W ostatnich dniach na napisałam na facebook’u o tym, że Florka chodzi do fizjoterapeutki. I że być może kolejna wizyta będzie naszą ostatnią. No i co się okazało, że wiele z was nawet nie wiedziało, że my śmigamy na takie ćwiczenia. Choć w sumie się nie chwaliłam, bo i czym. Dlaczego na nie chodzimy? Czy ktoś nas kierował, a może same na to wpadłyśmy? Zaraz wam wszystko opowiem. Na samym początku powiem tylko, że podobno matka bardziej się trzęsie nad pierwszym dzieckiem. Ja w pewnych tematach bardziej trzęsę się nad drugim. Za dużo się chyba naczytałam przez te 5 lat o rozwoju dzieci. Ale do rzeczy.

Dlaczego poszłyśmy do fizjoterapeuty

W skrócie – bo matka panikuje. Zasadniczo to może i paniki by we mnie nie było, ale pediatra na jednej z wizyt zapytała mnie czy Flora “robi się sztywna podczas noszenia”. No ja oczywiście lekko zgłupiałam, powiedziałam, że nie zaobserwowałam nic takiego. Ale pani doktor już odpaliła lont. A ja zaczęłam się małej bardzo wnikliwie przyglądać, analizować to co robi, jak robi i czy w ogóle robi. Bardzo szybko wkręciłam sobie, że coś jest nie tak. Bo przecież:
– nie chce podnosić głowy leżąc na brzuchu
– częściej odwraca się w lewą stronę
– nie chce się przewracać na bok
– i tak dalej, i tak dalej…
Głupia ja?
Może i tak, ale męczyłam się tą obserwacją strasznie i postanowiłam wybrać się do fizjoterapeuty. Ktoś musiał mnie uspokoić. Albo potwierdzić moje obawy. Jednak gdzieś z tyłu głowy grała mi ta pierwsza opcja.

fizjoterapeuty

I co się okazało?

Że nie mam wielkich powodów do niepokoju. Florka miała lekką asymetrię, która tak naprawdę nie wymagała rehabilitacji. Jednak można było ją trochę porozciągać. Wizyt nie miałyśmy często, gabinet odwiedzałyśmy raz na 2-3 tygodnie. Pierwsza wizyta była 22 maja (3 miesiące temu). Każda wizyta to duży krok naprzód. W zeszłym tygodniu powiedziałam do naszej fizjoterapeutki, że po każdej kolejnej wizycie Florka robi coś zaskakującego. Po pierwszej zaczęła trzymać głowę, po drugiej opierać się na wyprostowanych rękach, po trzeciej przekręcać się na brzuch przez lewą rękę, a po kolejnej przez prawą i wracać na plecy. Pani profesor powiedziała, że to bardzo szybko, bo ma jeszcze czas. Ciekawe jak skomentuje fakt, że tydzień przed skończeniem szóstego miesiąca stanęła na czworaka?

fijoterapeuty

Czy warto by fizjoterapeuta obejrzał dziecko

Jeśli coś was niepokoi to warto. Możecie wybrać wizytę prywatną u naprawdę dobrego specjalisty, którego wybierzecie sami. A możecie poprosić pediatrę o skierowanie, ale tu droga jest chyba dłuższa. I nie chodzi mi nawet o terminy wizyt w ramach funduszu. Po prostu pediatra skieruje was najpierw do neurologa dziecięcego, który zdecyduje czy dziecku potrzebna jest rehabilitacja. W przypadku takim jak nasz na pewno nie dostałybyśmy skierowania na fizjoterapię w ramach NFZ. Nasza asymetria jest tak mała, że Florka by z niej po prostu wyrosła. Jednak spokój matki jest ważniejszy niż koszty. Inaczej sprawa wygląda, gdy asymetria widoczna jest na pierwszy rzut oka lub gdy pediatra stwierdzi napięcie mięśniowe na nieodpowiednim poziomie. Wtedy świeży rodzic może wpaść w panikę, że z dzieckiem dzieje się coś złego. Ale pamiętajcie, że nie ma potrzeby panikować w takiej sytuacji. Po prostu udajcie się do specjalisty. Jeśli ćwiczenia będą potrzebne, to lepiej by rozpocząć je wcześniej.

Jak wyglądają ćwiczenia

Na pierwszy rzut oka i doznania słuchowe możecie mieć wrażenie, że wasze dziecko strasznie cierpi. Nic bardziej mylnego. Dzieciaki płaczą podczas ćwiczeń głównie dlatego, że ktoś obcy robi z ich ciałem rzeczy, na które nie mają ochoty. Dla nas najgorsze były chyba drugie ćwiczenia, które Florka przepłakała w całości. A przepłakała je dlatego, że wypadły w porze drzemki. Kolejne spotkania umawiałam na 8.00 rano i wyspana Florka ćwiczyła z uśmiechem. Na zajęciach dziecko jest układane na brzuszku, turlane, masowane i rozciągane. Patrząc z boku można się dziwić tym ćwiczeniom, bo wyglądają zdecydowanie na proste do wykonania. Jednak bez fachowej wiedzy nie podjęłabym się robienia ich w domu. Nasza pani profesor co prawda powiedziała mi jak ćwiczyć w domu z Florką, jednak opierało się to głównie na odpowiednim układaniu jej na brzuchu, zmuszania do patrzenia w prawo przez układanie zabawek po prawej stronie czy turlania na boczki.

Teraz czekam niecierpliwie na kolejną wizytę, no i zobaczymy czy faktycznie będzie naszą ostatnią.

 





Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

 

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.