Chyba już każda z was zna tytułowy hasztag. Bo znacie, prawda? Jeśli nie znacie to proponuję szybko poznać. Zwłaszcza, że przed nami sezon letni, czyli wakacje, wyjazdy i chęć swobodnego przemieszczania się z maluchem. A swobodne przemieszczanie oznacza przemieszczanie bez ograniczeń.

Do ograniczeń w przemieszczaniu się z maluchem na pewno można zaliczyć wózek. Nie wszędzie wjedzie, a nawet jak wjedzie to się umęczysz babo jak koń pociągowy czy inny wół. A przecież nie o to chodzi, by wyjazd był udręką. Chodzi o to by samemu zobaczyć i dziecku pokazać jak najwięcej, przy jednoczesnym zachowaniu wygody obu stron. I tutaj pojawia się temat chust i nosideł miękkich. Bo przecież najwygodniej zawiązać dziecko na plecy i wędrować po świecie, pokazać ciekawe rzeczy, opowiadać o tym co widzimy.

Matka Córek wczesną wiosną rozpoczęła akcję “Nic mi nie wisi” (#nicminiewisi). Internety podłapały w kilka dni. Coraz więcej matek zyskało świadomość prawidłowego noszenia dzieci. W tym i ja. Nie nosiłam Róźki w chuście, nie miałam nosidła, ale przed majówką stanęłam przed problemem logistycznym – jak w górach ogarnąć się z samym wózkiem? Zaczęłam więc grzebać, czytać, oglądać, analizować. Po ponad tygodniu czytania artykułów na blogach, wypowiedzi ortopedów wiedziałam już czego nie kupować.bejbibjorn

baby_bjorn_helspaltwisiadło

Wisi to biedne dziecko, nogi dyndają, pas krokowy wbija się w tyłek, a kręgosłup oparcia żadnego nie ma. A ortopedzi trąbią, że dla dziecka najlepszą pozycją jest fizjologiczna pozycja “na żabkę”, z nóżkami rozłożonymi i zgiętymi w kolanach. W “wisiadłach”, które widzicie na tych trzech zdjęciach cały ciężar ciała dziecka utrzymuje się na tym wąskim pasku w kroczu – to nie może być wygodne. Wyobraźcie sobie, że wisicie tak pół dnia. Boli tyłek? Ale to nie wszystko. Dziecko noszone przodem nie jest w stanie ocenić czy przewidzieć ruchów rodzica. To tak jakby was ktoś zawiesił nad przepaścią na linie. Jest stres czy lina wytrzyma? Tak samo dziecko noszone przodem dopada stres. Nie widzi rodzica, nie jest w stanie obrócić głowy w taki sposób by go zobaczyć. Wreszcie, gdy przestraszy się nie ma jak znaleźć schronienia w ramionach rodzica. Niedojrzały układ nerwowy dziecka poddany jest w takiej pozycji zbyt dużej liczbie bodźców, a to najczęściej przekłada się na zły sen i nerwowość malucha. Nosząc dziecko w pozycji przodem do świata działamy na niekorzyść układu kostnego. Nieprawidłowe ułożenie bioder to jedno, a druga ważna sprawa to wygięcie kręgosłupa w złą stronę. Może to prowadzić do problemów w przyszłości, zwłaszcza, gdy maleństwo nie jest spionizowane. Gdy nie siedzi stabilnie, gdy nie chodzi.

Zdjęcie numer trzy pozwala porównać nosidło z wisiadłem. Obiegło już ono cały internet. Ciężko uwierzyć, że są osoby, które jeszcze go nie widziały. A jeśli nawet widziały, to nadal z premedytacją używają tego po prawej. Przez kilka ostatnich dni nawet próbowałam zrozumieć dlaczego ludzie to kupują. Kombinowałam na różne sposoby i nie wymyśliłam nic mądrego. Jedynie to, że muszą kierować się ceną. Szukając odpowiedniego nosidła dla Rozalii przewertowałam allegro, sklepy internetowe oraz oferty osób szyjące nosidła na zamówienie. Ceny wisiadeł to 50-100 zł, ceny bezpiecznych nosideł są dwa razy wyższe, zaczynają się od około 200zł. Ale ciężko porównać kwotę do zdrowia własnego dziecka. Wybierajcie więc z głową! Dobrych nosideł jest bardzo dużo i bardzo łatwo takie znaleźć. Możecie kupić gotowe lub szyć według swoich upodobań. Możecie wybrać nosidło ergonomiczne (czyli to z klamrami) lub mei tai (tak jak my).

Dlaczego mei tai? Ponieważ jest wiązane, a jednak bałam się trochę tego jak wygląda regulacja nosideł ergonomicznych. Ponadto mei tai jest banalny w wiązaniu, nawet Małżon sobie poradził. Przeglądając strony z nosidłami trafiłam na sklep Hultaj Polski i tam znalazłam to czego szukałam. Nosidło gotowe, jednokolorowe, z aplikacją winorośli, które zdążyło dotrzeć do mnie przed wyjazdem na majówkę. I które sprawdziło się w górach doskonale. Plus jest taki, że można w nim nosić dzieciaki do 16 kilogramów, co znaczy, że mamy jeszcze 4 kilo zapasu. Zajmuje dużo mniej miejsca niż wózek i nie musimy się martwić czy da rade pokonać górskie szlaki.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.