby nie daleko, bo co to jest 120 km, w zasadzie to tyle co nic. Ale nie w momencie kiedy jedziemy przez wsie i nie mamy okazji do tego, by bezpiecznie i spokojnie się zatrzymać na jakimś parkingu, czy MOPie. I mimo, że te 120 km to naprawdę mało przyszedł moment, w którym trzeba było zrobić przerwę, na szczęście wiedziałam gdzie znajduje się stacja, na której możemy zrobić postój, bo jest tam bezpiecznie, do ruchliwej szosy jest kawałek, a młoda się rozrusza i zabawi.

20160824_112416

Nastawienie robi wszystko

Bez dwóch zdań, kiedy mamy stres i boimy się podróży, wmawiamy sobie wręcz, że to będzie orka na ugorze, że dziecko stale będzie coś od nas chcieć, że na pewno podróż zajmie dwa razy więcej czasu niż to planowane to pewnie tak będzie. Ale jeśli nasze podejście jest zupełnie inne – nie powinno być źle. Przy czym pamiętajcie, żeby poza sobą odpowiednio nastawić również malucha. Moja trzylatka ogarnęła temat bez problemu. Kiedy zapinałam ją w foteliku, po raz ostatni zadałam pytanie:
“Jesteś pewna, że masz tu wszystko co ci potrzebne? Ja będę prowadzić samochód, więc nie będę w stanie nic ci podać podczas jazdy.”
Z młodszym dzieckiem może nie być tak łatwo, ale te młodsze raczej sypiają w dzień i jeśli zasną to już połowa sukcesu, druga – jeśli prześpią całą podróż. Ale wracając do swoich doświadczeń: musiałam jasno zakomunikować córce jak sprawa wygląda, żeby nie było po drodze niespodzianek. I wiecie co? Udało się! Kiedy dziecko zaczyna się nudzić w aucie i wiesz, że do najbliższego sensownego miejsca na postój ma te 10 km  bez problemu znajdziesz sposób, by w samochodzie nie rozległ się dziki wrzask. Ja użyłam podstępu i powiedziałam, że jak przeczyta lali jedną bajkę to akurat dojedziemy.

20160824_112437

 Będziemy to robić częściej!

Okazało się, że samotna podróż z dzieckiem wcale nie jest taka straszna jak sądzą niektórzy. Do tej pory trochę się bałam, dlatego weekendy spędzałyśmy głównie w domu. Praca Małżona bywa taka, że ciężko zaplanować coś z dużym wyprzedzeniem, ale dzięki temu, że zdecydowałyśmy się wyjechać same już wiem, że nie jest to nic strasznego ani złego. Spędziłyśmy świetne 5 dni na wsi i teraz jeśli będziemy chciały pojechać – to po prostu to zrobimy. Zwłaszcza, że w drodze powrotnej mała wiedziała już, że musi się sama sobą zająć i udało się dojechać do domu bez postoju.

.

.

.

************************************************************************************************************
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad
i udostępnisz go dalej.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta S.

  • Brawo Wy! :) My dużo jeździmy, ale raczej zawsze całą rodziną. Kiedyś wracałam sama z synem od babci (ok. 100km), ale przespał całą drogę, więc nie ma o czym pisać 😉

  • Strach ma wielkie oczy, a tak jak napisałaś-najważniejsze jest nastawienie i rozmowa z dzieckiem przed drogą 😉

  • My na ogół w dłuższe podróże udajemy się całą rodziną, ale kiedy mąż przez dwa lata pracował za granicą często podróżowałam z dwójką dzieci sama. Da się, choć nawet doskonałe przygotowanie może zawieść, kiedy dziecko akurat ma zły dzień… ;).