Ząbkowanie to dla każdego dziecka i jego mamy czas szczególny. Powiedziałabym nawet, że to pierwszy trudniejszy czas w karierze macierzyńskiej. Maleństwo nie jest w stanie powiedzieć nam, że boli. My, często bez doświadczenia, nie wiemy co dla dziecka bezpieczne, co dobre. Szukamy raz i sprawdzonych przez innych sposobów. Dlatego postanowiłam zebrać w jednym miejscu to co pomogło nam w czasie ząbkowania i to co pomaga nam teraz w dbaniu o zdrowy uśmiech.

Zaczyna się ząbkowanie

Zaczyna się zazwyczaj dość wcześnie. Kiedy nasze słodkie 3-, 4-miesięczne maleństwo nagle zaczyna bez powodu okropnie płakać, nie daje się uspokoić wpadamy w panikę. Szybki resarch i wiemy, że głodne nie jest, wszak przed chwilą jadło, pielucha zmieniona i sucha, brzuszek miękki, więc raczej nie boli. Za to rączki, rączki często wędrują w stronę ust i próbują się do nich zmieścić. To jeden ze znaków, że coś zaczyna się dziać. Jeśli pamiętacie jeszcze jaki ból towarzyszy przy wyrzynaniu się ósemek, to wyobraźcie sobie, że wasze dziecko czuje dokładnie to samo. I niewiele się zmieni przez najbliższe półtora do dwóch lat. Kolejność wyrzynania się ząbków jest mniej więcej taka:
ząbkowanieOczywiście możliwe są odstępstwa, zarówno w czasie w jakim ząbki się pojawią, jak i w ich kolejności. Rozalia swoje pierwsze dwa ząbki, dolne jedynki, powitała mając dokładnie 5,5 miesiąca. Natomiast piątki, wszystkie na raz wyszły, gdy miała 2 lata i 2 miesiące. Jak widać poszło szybko i nie było tak tragicznie, z perspektywy czasu….

Mamo, to tak bardzo boli!

Nie da się ukryć, że ząbkowanie nie należy to okresu miłego i przyjemnego. Dzieci są marudne, płaczliwe, nocą źle śpią. My wychodzimy z siebie, żeby im ulżyć. Szukamy sposobu, pytamy znajomych o to jak oni sobie radzili. W efekcie ile dzieci, tyle metod. Najłatwiej podać dziecku syrop przeciwbólowy – wiadomo. Tylko po co od razu faszerować medykamentami, po co przyzwyczajać organizm do farmakologicznych środków? Ja jestem przeciwniczką podawania dziecku leków bez potrzeby. Nie znajdziecie u mnie suplementów, nie znajdziecie syropków na poprawę apetytu, na wzmocnienie odporności, na mocne kości, i te pe. Jak więc radziłam sobie kiedy u nas rozpoczęło się ząbkowanie?

  1. Jabłko – świetne do mamlania, zimne, soczyste jabłko. Na początku, kiedy bałam się zadławienia, podawałam je w siateczce. Rozalia z dziką przyjemnością wbijała weń dziąsła. Mając te pół roku siedziała na kanapie i cały swój ból przenosiła na niewinny kawałek jabłka. Było widać, że ten sposób przynosi jej ulgę i sprawdza się lepiej niż gryzak.
  2. Gryzak wodny/żelowy – oczywiście schłodzony w lodówce. Spełniał swoją rolę między posiłkami, był używany chętnie, pod warunkiem, że był zimny. Kiedy tylko małe rączki i bezzębny dziób ogrzały go, zostawał wyrzucony z łóżeczka. Taka eksmisja.
  3. Szczoteczki CanpolBabies – a dokładnie zestaw trzech szczoteczek. Pierwsza do masażu dziąseł, druga do mycia pierwszych, wyrzynających się jeszcze ząbków i trzecia z normalnym włosiem. Teraz służą lalkom, ale były bardzo przydatne. Najpierw pomagały podczas bólu, później zaczęły wyrabiać nawyk mycia zębów.
  4. Żel na dziąsła – stosowałam sporadycznie dwa rodzaje, Calgel i Dentinox N. Super efektów nie zauważyłam, postanowiłam wypróbować na sobie – szału nie ma. Odrętwia dziąsło na kilka minut, potem efekt zanika. Internety mówią, że od żelu można dziecko uzależnić, ja nie próbowałam. Żelu używałam w cięższe dni przed posiłkami, w przeciwnym razie bywały problemy z jedzeniem. Nie ma co się dziwić, w końcu boli.
  5. Camilia – kropelki na ząbkowanie, które okazały się pomocne. Mają jednak minus – w opakowaniu jest 10 sztuk, kosztuje ono 30 zł, wystarcza na 5 dni. Łatwo więc policzyć, że w miesiącu trzeba by wydać 200 zł, dalej nie muszę liczyć, prawda? Droga impreza, aczkolwiek skuteczna.
  6. Chamomilla Vulgaris 9CH – czyli Camilia, którą musimy rozpuścić sobie sami. Fajna alternatywa, zwłaszcza, że opakowanie granulek kosztuje od 14 zł (w zależności od apteki). Granulki możemy podawać dwa lub trzy razy dziennie (nam wystarczyło dwa). 3 kuleczki rozpuszczamy w 10 ml wody i dajemy dziecku do wypicia. Nie podawałam Rozalce granulek cały czas, a jedynie w okresach, kiedy ząbkowanie nabierało tempa.
  7. Ibufen/Ibuprom/Kidofen – generalnie ibuprofen. Najcięższe działo w naszej ząbkowej karierze. Bez niego byłoby zdecydowanie ciężej. Dlaczego? Dlatego, że tuż przed przebiciem dziąsła Rozalia zawsze dostawała gorączki. Ta gorączka to był znak, że w ciągu kilku dni, dwóch, maksymalnie trzech, pojawi się kolejny ząb, ewentualnie dwa. Jako, że w czasie całego procesu wyrzynania nie nadużywałam tego sposobu, w dniach strategicznych szybko nam pomagał.
ząbkowanie

Jak dbamy o ząbki?

