Ciężki czas dla nas przyszedł, nas czyli ciężarnych. A już zwłaszcza tych, które termin porodu mają już, za kilka dni lub kilka tygodni. Nie będę okłamywać nikogo – boję się. Boje się, bo wiem, że czeka mnie kolejne cięcie, że najprawdopodobniej nie będę miała pomocy ze strony męża czy mamy. No przynajmniej w szpitalu, w tych pierwszych godzinach. Do tego czas, który planowałam poświęcić na spokojne przygotowania muszę zmodyfikować tak, by pouczyć się ze starszą córką i pobawić z młodszą. Boje się pojechać do laboratorium na badania, nie wychodzę ze strachu poza własne podwórko, śledzę jedynie twitty Ministerstwa Zdrowia. 

Postanowiłam jednak zebrać kilka pomysłów na to jak nie zwariować w tym czasie. W końcu nasze samopoczucie wpływa na nasze dziecko, a czy chcemy czy nie chcemy tym razem musimy się zastosować do nowych zasad. Mimo tego, iż zaliczyłam już jeden gorszy dzień w tym czasie to zebrałam się w sobie i mam plan na to, jak przetrwać względnie spokojnie ostatnie tygodnie.

ciąża a koronawirus

Ciąża a koronawirus

Nie mamy wyjścia, musimy pogodzić się z tym, że rodząc w ciągu najbliższego (co najmniej) miesiąca nie będzie z nami męża ani innej towarzyszącej osoby. Musimy nastawić się na to, że choćby nie wiem co nie damy rady nic zmienić i trzeba zmienić tryb myślenia. Być może nie uwierzycie, ale mnie w tej sytuacji trochę podbudował fakt, że jak moja mama rodziła mnie to taty także nie było na porodówce. A na oddział mógł wejść o określonych godzinach. Wydaje się to abstrakcją, ale jeszcze te 30 lat temu właśnie tak wyglądały porody. Na szczęście jestem takim typem osoby, który nie wpada w panikę i szuka racjonalnych rozwiązań i wyjaśnień. Tak jest i tym razem. 

Jak przetrwać w spokoju końcówkę ciąży?

Myślę, że powinnam tu dodać podział:
– nie mając jeszcze dzieci,

– mając jedno dziecko,
– mając dwoje lub więcej dzieci.
Zasadniczo nie mając jeszcze dziecka przygotowania są prostsze – robimy wszystko spokojnie, w swoim czasie. Jak poczujemy zmęczenie to książka w dłoń i relaks na kanapie. Schody zaczynają się kiedy w domu dzieciaki są. Musimy wtedy podzielić czas na obowiązki domowe, zabawę, naukę i przygotowania do porodu. Mnie brakuje doby, a plany legły w gruzach. W pierwszej chwili byłam załamana, po kilku głębszych oddechach doszłam do wniosku, że trzeba wziąć się w garść i przeorganizować. 

Planowanie

Jak widać plany planami, więc i ja zmieniłam swoje plany na kolejne 6-7 tygodni. Pierwotnie dziewczyny miały być w szkole i przedszkolu. Ja w czasie ich nieobecności miałam posprzątać szafę, szafki w kuchni, przygotować ubranka dla maleństwa, typowo. Kiedy wydano komunikat o zamknięciu placówek dość szybko zdałam sobie sprawę, że co jak co, ale na dwóch tygodniach to się nie skończy i trzeba zmienić plany. Teraz na pierwszym miejscu jest chronienie siebie i dzieci przed wirusem. Musiałyśmy stworzyć plan dnia, w którym znajdzie się czas na naukę, zabawę i przygotowania. Dlatego jeśli wirus pokrzyżował ci plany musisz wyjść temu na przeciw. Ustal działania priorytetowe – zrób ostatnie zakupy dla dziecka on-line, przygotuj wyprawkę. Porządki mogą poczekać (nie wierzę, że to piszę!), zrobisz je później (nie wiem jak zniosę widok wnętrza szafy dłużej). Najlepiej skup się na tym co teraz jest najważniejsze.

Działanie

Jest plan to można działać. Ale i tu musisz wrzucić na luz, przymknąć oko na swoje przyzwyczajenia i wybrać mniejsze zło. Stres spowodowany niezależną od nas zmianą planów nie służy ani dziecku ani mamie. W zasadzie to reszcie rodziny także nie służy, więc po co prowokować kłótnie. Zdaję sobie sprawę, że dla osób, dla których organizacja jest ważna i mają swoje nawyki to jest ciężki czas. Mam to na co dzień. Ale warto przez chwilę spokojnie zastanowić się nad kolejnym krokiem.

Wizyty lekarskie i badania

Ginekologia jest w tym momencie tak specyficzną dziedziną, że ciężko by nasz lekarz prowadzący odwołał wizytę. Jednak warto zadzwonić i zapytać czy wszystko jest według planu. Ja właśnie tak zrobiłam. Podobnie sprawa ma się z badaniami w laboratorium. Jeśli macie zleconą jedynie morfologię i boicie się pójść na to badanie, być może da się je przesunąć w czasie. Wszystkie wątpliwości jakie was nachodzą skonsultujcie telefonicznie z lekarzem prowadzącym, nikt tak dobrze jak on nie rozwieje waszych obaw.

Pobyt w szpitalu

Mój czas nadejdzie dopiero za 1,5 miesiąca. Nie nastawiam się, że do tego czasu wszystko wróci do normy. Ale staram się jak najlepiej przygotować na te dni. Wiem, że skoro czeka mnie cięcie muszę przed operacją przygotować wszystkie potrzebne rzeczy tak, by mieć do nich dostęp. W końcu nie zejdę z łóżka, żeby wygrzebać z walizki laktator. Dlatego między innymi on, a także dwie małe butelki wody mineralnej, chusteczki i książkę zamierzam umieścić na półce obok łóżka. Tak by sięgnąć ręką z pozycji leżącej.

ciąża a koronawirus

 

Wrzuć na luz

Na tyle na ile się da. Mnie pomogło wyłączenie kanałów informacyjnych w tv. Wyłączenie facebooka. A na Twitterze włączyłam jedynie powiadomienia od Ministerstwa i wiadomości mam podawane konkretnie. Nie dominują one moich myśli. Dzięki temu mogę z uśmiechem spędzać czas z dzieciakami, cieszyć się ich radością z zabaw. Kiedy mi się uda siadam z książką i patrzę jak wspólnie się bawią. Nie myślę wtedy o wirusie, ani o tym co będzie za miesiąc. Takie rzeczy pozwalają mi zachować równowagę i mieć czysty umysł. Nie zamartwiam się bez sensu, ani na zapas. A już tym bardziej nie przerzucam niepewności i stresu na dzieci.

#ZostajęWdomu

Nie jeżdżę do sklepów, nie chodzę na place zabaw. Wiem, mam to szczęście, że mam własne podwórko i mogę spędzić tam czas z dziećmi. Ale ograniczam wyjścia poza nie do minimum. Nie spotykam się z nikim, nie zapraszam znajomych. Z rodziną jesteśmy w kontakcie telefonicznym i internetowym. Damy radę, tylko włączmy umysł na pozytywne myślenie i stosujmy się do zaleceń.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta Sobczyk-Ziębińska

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz berneńskiego psa pasterskiego - Riko. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.