Tytuł dość kontrowersyjny, ale taki właśnie ma być. Bo już patrzeć nie mogę na to co się dzieje, na to co rodzice i dziadkowie robią z dziećmi. O co chodzi? Ano o wyręczanie, o podstawienie pod nos wszystkiego, o robienie najprostszych rzeczy za dzieci.

W momencie gdy pojawiła się dyskusja na temat przedszkoli (TU) zaczęłam czytać różne artykuły. Jedne były za, inne absolutnie przeciw. Rodzice wypowiadali się w tonie “głupi pomysł”, “odbieranie dzieciństwa” i “dzieci są niesamodzielne”. Im więcej czytałam, tym większy bunt we mnie narastał. O ile rozumiem, że chcemy chronić dzieci przed całym złem tego świata, że staramy się zapewnić bezpieczne otoczenie. O tyle nie kumam dlaczego mając takie super tło, takie idealne zaplecze nie pozwalamy na ani trochę samodzielności. Skoro mamy bezpieczny dom, to czemu dziecko nie może w nim się bawić jak chce? Dziecięca zabawa to nic innego jak poznawanie otaczającego świata. Mówiłam już nie raz, że dzieci nabywają wiedzę empirycznie (w sensie doświadczając jej). I trzeba im na to pozwolić.

Po pierwsze – nie panikuj!

Naprawdę, nie panikuj jeśli Twoje dziecko nagle wejdzie samo na kanapę czy fotel. Raczej je pochwal i pokaż jak bezpiecznie zejść. W końcu są to przedmioty codziennego użytku, które służą do siedzenia. Malec widzi, że wy z nich korzystacie i sam chce spróbować. Nie panikuj też w sytuacji, gdy wejdzie na stół w jadalni. Wtedy po prostu zdejmij dziecko i wyjaśnij dlaczego nie powinno wchodzić na ten stół. My przerabialiśmy komodę i wiecie co? Trzy razy, tyle wystarczyło, trzy razy zdejmowałam małą z komody i tłumaczyłam dlaczego tam wchodzić nie powinna. Być może Twoje dziecko załapie za pierwszym razem, być może za 10, ale pewnie jest to, że załapie.

Po drugie – pozwól spróbować!

Stój obok, obserwuj i pozwól próbować. Niech próbuje ubrać buty, zdjąć skarpetki. Niech próbuje samodzielnie zjeść obiad, co z tego ze ma 7 miesięcy, co z tego, że nabrudzi, ważne, że zrobi to samodzielnie. Zobaczy, że można. Pozna smak, kolor i strukturę jedzenia, bo posługiwać się będzie głównie rękami. Niech sztućce leżą obok, na pewno obserwując Ciebie będzie chciało zrobić tak samo. Sięgnie po widelec czy łyżkę i zacznie próbować. A ty po prostu bądź obok, obserwuj i wspieraj. Udało się nabić ziemniaka? Powiedz, że się cieszysz, że tak ładnie sobie radzi ze sztućcami.

Po trzecie – nie bądź kwoką!

Nie bądź kwoką, naprawdę. Twoje dziecko poradzi sobie w piaskownicy bez Ciebie stojącej mu nad głową. Jeśli chce bawić się z Tobą to ok, ale jeśli świetnie bawi się samo pozwól mu na to. W ten sposób dziecko też się rozwija. Siedząc nad nim non stop doprowadzisz do sytuacji, że za rok czy dwa nie będzie w ogóle umiało wymyślić sobie samo zabawy. A przecież całe życie nie będziesz za przysłowiową rękę prowadzić.

Po czwarte – nie przeginaj!

W żadną stronę. Pozwalając na samodzielność, na naukę, próbowanie różnych rzeczy nie zapędzaj się w kozi róg. Całkowicie dziecka puścić samopas nie możesz. Dużej samodzielności wymagać też nie możesz. Pozwalaj dziecku na tyle, na ile ono samo ma siły. Nie zmuszaj jeśli widzisz, że jednak sobie nie radzi. Lepiej usiądź obok i wytłumacz, pokazując powoli, co po kolei zrobić trzeba. Na pewno maluch nie raz się zdenerwuje i rozpłacze, ale wtedy ma Ciebie i Twoje wsparcie.

Po piąte – miej cierpliwość!

Cierpliwość jest cnotą, a przy dziecku trzeba mieć jej dużo, ojj dużo. Lepiej uświadom sobie to wcześniej. Łatwiej zniesiesz “uboczne skutki nauki samodzielności”. Kiedy dziecko po raz piąty zacznie płakać, że nie udało się ubrać buta, kiedy rzuci nim przez cały pokój, ty musisz być spokojna, opanowana i cierpliwa. Nie osiągniesz nic gdy nerwy ci puszczą. Zamknij się wtedy na chwilę w łazience i ochłoń, byle nie wyładować się na niewinnym dziecku. Ono tylko się uczy.

Pamiętaj Rodzicu, że to od Ciebie zależy jak bardzo samodzielne i sprytne będzie Twoje dziecko. Od Ciebie zależy, czy nauczy się wszystkiego na tyle, na ile pozwala jego wiek oraz predyspozycje. Ale jeśli widzisz, że to jeszcze nie czas nie zmuszaj. Nie ma nic gorszego niż dziecko spełniające wbrew sobie niezrealizowane marzenia rodziców. Jeśli więc zawsze marzyłeś/aś o byciu gwiazdą muzyki, śpiewaczką operową czy światowej sławy piłkarzem weź się za robotę. Spełniaj się samodzielnie, a nie kosztem dziecka. Ono niech próbuje wszystkiego, Ty tylko pomóż i wspieraj gdy znajdzie własne hobby. Wspieraj jego rozwój adekwatnie do wieku i włącz myślenie. To nie boli.

Written by Marta S.

  • Kasia Adamczyk

    Święta racja! 😉 niektóre matki tak się właśnie zachowują jak służące swoich dzieci a potem mają pretensje ze nic bez niej dziecko nie umie zrobić. A najgorsze w tym wszystkim jest to że nie widzi jaką szkodę wyrządza dziecku odbierając mu poczucie własnej wartości i jakże wartościową naukę na własnych błędach.. Ech…

    • Niestety, chcą chronić, aż za bardzo i efekty są różne. Coś na ten temat wiem z doświadczenia.

  • Mama notuje

    Bardzo mądry wpis. Podpisuję się pod nim całkowicie. Czasem boję się że coś sobie zrobi, to staram się jej nievograniczać zbytnio a tylko asekurować jeśli trzeba. No i jak robię się nadopiekuńcza to mąż mi zwraca uwagę, bo faceci mają jednak mocniejsze nerwy :)