Siostrę mam, młodszą. Załatwiłam sobie po długich pertraktacjach z rodzicami. Najpierw postulowałam o brata, starszego, no ale nie pykło. W każdym razie oprócz mojej młodszej siostry (którą kocham) mam jeszcze taką jedną. Nieproszoną i znienawidzoną.

Nie lubię tej drugiej, zawsze wpada do mnie znienacka, zawsze bez zapowiedzi. Choć bywa i tak, że jakiś ruch powietrza, delikatny i ledwo zauważalny zwiastuje jej rychłe pojawienie się. Ta druga za nic ma moje plany, obowiązki czy chęci. Żeby chociaż zadzwoniła, zapytała czy mam ochotę ją gościć, ale to nie jest w jej stylu. Ona po prostu się pojawia. Staje w drzwiach, z szyderczym uśmiechem i zdaje się mówić “to teraz ci dowalę”. Przychodzi i wszystko psuje, dezorganizuje, nie pyta co ja na to. Ciężko z nią dojść do ładu, ciężko wypchnąć za drzwi. Potrafi małpa jedna spędzić u mnie długie godziny, odciągając mnie od wszystkiego. Potrafi rozwalić najlepiej zaplanowany dzień, zabawę czy po prostu czas rodzinny. A ja nie mogę zrobić zbyt wiele.

Migrena – moja druga młodsza siostra, nieproszona, a odczepić się nie chce!

pills-384846_640

Przyczepiła się do mnie gdy nieco ponad 5 lat miałam, i trwa przy moim boku do dziś. I mimo, że znam ją na wylot, mimo, że potrafię mniej więcej przewidzieć kiedy znów mnie odwiedzi, nadal nienawidzę jej tak samo jak 24 lata temu. A może i bardziej. Nigdy nie interesowało jej czy mam ważny egzamin, czy muszę do pracy iść, czy muszę dzieckiem się zająć. Samolubna krowa.

Wiele robię, by nie przychodziła zbyt często. Uregulowałam rytm dnia i nocy, pilnuje czasu snu, nie przemęczam się na siłę, nie pije czerwonych alkoholi, staram się ograniczać cytrusy i pleśniowe sery. Robię co w mojej mocy i na co mam wpływ. Ale nie wygram z nią nigdy, bo na dwie rzeczy wpływu nie mam. Czyli na zmiany hormonalne w czasie cyklu oraz na skoki ciśnienia, na pogodę. A ta jesienią sprzyja jej najbardziej. Staram się bronić, ale łatwo dostępne środki nie działają i muszę sięgnąć po broń konkretniejszą.

Migrena niestety jest bagatelizowana, często można usłyszeć, że “każdego czasem boli głowa”. Powiem więcej, nawet Małżon nie wie co to znaczy, i nie jest w stanie wyobrazić sobie tego jak ja odczuwam atak. Skurcze porodowe przy ataku migreny były dla mnie lekkim smyraniem, po prostu bolał mnie brzuch. Przy migrenie upadający na podłogę włos daje dźwięk walącego się budynku, światło chce wedrzeć się do wnętrza głowy i rozsadzić ją od środka wspierane przez pchające się na siłę nieproszone zapachy, żołądek bawi się w akrobatę, a w ustach panuje powódź. Przy dobrych wiatrach mam jako taki kontakt ze światem, przy złych nie mam zielonego pojęcia co dzieje się w ciągu tych kilku godzin.

Co gorsza, osobiście nie znam nikogo, kto cierpi na migreny i przechodzi je tak ciężko jak ja. Tak naprawdę, ile bym nie mówiła, to nikt z otoczenia nie zrozumie czym jest atak migreny. Na pracodawcach też przerobiłam. Ilość UŻ-ów jest niestety ograniczona i dużo, dużo mniejsza od ilości ataków w ciągu roku. Nie trafiłam na takiego co by zrozumiał z czym “to” się je. Chyba łatwiej się żyje, gdy na środku nosa urosną trzy brodawki.

Ktoś z was ma podobne doświadczenia w temacie? Oczywiście nie życzę nikomu, ale byłoby miło wiedzieć, że nie tylko mnie ta małpa życie uprzykrza.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.