To temat ważny, kiedyś nie było tak jasne, że o zęby mleczne trzeba dbać tak samo jak o zęby stałe. Kiedy myłam Rozalce pierwsze dwa zęby spotykałam się ze zdziwieniem. Kilka razy usłyszałam, że bez sensu myć dwa zęby, które jeszcze nawet nie są całe na powierzchni. Ale czasy się zmieniają, świat idzie do przodu i dziś już wiadomo na sto procent, że mleczaki mają wpływ na stałe uzębienie. Zresztą, ja sama jestem przykładem. Nigdy nie lubiłam myć zębów, jako dziecko oszukiwałam, moczyłam szczoteczkę i mówiłam, że już umyte. Do dziś mam odruch wymiotny kiedy czuję smak pasty, ale dziś jestem mądrzejsza niż 25 lat temu. Mimo, iż żołądek mi wywraca na dziesiątą stronę to o zęby dbam. I uczę tego swoją córkę. Wiedząc, że dzieci mają różne fazy, raz coś lubią, innym razem nie, jednego dnia histeria, bo one chcą, innego dnia histeria, bo to coś jest “fe”, staram się, by w kwestii mycia zębów nudy nie było. Co więc robimy? Myjemy zęby zawsze razem, rano myje z tatą, wieczorem ze mną, w weekendy całą trójką – taki rytuał mały. Pilnujemy zasad, czyli:

  1. nie bawimy się szczoteczką do zębów i regularnie ją wymieniamy. Nasze co 2 miesiące, Rozalkową co miesiąc. Czemu akurat co miesiąc, a nie tak jak nasze co dwa. Ponieważ mała cały czas uczy się jak te ząbki prawidłowo myć i bywa, że gryzie szczoteczkę. Taka pogryziona nie spełnia już swojej roli odpowiednio, więc jedziemy do sklepu po nową. Rozalia może sama wybrać sobie taką szczoteczkę, jaka akurat jej się spodoba. Przy czym my zwracamy uwagę na to, czy dostosowana jest do jej wieku i umiejętności.
  2. Używamy miętowej pasy, bo dzieci lubią pastę wyjadać. Dlatego świadomie zrezygnowałam z kupna past o smaku truskawki czy coca-coli. Pilnujemy by pasta również była dostosowana do wieku dziecka, składy past różnią się zawartością fluoru.
  3. Mierzymy czas mycia, aby wyrobić w Rozalii nawyk. Udało mi się znaleźć fajną, malutką, łazienkową klepsydrę. Zamocowałam ją w takim miejscu, gdzie jest dobrze widoczna bez względu na to czy Ru myje zęby w wannie czy przy umywalce. Sama również zaczęłam korzystać z klepsydry. Odmierza ona dokładnie 3 minuty.
  4. Nie jemy i nie pijemy nic prócz wody po wieczornym myciu zębów.

Pilnujemy powyższych zasad, ponieważ nie chciałabym, aby przez moje zaniedbania Ru miała w przyszłości kłopoty z zębami. Wiem, co znaczy spędzać dużo czasu w fotelu dentystycznym, wiem co znaczy ból zęba i wiem, co czuje mój portfel, kiedy zamiast nowej torebki, butów i bluzki trzeba zapłacić za leczenie kanałowe.

Co z wizytą u stomatologa, zapytacie? Przygotowywałam Rozalkę do tego wydarzenia, opowiadałam jak wygląda gabinet, co dzieje się na wizycie. Sprawę ułatwia fakt, że wśród znajomych mamy rewelacyjną i przemiłą panią stomatolog. Na pierwszą oficjalną wizytę Rozalia pójdzie do gabinetu osoby, którą zna, to na pewno będzie dla niej dobre. Ale zanim to nastanie, to udało się nam zaliczyć sprawdzanie ząbków w przedszkolu. Jestem z tego zadowolona, ponieważ w znanym sobie otoczeniu dzieci są pewniejsze. Rozalia bez problemu dała sobie obejrzeć ząbki, do dziś chodzi dumna ze swoim własnym lustereczkiem i chce sprawdzać zęby każdemu kto się nawinie.

.

Mam nadzieję, że wpis okaże się pomocny dla wszystkich mam, które ząbkowanie mają jeszcze przed sobą. Mam też nadzieję, że wasze maluchy zniosą ząbkowanie dzielnie i że pójdzie szybko. A mamuśki, które są na podobnym etapie co ja niech się pochwalą swoimi sposobami, jestem bardzo ciekawa jak sobie poradziłyście.

.

.

.

 ************************************************************************************************************
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy zostawisz po sobie ślad i udostępnisz go dalej.
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na facebook oraz instagram.

Written by Marta S.

Absolwentka Komunikacji Społecznej na Politechnice Śląskiej. Obecnie mama dwóch cudownych córek - Rozalki i Florki, oraz dwóch psiaków - Riko i Dosi. Uwielbiająca rolę Home Manager'a, pretendująca do miana Perfekcyjnej Pani Domu fanka książek historycznych i obyczajowych, a także niepoprawna romantyczka.